ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2007/01, 8 wpisów
O Grzesiu z dużą fujarką
[j:0 c:0]/home/grzegorz> ./fujarka.sh
128.4cm

:) lubię moją maszynkę. Aż szkoda by było kupować laptopa...

Ałć!

Strzelam. Elektrycznością.

Jestem jak samobieżny ładunek elektrostatyczny. Przed dotknięciem Aniołka muszę najpierw uziemić się z czymś metalowym, inaczej kłuję ją przeskakującą iskrą. Iskra przebija się nawet przez ubrania. Raz nawet niefortunnie oberwaliśmy po ustach, bo to była pierwsza część ciała jaka się nam zetknęła. Można powiedzieć, że intensywnie iskrzy między nami. Ałć.

Strzelam też chwytając za (częściowo metalowe) krzesełko przedkomputerowe. Strzelam do klamek w drzwiach. Strzelam do futryn. A już absolutnie najpaskudniejsze jest rozładowanie się w strumień wody z kranu. Parę razy udało mi się odkręcić wodę bez dotknięcia metalowych części kranu i iskra poszła dopiero gdy strumień wody spadł mi na dłonie. Z wodą jest wyjątkowo nieprzyjemnie :(

Podejrzewam trochę moje włosy (strzelam intensywniej odkąd mam dłuższe), trochę ubrania (ciepłe, zimowe), i dość mocno dywan w pokoju. Z moich obserwacji wynika, że mogę się uziemić z czymś, przejść dwa kroki, i dotykając czegoś metalowego już powoduję odczuwalną, słyszalną, a przede wszystkim WIDZIALNĄ iskrę. Boję się dotykać skrzynki komputera, bo wiadomo co elektrostatyka może zrobić elektronice.

A jakiś kwadrans temu iskra poszła ładnym, pewnie pięciocentymetrowym(!) łukiem między moją dłonią a oparciem krzesła, obok którego tylko przechodziłem.. Już nawet nie muszę dotykać, zaczynam razić na odległość.

Już sam nie wiem co robić. Rozebrać się do naga? Głupie, głupie, głupie luźne elektrony. Obłażą mnie jak mrówki. A paszoł won!

-- to mówiłem ja, Hoppke, Człowiek-Kondensator.

Dresden Codak

Lubię obrazki. Fotografie. Grafikę.

Lubię patrzeć. I lubię być zaskakiwany.

I dlatego bardzo lubię serwis Dresden Codak. To zbiór luźno (bardzo luźno) połączonych ilustracji... komiksów... chociaż...

No właśnie. Typowy komiks to to nie jest. Jak na standardy sieci grafika jest uroczo urocza, staranna i po prostu szczegółowo-ładna. Pewnie dlatego nowe ilustracje pojawiają się tak rzadko.

Inna sprawa, że są naprawdę oryginalne i inteligentne i zabawne i... no, świetne. Kimiko jest taka mięciutka, a malutki Carl Jung, ojciec współczesnej malutkiej psychologii, taki überraschend :)

Polecam, polecam, polecam. I komiksy (wszystkie, koniecznie!), i opis postaci, i w ogóle. Mniam!

Kogut domowy

I kolejny udany obiad upichcony. Może rozmijam się z powołaniem, może powinienem być kurą domową (kogutem)? Piorę (tzn. programuję pralkę :), gotuję, pilnuję terminów rachunków, odkurzam, zmywam podłogi... Psiamać, baba ze mnie.

No i jestem zaje... w łóżku. Jakbym był kobietą, to sam bym się w sobie z miejsca zakochał.

Tak mnie naszło na refleksję wieczorową porą. Over and out :)

O opiece medycznej

Od jakiegoś czasu latam sobie w wolnym czasie do Medicover. Jakaś plomba, obserwacja, usuwanie osadu z paru zębów etc. Mam tam ulubioną dentystkę z którą lubię pogadać i która się mną naprawdę dobrze opiekuje.

Aż się okazało, że muszą mi dolną szóstkę usunąć. A tak naprawdę to wyciąć częściowo, bo z jednej strony korzenie się zrosły razem i zrobiły bardzo długie, z drugiej jakoś zawinęły, i w ogóle zaczęły zrastać z przegrodą i kością szczęki. Przykra sprawa, genetycznie uwarunkowana (akurat okolice tej szóstki to w mojej rodzinie dość częsty problem, zrasta się z innymi zębami, szczęką i w ogóle jest taka bardzo zaborcza). Na szczęście u mnie wyszło to na jaw zanim zacząłem cierpieć z tego powodu.

Oh well. Skoro trzeba dłutować, to trzeba.

Dostałem podwójne znieczulenie na początek, w trakcie musiałem jeszcze trzecią działkę dostać, bo zaczęło popuszczać i ból dłubania w tkankach miękkich stał się odczuwalny.

Do zabiegu potrzebne było równo 10 różnych narzędzi (tyle pasków sprawdzających sterylność musiałem potem podpisać). Przeleżałem na fotelu swoją wizytę i większą część czasu przeznaczonego na wizytę następnego pacjenta. Miałem ząb podważany, podcinany, obracany i wyciągany. Chrupanie kości było bardzo nieprzyjemne. Bardzo dużo krwi. Ech. Po prostu zabieg chirurgiczny. I szwy na dziąśle. I antybiotyk na parę dni po. Pierwszej nocy potrzebowałem proszków przeciwbólowych żeby jakoś przewiercić się do rana. Ale potem było już lepiej, chociaż jedzenie było trudne przez parę kolejnych dni.

Umówiłem się na zdjęcie szwów/kontrolę. Szwy rozwiązały się nieco wcześniej i sam je sobie wyciągnąłem, ale byłem na to przygotowany, lekarka też.

Poszedłem na kontrolę -- wszystko ślicznie. Prawdopodobnie jestem mutantem. Goję się zarąbiście, żadna infekcja się nie wdała, organizm nic sobie nie zrobił z rozprucia mięcha i odsłonięcia sporego kawałka kości, ani pokruszenia przegrody. Wszystko się ślicznie zrasta, nie boli, nie puchnie. Ba, nawet mnie "zawiasy szczęki" nie bolały, nie miałem też siniaków, nie spuchłem nic a nic. Dobrze wiedzieć, że nadal regeneruję się w ładnym tempie. (...)

Czytaj dalej...
Praca++

Dzisiaj miałem pierwszy dzień w nowej pracy. Denerwowałem się bardzo, denerwuję się nadal. Chciałbym móc za miesiąc, gdy okrzepnę, spokojnie napisać "Level up!" :)

Desktop: Fast Forward

Punkt pierwszy: używam Mandrivy. Lubię klikać. Robić klik-klik.

Ten system nie jest idealny, w chwili obecnej nie działa mi na przykład wyłączanie maszyny po "halt" (wszystko się zatrzymuje, łącznie z dyskami, ale zasilanie muszę odcinać samemu -- pewnie coś z konfiguracją ACPI/APM). Ale jest wygodny, szybko aktualizowany i dobrze się sprawdza gdy ktoś, tak jak ja, ma naprawdę mało czasu. Wczoraj np. chciałem obejrzeć film i co? I obejrzałem tylko połowę. Zapomniałem też zlecić przelew za wynajem mieszkania i spisać liczniki wody dla administracji.

Tak że w kontekście mojej osoby, będącej teraz bardzo leniwym i zajętym filologikiem, Mandriva się sprawdza fajnie.

Ta Mandriva to Cooker.

To tyle tytułem wstępu. Przejdę do rzeczy -- do Beryla. Nie używałem go do tej pory, sądząc że moja karta (radeon 7500, 64MB) nie nadaje się do takich rzeczy. Sądziłem tak po doświadczeniach z compizem, na którym nawet cień pod oknami zatykał komputer, nie wspominając nawet o przezroczystych oknach.

Wszyscy dookoła używają Beryla, więc i ja chciałem spróbować. Wyklikałem więc sobie potrzebne pakiety, zainstalowały się. Potem wklikałem się w Mandriva Control Center, moduł "3D Effects", kazałem używać Beryla. Efekt -- koszmarny. Czasem widać było normalny obraz, ale tekstury szybko znikały i były zastępowane przez jednolitą biel. Uznałem, że to wina słabej karty graficznej.

Ale tego samego dnia da.killa zauważył, że ostatni update bibliotek Mesy popsuł mu Beryla. Po paru minutach udało się wyciągnąć z niego coś więcej niż "popsuło się i nie działa" -- cóż za surpriza, u niego też się wszystko bieliło. Spróbowałem więc użyć Mesy z Mandrivy Stable (i to właśnie jest superaśne w Cookerze, że w razie problemów można z łatwością wymienić kawałek systemu na Stable; jest to trywialnie proste do wyklikania w Smarcie, łącznie z ochroną starszych pakietów by następny update znowu tego nie popsuł, a cofnięcie wersji pakietów nie pociąga za sobą zmian w połowie systemu "bo zależności się zmieniły". Wymieniłem pakiety mesy, tylko i wyłącznie, cała reszta (czyli beryl i inne rzeczy używające Mesy) pozostały w najnowszych mandrivowych wersjach. (...)

Czytaj dalej...
Nowy rok

No i kolejny rok się zaczął. Ostro. Jestem niewyspany, głodny, kicham, w pracy zastój totalny i korporacyjny nieład, strasznie deprymująca atmosfera. A na Repo baza mysql odmawiała współpracy z Repo (grr, pod Linuksem nie było takich problemów z mysqlem...), mam nadzieję, że ponaprawiałem co trzeba.

Nowy rok powitałem w Rosnówku, u harnira, razem z resztą ekipy. Było fajnie. Za dużo wypiłem. Brzuch mnie potwornie bolał przez następne dwa dni. Potem pokażę parę fotek. No i muszę w końcu sobie jakąś wizytę u fryzjerki umówić, tylko kiedy...?

Poza tym jest OK, ale marzę o dotrwaniu do piątku i solidnym wyspaniu się. Mmmm... :)

Trochę przerobiłem stronę z zapytaniami z wyszukiwarek. Odfiltrowałem wieeelką część, zmniejszyłem ilość logowanych danych, przerobiłem trochę. Niektóre są fajniutkie. Bardzo podoba mi się "przelicznik metrów na kilogramy" :) Przypuszczam, że ktoś mógł szukać jakiegoś wskaźnika "ile powinnam ważyć przy moim wzroście", ale zapytanie jest fajne :) "opuchnięty chomik" mnie rozbawił, chociaż potem zrobiło mi się żal zwierzaka. "kichnięcie orgazm" tyż fajne. Ciekawe tylko jaki jest łańcuch przyczynowo-skutkowy. Orgazm przy kichnięciu, czy kichanie przy orgazmach? Ostatnio miewam napady kichania (chyba podziębiony jestem) i powiem szczerze, że ten pierwszy wariant by mi się bardzo podobał. "Aaa-psik!" :)

Wracając do tematu: Jak by nie patrzeć, mamy rok 2007. Ciekawe kiedy to w końcu poczuję? Bo na razie praktycznie tego nie zauważam. Oby ten rok był lepszy od poprzedniego, czego sobie i Wam życzę. I orgazmów przy kichaniu! (oraz nieopuchniętych chomików)