Od jakiegoś czasu latam sobie w wolnym czasie do Medicover. Jakaś plomba, obserwacja, usuwanie osadu z paru zębów etc. Mam tam ulubioną dentystkę z którą lubię pogadać i która się mną naprawdę dobrze opiekuje.
Aż się okazało, że muszą mi dolną szóstkę usunąć. A tak naprawdę to wyciąć częściowo, bo z jednej strony korzenie się zrosły razem i zrobiły bardzo długie, z drugiej jakoś zawinęły, i w ogóle zaczęły zrastać z przegrodą i kością szczęki. Przykra sprawa, genetycznie uwarunkowana (akurat okolice tej szóstki to w mojej rodzinie dość częsty problem, zrasta się z innymi zębami, szczęką i w ogóle jest taka bardzo zaborcza). Na szczęście u mnie wyszło to na jaw zanim zacząłem cierpieć z tego powodu.
Oh well. Skoro trzeba dłutować, to trzeba.
Dostałem podwójne znieczulenie na początek, w trakcie musiałem jeszcze trzecią działkę dostać, bo zaczęło popuszczać i ból dłubania w tkankach miękkich stał się odczuwalny.
Do zabiegu potrzebne było równo 10 różnych narzędzi (tyle pasków sprawdzających sterylność musiałem potem podpisać). Przeleżałem na fotelu swoją wizytę i większą część czasu przeznaczonego na wizytę następnego pacjenta. Miałem ząb podważany, podcinany, obracany i wyciągany. Chrupanie kości było bardzo nieprzyjemne. Bardzo dużo krwi. Ech. Po prostu zabieg chirurgiczny. I szwy na dziąśle. I antybiotyk na parę dni po. Pierwszej nocy potrzebowałem proszków przeciwbólowych żeby jakoś przewiercić się do rana. Ale potem było już lepiej, chociaż jedzenie było trudne przez parę kolejnych dni.
Umówiłem się na zdjęcie szwów/kontrolę. Szwy rozwiązały się nieco wcześniej i sam je sobie wyciągnąłem, ale byłem na to przygotowany, lekarka też.
Poszedłem na kontrolę -- wszystko ślicznie. Prawdopodobnie jestem mutantem. Goję się zarąbiście, żadna infekcja się nie wdała, organizm nic sobie nie zrobił z rozprucia mięcha i odsłonięcia sporego kawałka kości, ani pokruszenia przegrody. Wszystko się ślicznie zrasta, nie boli, nie puchnie. Ba, nawet mnie "zawiasy szczęki" nie bolały, nie miałem też siniaków, nie spuchłem nic a nic. Dobrze wiedzieć, że nadal regeneruję się w ładnym tempie.
Ale nie o tym chciałem. Pomiędzy zabiegiem a kontrolą minęło parę dni. I w trakcie tych paru dni pani stomatolog moja ulubiona niespodziewanie do mnie zadzwoniła. Z pytaniem "jak się czuję".
Młody jestem, niedoświadczony. Ale... no ale trochę jednak kontaktu z lekarzami już miałem. I ze służbą zdrowia. Facet zakładający gips mi kiedyś nogę nastawiał. Miałem prześwietlenia różne robione. Zszywane to i owo. Raz karetką jechałem. Otarłem się o usuwanie migdałków (ale mam je nadal). Jedna z moich dwójek jest wzmocniona na całej długości jakimś tytanowym sztyftem. W ulicznej bójce straciłem wiązadełko pod górną wargą (dentystka moja ulubiona po pierwszej kontroli spytała się mnie, czy to było chirurgicznie usunięte. Cóż, jeśli kopniak liczy się jako chirurgia, to tak :). Kochany mały szczeniak zrobił mi kiedyś igiełkowatymi pazurkami trzy równoległe szramy na górnej wardze, środkową całkiem na wylot. Itp. itd. Tak że trochę okazji do kontaktów z lekarzami to ja miałem.
I pierwszy, absolutnie PIERWSZY raz w życiu spotkałem się z sytuacją, by lekarz w swoim "pozawizytowym" czasie zadzwonił do pacjenta dopytując o stan zdrowia, samopoczucie itp. Bez żadnych kopert, znajomości czy innych takich.
I teraz tym bardziej wkurza mnie, że muszę płacić daninę na publiczną służbę zdrowia. Pieniądze w błoto :(
Dopiski:
Od: anonim :P
Data: 20070122, 22:56
może jej się podobasz :>
Od: Aleks
Data: 20070122, 23:08
Dwoch ostatnich wpisow Google Reader nie widzi :(
Od: Aleks
Data: 20070122, 23:43
Juz lepiej :)
Od: lanrat
Data: 20070123, 16:58
Witaj w świecie sponsorowania pozostałej części "biednego" społeczeństwa... Wrzuciłbym link do ciekawej analizy tej biedności ale nie ma się co denerwować niepotrzebnie :-)
Na razie ciesz się, że utrzymujesz już jakieś 6-8 osób i nawet ich jeszcze nie znasz ;-) Fajnie, co?
Od: OJO
Data: 20070123, 21:18
to miłe. ten telefon.
Od: bies
Data: 20070124, 04:59
Staraj się płacić jak najmniej. Mnie cieszy każda złotówka której nie zapłaciłem w jakimś podatku. I, to trochę śmieszne, już nie chodzi mi do końca o te pieniądze. Ale o świadomość ,,głodujących'' urzędasów.
Co do samej publicznej medycyny: spoko spoko, zrobi fajt jeszcze za naszego życia - już się nie mogę doczekać.
A co do telefonu: zdarzyło Ci się kiedyś dzwonić do swojego klienta z pytaniem jak działa system, czy wszystko w porządku. No więc, w czym różnica?