Choroba jakaś mnie wzięła. Mam katar, gardło drapie, nos pali... na szczęście już przeszły mi zawroty głowy oraz ból w okolicach brzucha i nerek, więc może osiągnę dziś w pracy jakieś 70% wydajności.
To pewnie ta zdradliwa, prawie wiosenna pogoda. Niby ciepło, niby słonecznie, ale mój układ odpornościowy jest tak rozmiękczony po zimie, że już coś złapałem.
No ale przynajmniej nie powinno przejść w grypę. Bo się przezornie zaszczepiłem swego czasu, więc większość prognozowanych w tym sezonie szczepów nie powinna się mnie imać.
Aaaa-psik.
Bez sensu. Takie ładne słońce za oknem, a ja kicham i smarkam...
A najdziwniejsze jest to, że kiedy jestem na zewnątrz, to czuję się całkiem nieźle. Gorzej mi się robi gdy wejdę pod dach. Pewnie organizm wychodzi z "trybu survival" :)