Właśnie rozmawiałem z moim pracodawcą i zakomunikowałem mu, że od lipca planuję być w Londynie, i będzie to pobyt raczej długoterminowy (trzymać kciuki! :), i że w ogóle się przeprowadzać będę.
W związku z czym nasza współpraca... no wiadomo.
Dzielnie to przyjął.
Czeka mnie teraz sporo dodatkowej roboty z pisaniem dokumentacji i instrukcji, bo jest parę projektów które tylko ja znam na wylot (głównie to, co sam pisałem), a mam zamiar wszystko udokumentować. Bo generalnie miły jestem i zawsze myślę o bliźnich.
Ech. Szkoda będzie to zostawić, bo miejsce i ludzie fajni. I płaca też. Tym bardziej szkoda, że w niedalekiej przyszłości kroi się tu jeszcze kilka zarąbistych projektów dla kogoś takiego jak ja.
Smutno mi. Ale czasem trzeba z czegoś zrezygnować, żeby dłuższą perspektywę mieć lepszą. Co nie? Prawda? Tak trzeba, no nie?
Dopiski:
Od: OJO
Data: 20070516, 14:02
Trzeba.
Od: HughOfBorg
Data: 20070516, 15:02
Wcale nie trzeba!
Trzeba tu zostać i się lustrować, bić gejów i platformę, KWA, KWA, KWA!!!
Od: void
Data: 20070516, 15:22
Powodzenia w nowych stronach.
Nie wiem, czy to dobre miejsce na pytanie, ale dlaczego "trzeba"?
Od: harnir
Data: 20070516, 16:18
Powodzenia, będę trzymać kciuki :-)
Od: semiramida
Data: 20070516, 18:34
przeciez sam masz watpliwosci...nikt ich za Ciebie nie rozwieje..:)
Od: RMS
Data: 20070517, 00:17
Trzeba. :D
Od: lanrat
Data: 20070517, 02:36
Warunki jak rozumiem musiały być naprawde niezłe skoro rzucasz obecną pracę. Mam tylko nadzieję, że nie zapomnisz o nas wiernych readersach :-) Powodzenia.
Od: Hoppke
Data: 20070517, 15:46
@lanrat: warunków nie ma jak na razie, tzn. nie mam nic upatrzonego :)
Rozsyłam cefałki, czasem z kimś rozmawiam przez telefon, ale na razie bez większego rezultatu. Może to przez mój dość jeszcze odległy termin wyjazdu (w IT jednak najczęściej się szuka ludzi na "od zaraz")... Na miejscu pewnie coś znajdę bez większego problemu, ale chciałbym już teraz umówić sobie terminy rozmów kwalifikacyjnych.
@void: bo tam chyba więcej wolności ludzie mają. No i myślę o tym, co będę miał za 5, 10, 15 lat...
Trzeba teraz, póki nie mam tu mieszkania, kredytu, dziecka. Czekam z Lilką tylko na jej magisterkę. W Poznaniu nadal się czuję trochę obco, i nie staram się tego zmieniać. Będzie łatwiej się spakować i wyjechać.
Od: mars
Data: 20070517, 20:08
Argumenty "za" przekonujące. Skoro trzeba to trzeba. Jednak... marsowi też będzie smutno. Ale kciuki trzymam.
Od: booster
Data: 20070518, 07:54
Nie masz jeszcze oferty pracy w Anglii i juz rezygnujesz tej tutaj? To jest zdecydowanie dziwny plan :) Z doswiadczenia wiem, ze na odpowiedzi od tamtejszych firm czeka sie ok. 2 miesiace, co jeszcze wcale nie oznacza rozpoczecia wspolpracy. Poza tym, wyjazd na zwyklego klepacza kodu, z tego co zdazylem wybadac (nie liczac oczywiscie super-okazji na miesieczny kontrakt, gdzie placi sie 400 funtow dziennie), to jakies 60 tys. zl w kieszeni w ciagu roku. Tyle mozna miec jako programista w tym kraju nie wysilajac sie zbytnio :)
Wiec czy napewno warto?
Od: void
Data: 20070518, 09:28
Ja się spotkałem z firmami, w których znajomi zaczęli pracę jako programiści w miesiąc od złożenia CV.
Myślę że na początek może się spodziewać około 30tys. funtów rocznie, więc finansowo warto na pewno.
Od: booster
Data: 20070518, 09:50
@void: 30 tys. rocznie to zarobki z wyzszej polki. Moj znajomy dostal pracy za 20 tys. rocznie, a jest specjalista z 2-letnim doswiadczeniem w swojej dziedzinie (dosc waskiej zreszta - niskopoziomowe C, sterowniki, systemy embeded). I mowimy caly czas o kwotach brutto.
Tak czy siak, roczne oszczednosci wahaja sie w okolicach 65-80 tys. zl (wszystko zalezy oczywiscie na jakie wyzeczenia kogos stac). Teraz pytanie czy dla takich pieniedzy warto, bedac programista, opuszczac kraj? Moim zdaniem nie, bo tyle samo mozna zarabiac tutaj.
Od: Hoppke
Data: 20070518, 12:16
@booster: Dziwny? Czemu? Przecież jestem "Java/J2EE software developer/designer", a nie jakimś specjalistą od akceleratorów cząsteczek :)
Nawet w Poznaniu sobie dobrze radzę, a tu jest trudniej o pracę (nie interesują się mną np. headhunterzy).
I nie sądzę, by jakakolwiek firma zwlekała 2 miesiące gdy ogłoszenie o wolnych stanowiskach publikuje z adnotacją "ASAP".
Nie patrzę specjalnie na to, ile będę wyciągał teraz w porównaniu z Poznaniem (oczywiście gorzej mi nie będzie). I trochę mnie dziwi takie ciągłe przeliczanie funtów na złotówki. Tzn. rozumiem, że są ludzie, którzy jadą za granicę tylko po to, by tam zaciskać pasa, ciułać funty i potem wrócić z nimi do Polski. Ale ja mam inne plany.
Praca w IT w UK się po prostu bardziej mi opłaca. Finansowo też, ale to tylko miły efekt uboczny. Tam mam szansę na fajniejszy rozwój zawodowy. I może ludzie dookoła nie będą rozmawiać tylko o lustracji, "propagandzie gejowskiej" itp.
30k dla javowca/.netowca to "entry level", po dwóch latach nie schodzisz nigdy poniżej tego, bo to nie przystoi.
Zresztą 20k dostaje "graduate", czyli ktoś bez żadnego realnego doświadczenia, chcący pracować z Javą zaraz po studiach.
Od: Aniołek
Data: 20070518, 13:24
Booster: Powodów wyjazdu jest znacznie więcej niż tylko finansowe, ale chwilowo tylko do tego się odniosę.
Po pierwsze, 30tys. funtów rocznie w UK to zarobki z wyższej półki?? Daj spokój, kiedy ostatnio miałes kontakt z ofertami pracy tam i ludźmi którzy tam rzeczywiście coś potrafią? Wręcz przeciwnie, 25-30tys. funtów dla javowca to jest ENTRY level, zarobki senior developerów, takich z 4-5 letnim doświadczeniem (i to na permanent position, nie na kontraktach) to spokojnie 50-60 tys. funtów rocznie. O konsultantach i kontraktowcach nie wspominam.
Jeśli Twój znajomy robi tam za 20tys. funtów to możesz mu przekazać, że robią go w jajo - no chyba, że ma kiepski język, albo ma na tyle niszowe umiejętności, że nie tylko takich jak on jest mało, ale również firm które by go chciały... No ew. gdzieś na jakimś pipidówku. W Londynie 15tys. rocznie to ma moja znajoma, która jest najzwyklejszą "receptionist" i którą tak na dobrą sprawę mógłby zastąpić ktokolwiek.
Chciałabym tez zobaczyć te oferty pracy w Polsce dla programistów javowych z 1-2 letnim doświadczeniem z których odłożysz (po utrzymaniu się) 60tys. rocznie "nie wysilając się" - serio. Znam rynek poznański tylko, ale tutaj akurat NA PEWNO tak nie zarobisz. Chyba że mówisz o łapaniu fuch i freelancerce, a nie stałej pracy (na pensji) - ale wtedy porównuj to z kontraktami, a nie z pracą stałą w UK.
Poza tym bardzo istotnym czynnikiem jest nie tylko to, co możesz zarobić w danym momencie, ale tez to jakie masz perspektywy na 5 czy 10 lat. W Polsce niedługo albo osiągniemy "sufit" i firma po prostu nie będzie w stanie więcej zapłacić, albo musielibyśmy się zatrudnić w jakims Accenture, P&G czy innym gigancie (nie orientuję się który płaci najwięcej, ale generalnie oni są jednymi z niewielu których stać, żeby płacić >10k miesięcznie.) A w UK zarobki i standard życia jeszcze dłuuuuugo będę nam się mogły podnosić. Wbrew powszechnej opinii, życie tam jest po prostu tańsze (biorąc je relatywnie do zarobków, nawet do minimalnej krajowej).
Całą resztę "motywatorów" do wyjazdu, czyli naszą sytuację polityczną i społeczną, stan dróg, służby zdrowia etc. tym razem litościwie pominę... ;)
Od: bies
Data: 20070518, 22:20
Hoppke: z całego serca Ci życzę abyś się na ,,więcej wolności w UK'' nie przejechał. Poważnie.
Od: Bellois
Data: 20070519, 07:24
W UK niestety są coraz silniejsze tendencje do kontrolowania obywateli. Można się też spodziewać ich dalszego wzrostu. Ja wolę jednak kilku niegroźnych szaleńców o których za kilka lat wszyscy zapomną, niż szajkę intyeligentnych cyników, która pod pozorem ochrony przed terrorystami zaczyna zniewalać ludzi :D
Od: Aniołek
Data: 20070519, 11:31
bies: Widzisz, znam trochę brytyjczyków z krwi i kości i co jak co, ale o wolność osobistą to oni będą walczyć jak lwy. Nie bez powodu ich rząd już od n lat nie jest w stanie zdobyć społecznego przyzwolenia na wprowadzenie dowodów osobistych. Bo w UK, na dobrą sprawę, jak bardzo nie chcesz (pomijam kwestie praktyczne) to nie figurujesz nigdzie: paszportu nie musisz wyrabiać, prawa jazdy też, dowodów nie mają, cała reszta (konto w banku etc) też opcjonalna... Jeśli Cię na to stać (bogata rodzina or sth) i masz taki kaprys, to możesz być obywatelem praktycznie bez tożsamości.
Bellois: Cóż, jak to mawiają - de gustibus... ;) Ja jednak wolę ludzi inteligentnych, nawet cynicznych, niż szaleńców, którzy mają nade mną władzę, nawet tylko przez parę lat. Nie zgodzę się z określeniem "niegroźnych" szaleńców. Skutki coniektórych ustaw bywają trudne do odkręcenia...
Od: bies
Data: 20070519, 17:28
Aniołku, tak jak w USA? ;)
Od: Hoppke
Data: 20070519, 18:53
Codziennie korzystam z usług Google, więc mam sporą tolerancję na zbieranie informacji o mnie. I jak długo jestem tylko jakimś kawałkiem statystyki, to mi to zwisa.
Myślę, że każdy naród ma swoją specyfikę i mentalność. Są wolności które się ceni bardziej, z innych można zrezygnować jeśli coś w zamian dostajesz.
Możemy ubolewać nad zniewoleniem Amerykanów, ale nie zapominajmy, że to my mamy US specjalizujący się w uśmiercaniu przedsiębiorczości, i to my będziemy płacić odszkodowanie złodziejowi którego uszkodziliśmy gdy akurat okradał nam dom.
Może i w UK obywatele są monitorowani i kontrolowani, ale to my mamy obowiązek meldunkowy i obowiązkowe dowody. I to w UK dowodem zamieszkania może być opłacanie rachunków za telefon i prąd, nie u nas.
Poza tym zawsze pytam o sens konkretnych działań... W UK mają ostry rygor na lotniskach, bo obawiają się zamachów (i jest to raczej potwierdzona obawa). Więc mogę to uznać i zaakceptować niedogodności, bo wiem, że to naprawdę podnosi bezpieczeństwo mojego lotu.
Ale czym u nas wytłumaczyć np. sławny pomysł pięcioletniej retencji danych?
W każdym kraju jest coś, do czego można się przyczepić. I może jest tak, że to czego jeszcze dobrze nie znamy wydaje się być lepsze. Ale myślę też, że lepiej znoszę wymyślony przez cyników monitoring mający jakieś szanse na podniesienie mojego bezpieczeństwa niż niewytłumaczalne pomysły szaleńców. Może się mylę. Ale mam zamiar się samemu przekonać, to najlepszy sposób :)
Od: bies
Data: 20070519, 19:33
Co do pięcioletniej retencji. Hoppke, litości... Skojarz proszę dwa fakty: billingi w pierwszej komisji śledczej i długość kadencji sejmu.
Od: Hoppke
Data: 20070519, 20:07
I dlatego operatorzy wszystkich sieci w Polsce mieliby wybulić na większe dyski/taśmy do streamerów, plus sejfy do przechowywania tego? Bo jakaś komisja śledcza cośtam cośtam? :)
Od: Aniołek
Data: 20070519, 20:16
Bies: Hehe, jeśli to rzeczywiście jest powód, to ja już jednak wolę ograniczenie wolności/prywatności w ramach zwiększenia mojego bezpieczeństwo, niż w ramach "bo nasi politycy kradną i musimy ich udupić" ;))
Od: Bellois
Data: 20070520, 07:45
Ale to jest błędne myślenie. To nie zwiększa bezpieczeństwa, bo bezpieczeństwo jest tylko pretekstem.
Od: void
Data: 20070520, 10:21
@booster: Tak się złożyło, że ja mam dane właśnie dokładnie dla "niskopoziomowego C, sterowników, systemów embeded", być może ofert dla Javy jest więcej.
Powodzenia Hoppke! Ja się pogodziłem, że z tutejszych zarobków nie stać mnie na mieszkanie, ale na jedzenie i książki starcza.
Za przykładem Aniołka spuszczę tym razem zasłonę milczenia na naszych (p)osłów i służbę zdrowia.
Od: Aniołek
Data: 20070520, 11:52
Bellois: Spiskowa teoria dziejów? ;) Cóż, jak wolisz i ponownie: de gustibus... ;) Mi się lepiej żyje widząc akcje takie jak rok temu na lotnisku w Londynie, niż widząc takie akcje jak w tym roku na lotnisku w Poznaniu (dla wyjaśnienia gdybyś przegapił w wiadomościach: jakiś koleś wszedł niezauważony na teren lotniska i wymazał samolot sprayem. Na dobra sprawę mógł podłożyć bombę lub zrobić cokolwiek innego co mu się zamarzyło).
Nawet jeśli bezpieczeństwo jest pretekstem, a w istocie chodzi o... no własnie, właściwie ja nie wiem o co, ja spiskowych teorii jakoś nie umiem wymyślać ;) - w każdym razie nawet jeśli - to moim zdaniem to bezpieczeństwo (może i przy okazji, ale jednak) się zwiększa.
I podobnie jak Hoppke - szczerze mówiąc wisi mi bycie częścią gigantycznej statystyki.
Każdy osobiście wybiera co jest w stanie zaakceptować, co mu nie przeszkadza, a co go irytuje i z czym godzić się nie chce. Nie ma miejsc idealnych, ludzi idealnych też nie. Pytanie tylko co drażni Cię bardziej - to że są kamery w centrum, czy szczucie obywateli na siebie, np. przy pomocy lustracji (choć nie tylko). Brytyjskie nieidealności jednak jak na razie akurat dla mnie są dużo prostsze do zaakceptowania niż polskie - jeśli dla Ciebie wręcz przeciwnie, to OK, lepiej nie wyjeżdżaj ;). Jeśli to się za X lat zmieni, to nic nie stoi na przeszkodzie żeby się przenieść do USA, Irlandii, Nowej Zelandii czy gdziekolwiek nas nogi/skrzydła ;) poniosą.
Od: lanrat
Data: 20070520, 17:46
No to jeszcze raz good luck. A w razie czego zawsze można tak jak ten pan ;-) http://ccrow.net/uploaded_images/will_code_html_for_food.jpg
PS Ale Repo tu zostaje albo tam założysz coś podobnego ? Chyba nas tak tu tak nie zostawisz na pastwę losu zupełnie?
Od: nikt
Data: 20070521, 16:30
gratulacje za swiadoma decyzje. te caly dywagacje o ograniczeniu swobody przy zwiekszaniu bezpieczenstwa sa stare jak swiat, i generalnie cos trzeba wybrac. nie da sie dojsc do konsensusu. w sumie jak tak patrze, to w moim miescie zaklada sie coraz to nowe kamery - wszystkie wazne miejsca sa od dawna monitorowane, glowne ulice...skrzyzowania, ronda, dworce, etc. w budynkach to samo, a ostatnio wprowadzili monitoring w srodku...sal w ktorych mam cwiczenia na uczelni. tak wiec i tak polska bedzie podazac za przykladem, czy slusznym - to juz kwestia wlasnych przekonan. ale uniknac sie tego nie da. natomiast dla samego pozbycia sie tej smutnej polskiej mentalnosci, zupelnie innych ludzi i innego podejscia do zycia - warto. ludzie w polsce doluja, niewazne jak bardzo pozytywnie nastawiony jestes. nie ma spolecznego przyzwolenia na pewne rzeczy. i jesli wyjechac to raczej z tego powodu (rzad? co kogo rzad obchodzi... zbyt malo istotni sa zeby sie nimi przejmowac). bo przeciez nie z powodow finansowych - zapewnic poziom zycia (strona konsumpcyjna) na poziomie uk tutaj? zaden problem. trzeba tylko ruszyc glowa. i jesli akurat hoppke odpowiadaja _ludzie_ i atmosfera gdziestam, to niech jedzi i sie cieszy :)
Od: Automaciej
Data: 20070528, 10:38
Ryszard Kapuściński mówi, że wracamy do tego co robili nasi praprzodkowie. Zanim człowiek zaczął prowadzić osiadły tryb życia i posiadanie ziemni zaczęło być równoważne z posiadaniem bogactwa, ludzie wędrowali w poszukiwaniu dobrego miejsca do życia. Teraz posiadanie ziemi przestało być ważne, a my znów zaczynamy wędrować.
Od: revert
Data: 20070601, 11:23
Powodzenia. Chociaż szkoda, że nas opuszczasz.
Od: Hoppke
Data: 20070713, 19:05
Mały update - poszukiwania pracy zakończone :)
http://london-geeks.jogger.pl/2007/07/13/praca/
Od: mpingo
Data: 20080125, 12:12
Aniołku, ja a propos "szczucia ludzi" za pomocą lustracji. Jesteś w Zjednoczonym Krolestwie już jakiś czas, zapewne zdażyłaś poznać paru rodowitych Anglików.
Zapytałaś może którego co zrobiłby, gdyby plan "Seelowe" został z sukcesem przeprowadzony i przez następne 49 lat Królestwem rządziliby zdalnie, z Berlina, za pomocą swojej agentury - Niemcy?
Co ja gadam, jakim tam Królestwem, nie byłoby rzecz jasna monarchii, tylko narodowy socjalizm.
No więc rozumiem, że zakładam iż w hipotetycznym roku 1989, kiedy Namiestnicy Berlińscy oddaliby władzę, wszyscy Anglicy ochoczo napiliby się z nimi wód... to jest piwa, zakąsili i zatańczyli wesołego oberk... to jest cloga?
Od: Hoppke
Data: 20080125, 14:30
@mpingo: nie wiem jak w 1989, ale w 2008 pewnie tak. Polacy od wielu lat nie mają problemów by np. upijać się z Rosjanami (na moim uniwersytecie największe imprezy urządzaliśmy właśnie gdy przyjeżdżali Rosjanie na wymianę :) A przecież "oni" nam Katyń urządzili, prawda? Wyobrażam sobie, że Anglicy też potrafiliby się bawić z Niemcami, bo niby dlaczego nie?
Sporym problemem jest to, że dla wielu ludzi świat stanął w 1989... i że wszystko jest czarno-białe.
Bardzo fajny film i mocno w temacie:
http://www.imdb.com/title/tt0405094/
Od: mpingo
Data: 20080126, 10:30
Hoppke (jesteś substytutem Aniołka? ;)) - na imprezach piliście dokładnie z tymi enkawudystami, którzy strzelali polskim oficerom z Naganta w potylice?
A Anglik wypiłby piwo z Niemcem, który przyznałby chwilę wcześniej "to JA latałem He-111 i zrzuciłem 2 tony bomb na Coventry"?
"I uważam że należą wam się następne tony bomb"?
Hoppke, esbecy i Tajni Wspólpracownicy wciąż żyją i wciąż usiłują dotknąć sterów Heinkli. To nie ich dzieci i wnuki, z którymi i ja bym się napił (gdybym pił w ogóle) - ale oni sami.
I jeszcze uwaga ogólna: wbrew twierdzeniom "fizolofów" (tu nie ma pomyłki!) pewne rzeczy są czarno-białe.
No, choćby samo to stwierdzenie jakoby nic nie było czarno-białe, nieprawdaż?
Od: mpingo
Data: 20080126, 10:40
Ach, przeoczyłem jeszcze link do filmu.
Niemcy stali się ostatnio jacyś tacy... płaczliwi. Zaledwie parę dni temu nakręcili swojego "Titanica" o zatopieniu osławionego OKRĘTU (tak, okrętu, nie statku!) "Wilhelm Gustloff".
Ja sobie tak myślę że płaczący Niemiec to bardzo dziwny widok i on chyba nie słabnie i nie jest bliski omdlenia a przeciwnie - coś nim wzbiera, napina się, żeby wybuchnąć.
Hoppke, czy znasz może jakieś wzruszające i głębokie filmy, próbujące podjąć ambitne zadanie zgłebienia niuansów myśli i drżeń serca - kibola siejącego śmierć siekierą bądź pałą podczas rozróby stadionowej? Przecież to nie jakieś zwierzę, nie jakiś czarno-biały stwór, on także ma jakieś powody, jest jakieś tło, głębia i półton.
Od: Aniołek
Data: 20080126, 13:58
Mpingo: Aniołek z miejsca wyczuł trolla i postanowił się nie zniżać. Hoppke widać przez moment mial płonną nadzieję, że uda się z Tobą podjąć dyskusję na poziomie.
Od: mpingo
Data: 20080129, 12:08
Aniołku, wyczuwam metodę z sukcesem stosowaną od lat przez "Gazetę Wyborczą" - kto ma inne poglądy ten oszołom i "chory z nienawiści" i sprawa z nim skończona (po czym można wypić za tolerancję i "dialog społeczny").
Ale może jest nadzieja... na jakiej podstawie uważasz że dyskusja jest nie na poziomie?
Może w pewnych sferach (wysokopoziomowych) faktycznie ze zdrady, donosicielstwa, denuncjacji, kłamstwa nie robi się wielkich ceregieli i po prostu żyje się dalej.
- Wczoraj wieczorem, jak byłeś w robocie przeleciałem twoją żonę!
- Nie ma sprawy, wypijmy za to!
Owszem, można i tak, co udowodnił w swoim ostatnim programie Wojciech Cejrowski, opowiadając o obyczajach matrymonialnych ludu Himba.
Mój starszy brat całkiem niedawno dowiedział się, że jego bardzo dobry kolega ze studiów (a kończył je w roku 1991), a poza tym starosta roku i szef samorządu studenckiego był ubekiem - kapował na swoich kolegów z roku, wydziału i akademika. U schyłku lat 80-tych, kiedy już było wiadomo, ze system się napewno kończy. Brat zaczął kojarzyć dziwne fakty z tamtego okresu np. gwałtowne pożegnanie z radiem, kłopoty ze strony rektora d/s studenckich w związku ze współpracą z lokalną gazetą, wreszcie pierwsze kłopoty w pracy po studiach - bo tak się złożyło że trafili do jednej firmy (!).
To nie jakiś mityczny ubek z opowieści przedpotopowych, który już dawno nie żyje, "kolega" ów żyje, a jakże i jest w kwiecie wieku oraz na świeczniku.
Mam także w rodzinie osobę, która jako właściciel zakładu rzemieślniczego była notorycznie, czasem kilka razy dziennie nachodzona przez "smutnych panów" i groźbami zmuszana do przystąpienia do spółdzielni (i oddania jej swojego parku maszynowego). W końcu dopięli swego. Ci "smutni panowie" dziś cieszą się luksusowymi emeryturami a ich ofiara - nędzną dość egzystencją i wspomnieniem zmarnowanych przez system lat. Czasami dochodzi do spotkań "oko w oko" na ulicy...
Jakim prawem twierdzisz że te sprawy powinny zostać zapomniane, zakryte, nierozliczone?
Czy może TWOIM prawem do niezmąconego żadnym zgrzytem oglądania gładkiego pasma "Tańców z gwiazdami", "Jakich to melodii" i innych słodkich propozycji telewizora, słowem "świętego spokoju", jak jedna z moich ciotek?
A może ICH prawem do niezmąconego zgrzytem komfortowego życia?
Ta druga możliwość, byłaby chyba wielce przewrotna w zestawieniu z przydomkiem "Aniołek" (BTW masz może jakieś koneksje z niejakim Stanisławem Aniołem? ;))
A tertium, zdaje się, non datur, niestety.
Od: Aniołek
Data: 20080129, 12:48
MPingo: Niektórzy żyją przeszłością, inni przyszłością. Niektórzy wolą w nieskończoność rozdrapywać rany i rozpamiętywać jaka im się krzywda stała, inni pozwalają ranom się zagoić, podnoszą głowę i idą dalej, mądrzejsi o zdobyte doświadczenie. Niektórzy za swoje niepowodzenia obwiniają cały podły świat dookoła i żyją chęcią zemsty, inni starają się dostrzegać gdzie popełnili błąd w zaufaniu ludziom i po prostu nie popełniać go więcej, bo wiedzą że czasu nie cofną a zemsta nie zmieni tego co już się stało. Ja należę do drugiej grupy, Ty do pierwszej. Nigdy nie będzie między nami dialogu, nigdy mnie nie zrozumiesz, nigdy nie zrozumiesz moich argumentów, tak jak ja nie rozumiem, nie przyjmuję, nie zgadzam się z Twoimi i Tobie podobnymi. Tyle ode mnie.
Od: Hoppke
Data: 20080129, 15:50
Ojej, jaka dyskusja się wywiązała.
Ja tak dorzucę na koniec swoje zdanie: zamknąć IPN, upublicznić wszystkie zbiory dotyczące ludzi współpracujących z siłami, tak by każdy (a nie tylko historyk z błogosławieństwem partii rządzącej) miał do nich dostęp (za darmo, najlepiej przez Internet). I w żadnym wypadku nie cenzurować -- upublicznić wszystko, o wszystkich (nie wyłączając np. duchownych). Rzetelnie i bezstronnie, inaczej nie ma sensu.
A jeśli to niemożliwe, to spalić to wszystko w cholerę.
Lustracja w naszym kraju to nie jest dochodzenie prawdy, sprawiedliwości czy nawet (czego chcą zwykli ludzie) zemsty.
Lustracja to instrument polityczny. Teczki stały się hakami używanymi przy kształtowaniu sceny politycznej. A to IMO gorsze od całkowitego odkreślenia przeszłości. Tragedia wielu ludzi używana jest do zbijania kapitału politycznego przez polityków pragnących "rozliczenia z komuną i postkomuną". Mnie osobiście to brzydzi.
PS: Film który podlinkowałem nie mówi o płaczących Niemcach. By to dostrzec wystarczy zacząć patrzeć na ludzi jak na jednostki, bez nacjonalistycznych pryzmatów.
Od: mpingo
Data: 20080129, 16:53
Aniułku, w czasach najbardziej okrutnych i bezwzględnych tj. w szkole podstawowej spotykało się kolegów bardzo dobrze nadających się na ofiary. Można ich było prześladować na najgorsze sposoby od podkładania pinezek pod siedzenie, zabieranie okularów, podkładanie nóg na boisku po sprawianie zwyczajnego łomotu i topienie glową w sedesie.
Nigdy nie spotykało się z ich strony ze znaczącymi próbami sprzeciwu czy obrony, czasem nawet miało się wrażenie, że znajdują upodobanioe w zabawie i roli jaką w niej odgrywają.
Myslę zatem że najlepiej będzie, jeśli przyjmiesz że to NASZA sprawa i w ogóle dostosujesz się do reguł. :P
Od: mpingo
Data: 20080129, 17:00
Hoppke, całkowicie zgadzam się z tym co napisaleś!!!
Ale w związku z tym nie zgadzam się z tym jak ty się zgadzasz z Aniołkiem! :P
Co do filmu: oglądałem go ale wywarł na mnie obrzydliwe znaczenie. Uwaga o płaczących Niemcach była ogólna.
Ja tylko przypominam że bez nacjonalistycznych pryzmatów patrzył na Niemcy premier N. Chamberlain, wymachując przed oczami publiczności świstkiem jaki podpisał bardzo uprzejmy Mr Hitler.
W tym samym czasie W. Churchill miał szlaban na występowanie w radio BBC, jako oszołom i jątrzyciel.
Ty jesteś Chamberlain, ja Churchill a Aniołek - Pragnienie! ;)
Od: mpingo
Data: 20080131, 13:35
W ostatnich dniach pojawił się (drobny tylko) przykład jak idealistyczne koncepcje zderzają się z "real world". "Rzeczpospolita" opisała układ panujący w Olsztynie w którym prym wiedzie prezydent miasta. Na swoim stanowisku czuł się do tego stopnia pewnie, ze posunął się do molestowania swoich pracownic a na końcu, żądny nowych wrażeń - do gwałtu. Poszkodowana zgłosiła przestępstwo policji, zgromadzone zostały dowody (m.in. materiał genetyczny sprawcy) i... zapadła cisza. Jakby nic się nie stało. Prokuratura, policja nie zrobiły nic a co najciekawsze - lokalne a nawet ogólnopolskie media nie były w ogole do tej pory zainteresowane tą bardzo dziwną ciszą. Dlaczego? Ano, jakby tu powiedzieć... osoby kierujace tymi instytucjami łączył.... ten, no... niewymowny... UKŁAD.
I teraz gwóźdź programu: pan prezydent, z nadania lewicowego, za czasów reżimu komunistycznego był... lokalnym szefem cenzury, czyli zajmował się... kontaktami z mediami. Był w tej dziedzinie, że tak się wyrażę - zawodowcem.
Pana Prezydenta-Cenzora wybrali ludzie, którym wmówiono, że przeszłość nie ma znaczenia a przyzwolenie na branie udziału w życiu publicznym te kręgi polityczne, które zwolenników lustracji idekomunizacji odsądzały od czci i wiary.
Od: Hoppke
Data: 20080131, 14:08
Nie widzę związkiem pomiędzy byciem gwałcicielem, a posiadaniem komunistyczno-partyjno-służbowej przeszłości. Poglądy polityczne i ostre dewiacje seksualne nie są aż tak skorelowane.
A jeśli facet umiał dogadać się z mediami i miał układy, to jest to tylko konsekwencją tego, że siedzi w biznesie medialno-politycznym od dawna. Wśród starych solidarnościowców też pewnie znajdziesz takich, co to by sobie chętnie pomolestowali, a potem ciągnęli za wszystkie dostępne sznurki by sprawę uciszyć (i też pewnie by mieli dość znajomych w mediach by sprawie łeb ukręcić).
Jedyny sposób by czemuś takiemu zapobiec to odsuwać ludzi od polityki po np. pięciu latach pełnienia służby państwowej. Nie widzę powodu dla którego karać należałoby ludzi tylko jednej opcji politycznej. W każdej partii znajdziesz świnie. To, że ktoś był w opozycji nie daje żadnych gwarancji.
Prawdziwy problem dostrzegam w braku jakichś niezależnych instancji do których taka molestowana kobieta mogłaby się zwrócić żeby zrobili z urzędasem porządek. W ogóle urzędnicy ponoszą u nas minimum odpowiedzialności za cokolwiek...
Od: mpingo
Data: 20080131, 22:11
Związku pomiędzy totalitarną przeszłością a upodobaniem do gwałtu nie widzisz? ;)
Ale już poważnie: nie o gwałt chodzi a o cenzurę, tylko realizowaną już po nowemu, nie z urzędu a nieformalnie. System komunistyczny był takim samym jak nazizm i oba sytemy kształtowały ludzi w określony sposób.
Dlatego zapewne więcej "gwałcicieli" (nie tylko w sensie seksualnym) znajdzie się pośród byłych cenzorów, zomowców i "politiczieskich rukowoditjeli", niż pośród byłych "solidaruchów".
Bo jak głosi znana maksyma (póżniej złośliwie przekręcona): kto za młodu był komunistą, ten na starość musi być świnią.