Minęło 10 dni od mojego przylotu do Londynu. Jutro, jeśli nie wyskoczy coś nieoczekiwanego, wprowadzam się do prywatnie wynajmowanego mieszkanka :)
Praca została oficjalnie przyklepana w tydzień od przylotu, w poniedziałek zacznę i podpiszę papierki. Na początek kontrakt próbny na 3 m-ce, z tygodniowym wypowiedzeniem (nie będzie potrzeby z niego korzystać... :) i 25-ma dniami urlopu w roku. Stawka to 30k brutto rocznie, dopasowywana co rok w kwietniu. Nie miałem ochoty czytać jeszcze całego kontraktu, ale jest chyba dość standardowy. Wydaje mi się, że bardzo dobrze trafiłem z firmą - no ale to wyjdzie w praniu.
Firma znajduje się w odległości może 500 metrów od biura, w którym pracuje Aniołek. Więc jeździć będziemy tą samą trasą, wysiadać na tej samej stacji metra. Wygodne.
Trasa z domu do pracy będzie wyglądała jakoś tak. Strona Transport For London mówi, że jadąc ścieżkami rowerowymi będzie to 8km z hakiem, a gdyby ścinać mało uczęszczanymi uliczkami, to może jeszcze mniej wyjść. Więc może w końcu będę rowerkował do pracy?
Hmm, czy powinienem o czymś jeszcze wspomnieć? Na razie mi nic do głowy nie przychodzi.
Aha, równolegle prowadzimy z Aniołkiem też mały blog emigracyjny, London Geeks, trochę mniej osobisty, ale bardziej aktywny ostatnio.