Właśnie dostałem sms-a potwierdzającego, że mogę odebrać swoje zamówienie na Canary Wharf, W14 5AB, za jedyne 669,88 funtów.
Oznacza to, że wieczorem powinienem trzymać w łapkach mojego własnego D80, na razie z kitowym obiektywem 18-70mm.
:)) coś czuję, że dzień w pracy będzie mi się dłużył dzisiaj...
Aha, zamówienie złożyłem niecałe 2h temu. Szybka obsługa, nie ma co.
Zdarza mi się sporo pisywać przy użyciu klawikordu komputera. I idzie mi to całkiem nieźle - bezwzrokowo, w szybkim tempie i w ogóle. Zauważyłem jednak ciekawe literówki które zaczynam robić gdy jestem już naprawdę zmęczony. Oddźwięczniam litery. Zamiast "b" piszę "p", zamiast "g" piszę "k" itp. I np. zamiast "starego" wychodzi mi "stareko". A z "wychodzi" robi się "wychoci".
Fascynujące.
Nie jest to taka typowa literówka ani palcówka, bo trafiam w klawisze bezproblemowo. Coś się psuje za to w sposobie w jaki myślę o słowach (gdy piszę, to tak naprawdę mówię do siebie w myślach).
Przypuszczam, że pod koniec długiego i pracowitego dnia część mózgu zaczyna się odłączać i na powierzchnię wyłazi coś, co normalnie by było wytłumione. Coś, co każe mi pisać przy użyciu jak najmniejszej liczby dźwięcznych dźwięków.
Robię takie błędy bardzo konsekwentnie (i strasznie mnie to irytuje), ale nie jestem w stanie nad tym zapanować. Te pomyłki są znakiem, że pora już iść spać, bo bez odpoczynku będą się tylko nasilać.
Zastanawia mnie czy to coś częstszego? Nie mogę uwierzyć, że pod wpływem zmęczenia tylko ja zaczynam mieć takie specyficzne problemy z ortografią. No i musi być jakieś naukowe wytłumaczenie. Powód, dla którego zmęczony Hoppke woli mniej dźwięczne literki. Czyżbym gdzieś głęboko w środku myślał wyłącznie przy użyciu twardszych, suchych literek? Czy jestem kryptodźwięcznofobem?