ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2007/11, 3 wpisów
Refleksja poranna

Potrzebuję trzeciego monitora do pracy. Dwa przestają mi wystarczać.

Idealny byłby chyba jakiś widescreen i dwie standardowe 17" po bokach. Tylko jaką kartę graficzną trzeba mieć żeby to uciągnąć?

Google Web

Lubię usługi Google. Lubię ich rewelacyjną przeglądarkę wyszukiwarkę. Prywatne konto mam na GMailu i korzystam z niego tylko poprzez przeglądarki WWW. Lubię Google Notebook, Google Bookmarks (ostatnio sprzężone z Notebook), Google Readera... Uwielbiam Google Maps i Google Earth. Z Calendara nie korzystam za bardzo, ale gdybym był typem człowieka prowadzącego terminarz, to też bym go bardzo lubił.

To uzależnienie, spójrzmy prawdzie w oczy. Im dłużej używam jakiejś usługi, tym trudniej mi potem z niej przejść na coś innego.

Dzisiaj zauważyłem, że Googlowe Picasa Web Albums przestało działać poprawnie pod Operą. Nigdy nie działało tak dobrze jak w FF, ale teraz nawet pojedyncze zdjęcia się nie wczytują (czyli podstawowa funkcjonalność nie działa). Ot, googlowy monopol i wspieranie browserów.

Coraz poważniej zastanawiam się nad zapłaceniem za konto na flickerze. Jakiś hosting zdjęć by mi się przydał, a flickerowy interfejs zawsze dużo bardziej mi się podobał -- ale musiałbym zapłacić za konto, bo darmowe jest zbyt ograniczone. Myślałem, że Picasa będzie niezłym wyborem (zwłaszcza, że tak dobrze integruje się z desktopową Picasą), a tu znowu typowe dla Googla problemy wyskakują.

Wrrr.

Londyn jest ładny

Tytułowa myśl przyszła mi do głowy gdy spacerowałem sobie w okolicach stacji metra Holborn.

Wyszedłem sobie na przerwie lunchowej z zamiarem kupna jakiejś zabawki (padło na obiektyw do aparatu, taki malutki). Do wyboru miałem kilka sklepów w okolicy, UK-owskie sklepy wysyłkowe oraz oczywiście prawie bezkonkurencyjny import z Hongkongu (trzeba się tylko modlić, żeby cła nie przywalili po drodze).

Ale oprócz tego znalazłem też Microglobe, w którym wiele towarów jest tylko odrobinkę droższa niż najtańsze ebayowe przesyłki z Chin.

Microglobe znajduje się niedaleko stacji Holborn. Pracuję niedaleko stacji Chancery Lane. Holborn i Chancery Lane to sąsiednie stacje jednej z linii londyńskiego metra.

Więc postanowiłem skoczyć na Holborn. Wydrukowałem mapkę okolic Holborn i Microglobe (jak dobrze mieć Google Maps!) i poszedłem na przerwę.

Piękna pogoda. Naprawdę całkiem ciepło, bardzo słonecznie, aż chce się żyć.

Londyn jest niesamowity - ciągle zadzieram głowę, bo budynki ciągną się dziesiątkami metrów w górę. I są to nie tylko nowoczesne drapacze chmur, ale i tradycyjne puby, kamienne kaplice, ceglane domy i sklepy... A wszystko pocięte londyńskimi, chaotycznymi, przewężonymi ulicami, przez które ludzie przechodzą nie zwracając większej uwagi na ruch samochodowy (w Londynie piesi skutecznie wymuszają sobie pierwszeństwo zawsze i wszędzie, a zebry są tylko po to, żeby było lepiej widać granice ulic ;)

Masa ludzi - niektórzy się spieszą, inni idą gdzieś powoli. Wszystkie możliwe mieszanki kolorów, ras, styli. Rozbawiło mnie np. dwóch młodych facetów w garniturach -- przez jakiś czas szli równo ze mną, a jeden "prowadził" piłkę. Taką zwykłą piłkę do nogi. Tłum ludzi, faceci odpicowani w garniturkach jak bankierzy czy inni finansiści, a on sobie spokojnie kopie piłkę. W centrum miasta, przechodząc przez ulicę itp. Dobry był -- ani razu mu nigdzie nie uciekła, nikogo nie uderzyła. Wyglądało to jak jakaś reklama TV. (...)

Czytaj dalej...