ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Rok 2008, 16 wpisów
Pourlopowo

Wczoraj wróciłem z dwutygodniowego urlopu (o samym urlopie może przy innej okazji). W pracy oczywiście zamieszanie (jak zwykle), plany które były tworzone przed moim wyjazdem są już nieaktualne, moje stanowisko pracy przeniosło się w inny kąt i wbrew wcześniejszym obietnicom będę musiał jeszcze parę miesięcy posiedzieć w obecnym zespole, zajmującym się tylko naprawianiem krytycznych usterek. Coś ciekawego dostanę do roboty chyba tylko jeśli zmienię firmę...

Ale nie o tym chciałem. Wpis miał być o tym, że po powrocie z urlopu znalazłem w lodówce kartonik z mlekiem. Do połowy już wypitym. Otworzyłem go pewnie parę dni przed wyjazdem, wypiłem trochę i zapomniałem.

Po powrocie owo mleko smakowało i wyglądało zupełnie jak świeże. Wypiłem je, ale teraz zastanawiam się ile prawdziwego mleka było w tym "mleku", skoro potrafiło przeżyć otwarte przez ponad 2 tygodnie i nie popsuło się?

Piątek

Piątek to piękny dzień. Humor psuje mi tylko fakt, że dziś przypadkowo piątek zbiega się z imprezą firmową. Oznacza to zakąski, dwa godzinne przemówienia "ludzi z zarządu", masowe opijanie się darmowym piwem i winem (bar idzie na rachunek firmy) oraz miejsca na trybunach podczas jakiegoś meczu krykieta. Entuzjazm wśród załogi jest umiarkowany. Prawdę mówiąc ja też chętniej bym po prostu przepracował normalnie ten piątek i zwijał się do domu, ale co zrobić. Może chociaż jedzenie będzie smaczne...

Kurierka

Do firmy przyszła właśnie kurierka z jakąś przesyłką. Była jak wyjęta żywcem z filmu. Wysoka, zgrabna, żująca gumę, długie czarne warkocze, ciemne okulary, obcisły czarny strój odsłaniający sporo, przytłoczona wielkim plecakiem z którego wystawały jakieś antenki, jakieś PDA w ręku, kolczyki gdzie trzeba... jeśli jeszcze na dodatek mieszka ze swoim facetem/dziewczyną w zaadatpowanym na cele mieszkalne wielkim magazynie albo squacie, to realizuje wszystkie punkty mojego stereotypu dziewczyny-kuriera na rowerze :)

Lodówka

Z wszystkich napoi w firmowej lodówce (7up, tango, cola itp.) najszybciej znika Diet Coke. Najdłużej utrzymuje się zwykła Cola. Hmm.

Po co?

Po co prezenterka w prognozie pogody? Rozumiem, że w dawnych czasach, gdy nie było wielkich paneli wyświetlających obraz czy animacji wkładanych w postprocessingu na niebieskie płótno, taka pani wskazywała elementy mapy i nalepiała chmurki i słoneczka z temperaturą.

Ale teraz? Nie lepiej pokazać od razu pełnoekranową, animowaną mapę, z głosem lektora/lektorki w tle? Po co większość kanałów nadal pokazuje jakąś wyfiółkowaną babeczkę spacerującą wte i nazad przed animacją mapy?

Kilka stacji używa "bezosobowych" (poza głosem) prezentacji prognozy pogody, ale to nadal mniejszość. Czy ludzie naprawdę tak bardzo przyzwyczajeni są do instytucji Prezentera?

Karma?

Czy jeśli ktoś ukradnie ci z balkonu 2 rowery, a po paru miesiącach prawie dosłownie przed swoją bramą wejściową znajdziesz dwa inne rowery, to czy jest to karma?

Szybsze przelewy w UK

Sądząc po tym artykule w Times Online i tym w Payment News całkiem niedługo zacznę cieszyć się na brytyjskiej ziemi czymś podobnym do Elixir-u.

Gdyby ktoś nie wiedział, to UK ma wspaniały skansen bankowości -- przelewy między bankami "idą" tu 3 dni robocze, oprócz kart płatniczych do kont osobistych wydaje się standardowo również książeczki czekowe, a do "wpłatomatów" większości banków należy wrzucać czeki bądź koperty z gotówką.

Dlatego wizja przelewów wykonujących się w ciągu 1 dnia bardzo mnie cieszy :)

O, tego jeszcze nie widziałem

Zamówiłem sobie parę drobiazgów.

Pan obsługujący sklep zrobił coś, co wprawiło mnie w zdumienie -- wysłał maila, że właśnie zapakowali mój zakup i zaraz go wyślą, a w mailu załączył zdjęcie koperty z naklejoną nalepką z moim adresem, znaczkami i pieczątką "Air Mail". No dosłownie na chwilę przez wysłaniem musiał pstryknąć.

To trochę dziwne (ale przyjemne!) uczucie zobaczyć przesyłkę nim się ją osobiście dostanie. Od razu człowiek nabiera przeświadczenia, że jest traktowany indywidualnie (nawet jeśli sklep obsługuje miesięcznie ponad tysiąc podobnych do mnie klientów :)

Fajny chwyt marketingowy. Kosztuje sprzedawcę trochę zachodu, ale przynajmniej teraz zapamiętam sobie ten sklep, bo się czymś ciekawym wyróżnił.

Katar

Po raz kolejny w tym roku dorobiłem się kataru. Dzięki katarowi mój angielski znacznie się poprawił.

Z pamiętnika developera

Spędziłem pół dnia tropiąc przykrą usterkę w kodzie. Ścigając go przemierzyłem dżunglę logiki zaszytej w XSL-u, rozległe stepy triggerów Oracle, ba, musiałem nawet przekopać się przez megabajty kryptycznych logów i uruchomić kilka eksperymentalnych konstrukcji SQL, przy okazji podglądając transmisję HTTP między serwerem a Firefoksem.

By naprawić błąd musiałem usunąć jedno "and $deleted = 1" oraz jedno "or not($reinsurer-syndicate-id)"

Najgorsze błędy są zawsze powodowane przez malutkie detale. Wiem o tym, przyzwyczaiłem się dawno temu. Miło jest naprawić poważny błąd malutkim, ledwo widocznym cięciem, lecz mimo tego odczuwam dziś pewną... nieadekwatność. Ech.

Mikroklimat #2

Do tej pory siedziałem obok "chińskiego muru" -- ściany zbudowanej z kartonów, monitorów, starych komputerów i bliżej niesprecyzowanych gratów, które gromadzą się z czasem w każdej firmie. Wszystko lądowało w jednym miejscu i w końcu wybudowano z tego "mur", niechcący oddzielając developerów od testerów.

Dzisiaj od rana trwał demontaż muru, połączony ze sprzątaniem szafki z zapasami biurowymi (notatnikami, ołówkami, długopisami itp.). Gdzieś wśród zapasów biurowych, za paczkami z tonerem odnalazł się niespodziewany bonusik -- kilkadziesiąt pudełek z męskimi slipami CK. Na dodatek z małym logo firmy (ha, "company branding" :) Oczywiście jak zawsze w takich sytuacjach wszystko zostało błyskawicznie rozgrabione przez załogę (w tym i mnie).

Zastanawialiśmy się czym firma zajmowała się nim weszła w software development ;)

PS: Żeńska część załogi właśnie zaczęła się domagać kontyngentu damskiej bielizny.

Mikroklimat

Kiedy zaczynałem moją obecną pracę byłem jedynym Polakiem w firmie (zatrudniającej jakieś 30-40 osób). Czułem się wyjątkowy z tego powodu, chociaż firma i tak miała mocny miks kulturowy -- połowa załogi to Brytyjczycy (o różnych korzeniach), reszta to imigranci z różnych państw -- Austria, Holandia, Francja, Hiszpania, Indie, ba, mamy nawet chłopaka z Kosowa, jednego Ukraińca, kobietę urodzoną chyba gdzieś w bloku wschodnim, mieliśmy też Australijczyka (ale postanowił rzucić IT i poświęcić się aktorstwu w ojczyźnie).

Odkąd tu pracuję szefowie zatrudnili 30+ osób, w tym kolejnych 3 Polaków. Jak widać w ostatnich rekrutacjach udział Polaków się zwiększył. Ciekawe czemu?

Wiewiórczo
Wziąłem moje nowe makro na świeże powietrze. Myślałem o kwiatkach, żuczkach i innych sztampowych modelach, ale koniec końców padło na londyńskie wiewiórki.
click shopping #2

Moje ostatnie zakupy spłynęły już prawie w całości. Czekam jeszcze na małe paczuszki ze Stanów i Hong Kongu.

Moim osobistym faworytem jest zakup szkiełka do makro. Kupiłem je w niedzielę na eBayu, zapłaciłem zaraz po zakupie, sprzedawca oddalony o ponad 9500km (Hong Kong) wysłał je w poniedziałek, a do rąk własnych (Londyn) dostałem parę godzin temu. Nawet licząc różnicę stref czasowych między Hong Kongiem a Londynem całkowity czas przesyłki (z kontrolą celną itp.) wyniósł nieco ponad dobę (chyba mniej niż 30h), a jeśli FedEx automatycznie koryguje różnice stref w swoim monitorze przesyłek, to uwinęli się nawet w niecałą dobę. Wow. Jestem naprawdę pod wrażeniem.

click shopping

...to moja słabość.

Uwielbiam zakupy internetowe. Są tak wygodne... Szukam czegoś, w ciągu paru minut przeglądam ofertę kilkunastu sprzedawców, wyszukuję w Internecie opinie i dokładniejsze opisy towaru na który mam chęć. Klikam. Paroma kliknięciami zlecam PayPalowi zapłatę. Bajka.

Teraz wystarczy odczekać parę dni aż w pracy zaczną pojawiać się kurierzy przywożący mi paczuszki z UK, Chin i USA :) Uwielbiam to. O wiele wygodniejsze od łażenia po zatłoczonych sklepach. No i przy okazji oszczędzam sporo pieniędzy. Niech żyją zakupy przez Internet!

Orange Livebox i drukarka

Naszym providerem internetowym jest Orange. Do sieci łączymy się przez "pomarańczowego" Liveboksa. Czyli tak, jak wielu użytkowników Neo :)

Nie wiem na ile nasz livebox jest zgodny z tymi oferowanymi przez TPSA... przypuszczam, że sprzętowo jest to praktycznie to samo - dwa gniazdka ethernetowe, wbudowane wifi, port USB (host), gniazdko do podpięcia aparatu telefonicznego (VoIP) i jakiś Bluetooth, którego jeszcze nie rozgryźliśmy - ale firmware jest już pewnie mocno zależny od providera.

Problem z pomarańczowym liveboksem polega na tym, że rozwój firmware'u stanął w miejscu miesiące temu, gdy firma która się tym zajmowała przestała istnieć. Jedną z ciekawych "zaimplementowanych połowicznie" funkcji jest liveprinter -- działa to tak, że do modemu podłącza się drukarkę USB, dzięki czemu mogą z niej skorzystać wszystkie komputery podłączone do liveboksa.

Od niedawna mamy taniego laserowego Lexmarka E120. Do tej pory podpięty był do mojego komputerka, skąd był udostępniany innym maszynom. Ma to jedną wadę -- aby drukarka działała mój komputer musi być włączony. Spróbowałem więc użyć w końcu funkcji liveprinter.

Mimo niedopracowania sama funkcjonalność liveprinter zdaje się działać -- można podłączyć urządzenie USB do modemu, modem je wykrywa i rozpoznaje. Jedyny problem to brak dokumentacji "co dalej".

W przypadku Linuksów wystarczy skonfigurować sobie drukarkę sieciową - IP to 192.168.1.1 (standardowe IP liveboksa), port to 9100. I to wszystko :)

W Windows jest to trochę bardziej zamotane - po pierwsze, należy zacząć dodawać drukarkę lokalną, ale zaznaczyć, że komputer nie ma przeprowadzać automatycznego wykrywania sprzętu. Należy następnie ręcznie wpisać "port" drukarki, czyli IP modemu (Windows pozwala jako "port" wpisać również sieciowe IP). Po chwili namysłu Windows oznajmi, że nie rozpoznaje urządzenia - wtedy należy wymusić typ "PRINTSERVER" (znajduje się na liście standardowych typów do wyboru). Potem pozostaje już tylko wybrać/zainstalować odpowiedni sterownik i... DZIAŁA :)

Tym sposobem dzięki liveboksowi uzyskałem coś zbliżonego do normalnej drukarki sieciowej.

Orange to fatalny provider, ale ich Livebox to czasem całkiem sympatyczny kawałek sprzętu. Czy tepsiane liveboksy też mają takie dodatkowe funkcje?

PS: Liveprinter miało docelowo zostać rozbudowane do udostępniania przez SMB wszystkiego, co się podepnie przez USB. Czyli np. użytkownik wkładałby do portu modemu pamięć USB albo podpinał dysk na USB, a Livebox udostępniałby urządzenie wszystkim komputerom w sieci jako udział samby. Szkoda, że rozwój softu modemu stanął w miejscu. Można samemu próbować go poprawić i podmienić (modem ma linuksa na pokładzie!) i niektórzy ludzie tak robią, ale Orange zagmatwał co tylko mógł by utrudnić robienie takich numerów. Ech, typowe...