Od paru tygodniu mam nową pracę (o tym przy innej okazji). Z okazji świąt i nowego roku większość pracowników jest na urlopie i w firmie siedzi może jedna piąta załogi.
A recepcjonistka razem z babeczką i facetem z business teamu właśnie wyżywa się w salce konferencyjnej na jakimś wii-karaoke. Do tej pory myślałem, że w pracy najbardziej dekoncentrują mnie dzwoniące telefony. Ale muszę przyznać, że wydzieranie się do "Livin' On A Prayer" jest skuteczniejsze.