ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Kategoria: Ilustrowane
Majówka - podsumowanie
[JEZIORO]

Majowy długi weekend miałem bardzo udany. Zarezerwowaliśmy sobie z Aniołkiem miejsce w Powidzu, nad jednym z najczystszych polskich jezior. Dojechaliśmy tam bez większych problemów, choć automapa sprzężona z GPS-em wpuściła nas w jakąś boczną drogę... która potem przeszła w polną drogę... a potem w koleiny... a potem w jakąś antydrogę... by na końcu zamienić się w doły zasypane częściowo błockiem, kamieniami i potłuczonym szkłem. Było tego chyba tylko kilometr z hakiem, ale wlekliśmy się straaasznie długo. Modliłem się tylko żeby nam koła nie urwało. Albo opony czy miski olejowej nie przebiło. Ale przebrnęliśmy, uff. W drodze powrotnej asekuracyjnie trzymaliśmy się głównych dróg.

A na miejscu: żadnej prasy, telewizji, internetu... jak zwierzęta ;) Nareszcie była okazja by po prostu odpocząć. Chociaż aura była przeciwko nam - pierwsze parę dni było zimno i kapało, bez przerwy praktycznie. Przed rozpaleniem grilla musieliśmy butelkę z rozpałką wymoczyć w miednicy z ciepłą wodą, bo przez noc zamarzła. Pływał w niej lodowy klocek. Brrr. Potem na wszelki wypadek nie zostawialiśmy już rozpałki na noc na dworze. Swoją drogą jakim cudem to zamarzło? Przecież to jakoś na bazie nafty jest niby robione...

Na szczęście pod koniec pogoda się zaczęła poprawiać, więc mogliśmy dużo więcej czasu spędzać na tarasiku (wędząc sąsiadów z pobliskich tarasów dymem grilla ;), łażąc po okolicy czy leżąc nad wodą. A, straszyliśmy też dzieci pozostałych urlopowiczów. Uciekały na sam nasz widok. Za moich czasów dzieci nie były takie nieśmiałe...

Na wyjeździe dorwały mnie też moje urodzinki, które po raz pierwszy w życiu miałem okazję obejść w tak małym gronie (1 Hoppke + 1 Aniołek). Było fajnie :) (...)

Czytaj dalej...
Jak mi dzisiaj dobrze!

Raaaany, jak mi doooobrze :)

Dzisiaj był cudowny dzień. Chociaż musiałem w urzędzie skarbowym wystać w ogonku Bóg wie ile czasu, to i tak było fajnie. Baaardzo ciepło, osiemnaście stopni w plusie jak nic. WIOSNA! :)

[WIOSNA] Na deptaku, nieśmiali jak przebiśniegi, pojawiają się pierwsi amatorzy piwa (vide załączony obrazek). Ludzie zaczynają siadać na ławeczkach. Przed kościołem jakaś parka zdjęła kurtki nawet. Nikt nie nosił czapek. Cieeepło i słonecznie :)

Ale wprowadźmy nieco więcej porządku w ten chaos :) Po kolei...

Głównym punktem dnia było składanie zeznania podatkowego i aktualizacji danych w US. Chryste, ile ludzi... W zeszłym roku jakimś dzikim fartem udało mi się tak złożyć papiery, że praktycznie ominąłem kolejki - pamiętam dobrze, że był przede mną tylko jeden mężczyzna, który akurat odchodził od okienka gdy ja podchodziłem. A dzisiaj wystałem się nawet-nie-wiem-ile-godzin w kolejce do pokoju 010c, w piwnicach zielonogórskiego Pierwszego US, w krętych klaustrofobicznych korytarzykach, bez klimatyzacji... jedyną rozrywką były dwie babcie stojące akurat przede mną - baaaardzo rozrywkowe, zabawne, tryskające humorem i ironią. Wiesz, Czytelniku mój, znam takie parki dziewczyn/kobiet prywatnie. Bardzo się lubią, wszystko robią razem, a patrząc z boku trzeba się uśmiechnąć. Ale chyba pierwszy raz w życiu widziałem by baaaardzo dorosłe dwie kobiety zachowywały się jak studentki. Samopoczucie od razu poszło mi w górę. Nawet gdy z pokoju 010c odesłano mnie z kolejnymi druczkami do okienka 7 na parterze.

Potem musiałem wystać swoje w ogonku na poczcie. Tak w ogóle to dwie poczty zaliczyłem. Ale hej, przy tak PIĘKNEJ pogodzie grzechem jest nie skorzystać i nie pospacerować po mieście. Jedną rzecz sobie uświadomiłem - wiatr. Ciepły wiatr. Nie wiem kiedy poprzednim razem czułem ciepły wiatr na twarzy, ale było to na pewno miesiące temu. (...)

Czytaj dalej...
Wodzony na pokuszenie

"Dobry wieczór. Nazywam się Grzegorz i jestem nałogowym dłubaczem."

Kusi mnie. Kusi mnie żeby wypróbować DEBIANA. Oj, jak mnie kuuusi... Próbowałem usiąść i poczekać aż mi przejdzie, ale nie przeszło. Co robić?!

Kusiło mnie też trochę by spróbować ubuntu, ale koniec końców chyba bym wolał Debiana... sam już nie wiem. Jestem dzisiaj bardzo niezdecydowanym liskiem...

Z innej beczki - opróżniłem dzisiaj kosz na biurku. Ponad 15GB śmieci w nim tkwiło. BTW, podoba mi się to jak Nautilus ponazywał elementy w koszu (chodzi mi o nazwy duplikatów, np. "Adobe" :)

Ja palę ognisko, a jakieś harcerki szukają punktu G

Zacznę z grubej rury. Błąkałem się po lesie, jak to mam czasem w zwyczaju, gdy odkryłem, że w "moim lesie" jakieś figlarne harcereczki szukają punktu G. Serio! Najpierw zauważyłem to, a następnie o, to!. Głuptaski :) Przecież punktu G nie szuka się z mapą... Ech, rozczulająca nieporadność :)

Zima wróciła do Zielonej Góry. Było już tak prawie bezśnieżnie, czekałem na wiosnę... a teraz miasto tak wygląda :(. Co prawda niektórzy starają się znaleźć w powrocie śnieżnych zasp coś pozytywnego, ale mnie ten śnieg już zaczyna nudzić. Trzeba mu jednak przyznać, ładny jest. Dobrze się lepi. W sam raz do walk na śnieżki, lepienia bałwana czy wyślizgiwania torów saneczkowych. Tyle, że ja nie robię żadnej z tych rzeczy - częściowo z racji wieku, częściowo braku partnerów do zabawy :)

Zbierałem wszystkie faktury, rachunki i PIT-y do rozliczenia podatku. Szukając jednego z zagubionych PIT-ów przeryłem wszystkie swoje papiery, kompletując spory zestaw papierzysk do zniszczenia. Nie "wyrzucenia", ale faktycznie - zniszczenia. Rzeczy poufne, trochę listów, trochę dokumentów, nieco śmieci z banku, stare bilingi, kwity pocztowe... Na oko tak trochę ponad 1000 stron, głównie A4. A że nie mam niszczarki, to...

...zacząłem od szukania odpowiedniego miejsca w lesie. O, znalazłem - obszerna polana z ławeczkami. Przegrzebałem się przez śnieg do gołej ziemi i przystąpiłem do niszczenia :)

Masa śniegu dookoła, absolutna cisza, pewnie żadnej ludzkiej duszy w promieniu paru kilometrów, jedyne ślady na śniegu należą do mnie i leśnych zwierzątek... a ja palę stos dokumentów, jak jakiś uciekający nazista... Było w tym coś kafkosko-teatralnego, prawda? (...)

Czytaj dalej...
Prowokacja

Wszyscy ostatnio czymś prowokują. Europejskie gazety prowokują bluźnierczymi karykaturami, Machina jakby dla symetrii próbuje katolików choć trochę oburzyć, a ja patrzę na to i nie rozumiem w ogóle o co chodzi, jak do tego doszło itp. Ale to temat na inną notkę.

Dzisiaj sprowokuję ja. Jeden obraz wart tysiąca słów, tak? No to proszę, obrazek mojego nowego biurka :)

No i serwis oddał mi nagrywarkę...
[avatar]

Odebrałem z serwisu nagrywarkę DVD. Dla przypomnienia, oddałem ją tam 21 grudnia, krótko po Zlocie u harnira, gdy zauważyłem że nie chce odczytać wypalonej na Zlocie płytki DVD (a u harnira i Cachotterie czytała się bardzo ładnie). Potem zauważyłem, że nie chce odczytywać i innych nośników które jeszcze tydzień wcześniej normalnie czytała. A że akurat miałem ~1 miesiąc gwarancji, to oddałem do serwisu.

Ostatecznie wymienili mi ją na nową - nieco inny model, mam nadzieję, że się będzie dobrze sprawował. Płytkę ze Zlotu oraz inne, z którymi stara nagrywarka sobie nie radziła, ten egzemplarz odczytuje bezproblemowo.

Wracając z serwisu zaszedłem do mojego nowego Ulubionego Sklepu Z Herbatami. Wziąłem 60g wiśni w rumie (tak naprawdę to nie herbata, tylko suszone owocki, więc w efekcie wychodzi coś co powinno się nazywać kompotem... ale smakuje pysznie), a potem skonsultowałem z panią sprzedawczynią moją chęć "wypicia czegoś cytrusowego", i skończyłem z dodatkowymi 40g cytryny z ananasem, na bazie czarnej herbaty (proponowała też zieloną, ale jakoś nie mam teraz ochoty na zielone).

Więc siedzę sobie i piszę te słowa popijając barrrrdzo aromatyczny, cytrynowy napój. Jak znalazł na ten chłód i zmęczenie.

A, zakończyłem już mój malutki friendtest, po tym jak podjęto 50 prób jego rozwiązania. Wyniki omówię przy najbliższej okazji - może jutro...

Po druzgoczącej krytyce mojego nowego avatarka, powróciłem do starego. Dlaczego się ugiąłem? Bo ten avatar nie jest dla mnie tak naprawdę, patrzą na niego moi rozmówcy/czytelnicy/znajomi/przyjaciele... Skoro stary się widział bardziej niż lisek (NIE ROZUMIEM, DZIWNI JESTEŚCIE), to i wróciłem do starego. Ani jedna osoba nie powiedziała, że lisek jest fajny... jestem zaskoczony... ani jedna...

Trudno, od teraz będziecie się znowu męczyć z moją gębą :P

Zazdrość szczęścia?
:)

Jakiś czas temu dane mi było jechać pociągiem. Lubię pociągi, ten miarowy stukot i krajobrazy przesuwające się za oknem... ale nie to jest główną osią tego wpisu.

Bardziej zwróciła moją uwagę pewna parka, z którą dane mi było przejechać spory kawałek w jednym przedziale. Nie zainteresowały mnie ich ubrania, wygląd, sposób mówienia, za to zachowanie było ciekawe. Bardzo szybko zasnęli. To co się rzucało w oczy, to jakaś taka, hmm, bliskość w ich zachowaniach. Tzn. mi się rzuciło w oczy - "głodnemu chleb na myśli" i zawsze byłem szczególnie wyczulony na te rzeczy za którymi sam tęskniłem...

Więc zwróciłem uwagę na dłonie. Zastanawiałem się jakie to musi być uczucie mieć kogoś tak blisko siebie... nawet we śnie nie tracili tego kontaktu ze sobą. No i umieli zasnąć razem. A mnie naprawdę ruszają takie "drobne" rzeczy, bo ja sam bardzo potrzebuję bliskości wyrażanej w ten sposób. Często nie namiętnych pocałunków czy wyrafinowanych pieszczot, tylko takiego zwykłego czucia, że kogoś mam. Poczuć jak ktoś opiera głowę na moim ramieniu, jak czyjeś palce ruszają się w mojej dłoni... zasnąć przy kimś - o, to dla mnie bardzo, bardzo ważne. Chyba jedna z najintymniejszych sytuacji (dla mnie) to właśnie zasypianie. I jeśli umiałbym przy kimś spokojnie zamknąć oczy i po prostu zasnąć, a potem obudzić się i zobaczyć tego kogoś obok siebie, i tylko się uśmiechnąć, to... to to by było już coś naprawdę, naprawdę cudownego. Bo za każdym gestem stoją u mnie emocje i uczucia. I nawet takie proste ujęcie czyjejś dłoni w trakcie podróży jest dla mnie sposobem na przekazanie wielkiego ładunku uczuć. I dlatego automatycznie złapałem sobie ten obraz na strasznie rozmazanym zdjęciu (pociąg podskakiwał, a ja nie mogłem błyskać lampą). (...)

Czytaj dalej...
Friendtest, Linux i mój tyłek ;)

Nie mam chwilowo czasu i... no, Repo znika mi pod grubą warstwą kurzu. Ankieta świąteczna odłożona na później, bo naprawdę nie dam rady... zastanawiam się, czy nie zrobić z niej ankiety wiosennej ;)

Aby jakoś uratować twarz (no bo w końcu OBIECAŁEM) przygotowałem test "co o mnie wiesz". Dziesięć pytań, absolutnie poważnych (niech nikogo pozory nie zmylą ;). Hostowane na friendtest.com, bo własnego CGI do obsługi testu nie mam teraz czasu pisać. Niestety, szablon który tam oferują mnie straaasznie ograniczył - no trudno. A oto i sam test - jak dobrze mnie znasz?. Powodzenia! :))

PS: Test jest banaaaalny. Oczekuję masy wyników po 100% ;)

OK, a teraz troszkę technicznych rzeczy nadgonię. Używam Gnome! Tak tak, GNOME. O, proszę, screen. Jakoś tak mi lepiej wśród aplikacji GTK+... tylko tego amaroka jeszcze czymś zastąpić :( Jestem tak zdesperowany, że gdybym miał więcej czasu, to bym pewnie sam napisał sobie jakieś ładne, amarokopodobne gui do mpd albo xmms2.

Wczoraj zostałem nazwany geekiem, bo przyznałem się do posiadania soundtracku z Wipeouta. Soundtracku na kasecie :) Kaseta z soundtrackiem z gry... maniak komputerowy, jak nic. Kobietom doradza się trzymać dystans, bo pewnie na okrągło przynudzam o komputerach ;) BTW, jak widać polubiłem flickera. Bardzo przyjemny serwis. Z innych modnych serwisów typu "social" przyzwyczajam się też do del.icio.us - wiem, geeki używają tego od dawna, ale ja nie jestem rasowym geekiem... w każdym razie mam już własne konto do przechowywania zakładek. (...)

Czytaj dalej...
Mrrrr... wanilia...
[WANILIA]

Wanilia... mrrr... mój nowy ulubiony zapach ;)

Minirecenzja z MiniZLOTu

Zlot. MucoZlot. MiniZLOT. O tym chcę powiedzieć parę słów.

Czytelnicy przychodzą tu różni, więc postaram się przedstawić sprawę uciekając od typowej w takich sytuacjach hermetycznej szczelności.

Zacznę od IM. Czym jest IM chyba każdy wie? Instant Messaging? Gadu Gadu, ICQ, Jabber, Spik, Miranda, Gaim, Psi i inne takie? Przynajmniej część tych terminów powinna być zrozumiała, prawda?

Ja korzystam z kilku sieci IM, głównie GG i Jabbera. I przez sporą część dnia korzystam (no, może "korzystam" to za dużo powiedziane - po prostu jestem zalogowany i od czasu do czasu czytuję) z pokoju "linux" na serwerze "chat.chrome.pl". To taka konferencja, chat, kanał, pokój do rozmów dla ludzi korzystających z jabbera. Obiegowo nazywa się to często MUC-em (Multi-User Chat).

Od ładnych paru miesięcy przesiaduję więc na linux@chat.chrome.pl. Jak to w takich środowiskach bywa, padały propozycje "spotkania się kiedyś w realu". I, jak to w takich środowiskach bywa, nic z tego nie wychodziło. Do czasu...

Grupka sieciowych znajomych postanowiła się zjechać. Planowaliśmy wynajęcie sobie ośrodka pod Poznaniem, niestety nic z tego nie wyszło. Okazało się, że część ludzi nie może w danym terminie, część nie ma pieniędzy, a część po początkowych "tak, jasne, chcemy jechać!" wykruszyła się prędzej czy później. Ostatecznie zostało nam tylko bardzo kameralne grono ludzi na tyle zainteresowanych sobą, by się zebrać i pojechać.

Z powodu niskiego pogłowia mucowiczów odpadł pomysł wynajmowania czegokolwiek. Na szczęście harnir zgodził się nas wszystkich hostować! Super! (...)

Czytaj dalej...
Origami Ball
[ORIGAMI]

Pan Bellois skomentował niedawno stary wpis na Repo. I zwrócił moją uwagę na ten przykurzony kawałek changebloga. Opis "kulki" tam umieszczonej jest pozbawiony ilustracji, bo wtedy nie miałem aparatu i... no, wiadomo. Samą kulkę wyrzuciłem parę dni temu, przy okazji przemeblowywania. Potem przypomniałem sobie, że przecież na imageshack miałem kiedyś zdjęcie kulki... i nie pamiętam, czy pokazywałem ją na Repo. Więc dla pewności pokazuję teraz.

Odrobina pikanterii

Przemeblowanie pokoiku mogę uznać za ZAKOŃCZONE :)

I wrócę jeszcze do tego, ale najpierw, nim zapomnę, nieco inny temat.

Nie jest tajemnicą, że lubię odrobinę pikanterii. Kabaretki z kokardkami i takie tam ;) Ale dzisiaj porozmawiamy o kuchni.

Lubię ostre jedzenie. No lubię. Lubię musztardy. Chrzan. Krewetkowe zupy "instant". Papryki różnej maści.

Szukanie granicy wytrzymałości podniebienia ;) sprawia mi przyjemność.

A tak bardziej serio, to po prostu lubię ciut ostrzejsze jedzenie. Jednym z największych "skarbów" jakie obecnie posiadam, to resztka pewnej ultra-pikantnej, zasuszonej papryki przywiezionej mi przez siostrę z Chorwacji. Można ją dodawać praktycznie do wszystkiego i praktycznie każde danie uda się nią zrujnować.

Wczoraj coś mnie naszło i, z braku surowej papryki, do mojego "pustelniczego garnuszka" (zawierającego jakiś sos pomidorowy, kawałki parówki, masę czerwonej fasolki itp.) wrzuciłem jeden poszatkowany strączek. Jeden.

I to był błąd. Bo paprykę wrzuciłem od razu na grzejący się olej (papryczana mumia wypuszcza wtedy najwięcej soków, pod warunkiem że zagrzeje się razem z olejem, a nie wrzuci się jej na skwierczący już tłuszcz - bo wtedy zrobi się skwarek zachowujący "ostrość" w środku), podsmażałem na tym mięsko przez jakiś czas, potem nakryłem rondelek pokrywką (używam parówek drobiowych, bo nie jestem zbytnim fanem mięsa... parówki drobiowe, na dodatek tylko te od pewnej konkretnej firmy, to jeden z niewielu gatunków mięsa jakie toleruję). Większość parówek podduszona pod przykryciem znacznie zwiększa swoją objętość, co mi bardzo pasuje - podsmażam trochę, potem podduszam, i w rezultacie dostaję parówki smażone (których walory smakowe preferuję) o większej objętości (która syci oko ;). Problem w tym, że podduszanie działa jak katalizator na paprykowe wiórki - o czym ja oczywiście już doskonale wiedziałem, tyle że nie doceniłem Chorwackiej Bestyji, jak zwykłem zwać moje prywatne zapasy Überpapryki. Więc, nie przeczuwając nadchodzącej apokalipsy, pododawałem po kolei wszystkie składniki, wyłączyłem gaz, dorzuciłem fasolkę, poddusiłem jeszcze całość przez minutkę lub trzy i zasiadłem do Konsumpcji (mojej ulubionej części rytuału zwanego Kolacją) (...)

Czytaj dalej...
Gnome, Sabres of Paradise i Katie Melua
[GNOME#1]

Postanowiłem przyjrzeć się kawałkowi Gnome (jak widać na zrzucie ekranu). Od amaroka/k3b nie ucieknę, przynajmniej chwilowo (bo nie ma godnych zamienników w świecie gtk+/gnome), ale że gtk+ mi "ogólnie" bardziej leży... to i spróbowałem dzisiaj nautilusa z gnome-panelem i paroma dodatkami. Działa całkiem sprawnie, choć do intuicyjności i łatwości użycia można mieć całą masę zastrzeżeń. Chwalą się HIG, ale...

Prosty przykład - mam pliki .jpg. Mam ustawioną dla nich, jako domyślną aplikację, polecenie "gqview". Mam też w menu kontekstowym "open with..." i do wyboru np. gimpa - gdybym chciał edytować. OK, wygodne. Ale co się stanie, gdy zaznaczę np. 3 pliki .jpg? Ano, znika podmenu "open with...". I nie mogę przesłać paru zaznaczonych plików do Gimpa, mogę jedynie uruchomić domyślną aplikację. A i to jest niedopracowane, bo wyskakuje "Warning: this will open 3 windows". Gdyby gimpa podpiąć jako domyślny program, to też by próbowało otworzyć 3 gimpowe instancje?

[GNOME#2]

Z drugiej strony DA się tego używać, na swój sposób. Część rozwiązań jest trafiona, jak np. ręczne skalowanie wybranych ikonek na pulpicie, zgrabne zapamiętywanie ustawień widoku dla poszczególnych folderów... Rozszerzenia nautilusa też nie wyglądają najgorzej - doinstalowałem sobie jakieś "custom context menus" i może uda mi się tym załatać kilka z najgorszych usterek. Nie mogę jednak powiedzieć, by GNOME jakoś specjalnie ułatwiał mi posługiwanie się komputerem. Fakt, jest prosty w obsłudze, ale to żaden wyczyn gdy prostotę tę osiąga się przez wycinanie "features". Cep też jest prosty w obsłudze i wymaga prawie zerowego przeszkolenia, co nie znaczy jednak, że użytkownik cepa będzie pracował efektywniej niż operator jakiejś napędzanej silnikiem maszyny. A GNOME to w wielu miejscach taki cep. Z bardzo wygodną, profilowaną rączką, uchwytem antypoślizgowym... ale mimo wszystko cep. (...)

Czytaj dalej...
Google World Domination. Beta ;)
[H-EYE]

Umieeeeraaaam...

No dobra, przesadzam. Tak naprawdę to tylko jakieś osłabienie organizmu. Chce mi się spać, jest mi zimno (mam na sobie sweter i polarową bluzę z kapturem), boli mnie brzuch, głowa huczy... pogłaszczesz?

Microsoft dominuje w światku biurowego oprogramowania. Fakt. Od lat jednak uważa się, że w którymś momencie może nadejść (i prawdopodobnie nadejdzie) przełom przesuwający ciężar z aplikacji lokalnych na aplikacje sieciowe. Innymi słowy dyktat Microsoftu zostanie złamany i to nie przez pojawienie się jakiegoś klasycznego pakietu biurowego (jak np. Open Office), ale przez spopularyzowanie się całkowicie nowej platformy - WWW.

Do tej pory większość ludzi traktowała to jak zwykłe sci-fi, ja sam też nie sądziłem by nastąpiło to tak szybko. Ale... chyba jesteśmy już bliżej niż dalej "cichej rewolucji biurkowej".

Np. taki gmail - od jakiegoś czasu to moja podstawowa platforma do zarządzania pocztą. Jest całkiem wygodny, jest "gdzieś tam" w sieci, więc mogę robić co tylko zapragnę ze swoim komputerem. Mogę się do niego dobrać i z domowego linuksa, i z kawiarenkowego Win2000, i... Wszędzie ten sam znajomy interfejs. I już jedna z moich aplikacji wypchnięta całkowicie w sieć.

To samo czeka też zapewne typowe pakiety "biurowe". Procesory tekstu, arkusze kalkulacyjne, terminarze... technologie pozwalające je napisać są już dostępne, więc to tylko kwestia czasu. Skoro mogłem przerzucić się na pisanie maili w webmailu, to dlaczego np. webspreadsheet nie miałby się przyjąć?

Na wygranej pozycji jest Google, oczywiście. Ma infrastrukturę, zbiera doświadczenie, jest popularny, rozumie przyszłość sieci dużo lepiej niż Microsoft (który, jak na "wizjonera branży IT" przystało ignorował Internet tak długo jak tylko się dało). Co by się stało gdyby Google kiedyś uruchomił obok gmaila jakieś goffice? Nie musiałoby być tak rozbudowane jak MS Office, w końcu ludzie i tak nie używają 80% funkcji Worda, Excela itp. A i tak miałoby realną szansę podbierać użytkowników "klasycznym" rozwiązaniom. Bo to całkiem nowa platforma... (...)

Czytaj dalej...
Włosy!
[FRYZ]

Wrrr. Włosy mi odrastają! I mam mieszane uczucia.

Z jednej strony to dobrze - ostatni raz u fryzjerki byłem jakoś we wrześniu i od tamtego czasu praktycznie mi nie odrastały. Widać trafiłem na to, co folk lore nazywa "złym dotykiem fryzjera". Znaczy się, fryzjera o nieodpowiednim (dla danego klienta) ładunku energetycznym.

I już mam dość krótkich włosów. Nigdy więcej się tak krótko nie obetnę. No, przynajmniej nie w najbliższych miesiącach :)

A teraz wróciły chyba do ich normalnego tempa wzrostu. Z jednej strony miło znowu czuć "trochę więcej" pod palcami przy myciu głowy, nie mogę się doczekać aż znowu zaczną mi włazić do uszu itp. (bardzo mi tego brakuje), ale... no... obudziłem się dziś z "czymś takim" na głowie. Po usilnym szczotkowaniu doszedłem do czegoś mniej nastroszonego (vide zdjęcie)... to się nie daje opanować! Moja sierść zawsze miała silną osobowość, grzebieniom, szczotkom i żelom śmiała się w twarz. Budzę się, a tu taka niespodzianka. I weź to człowieku ułóż. A akurat miałem wychodzić...

Koniec końców założyłem kapelusik. Chciałem czapkę, ale nie mogłem znaleźć.

Przypuszczam, że sam się o to prosiłem - wczoraj na wilgotną jeszcze głowę założyłem słuchawki, bo głośniki zdemontowałem (kable mi przeszkadzały) i inaczej nie mogę słuchać muzyki. A potem byłem przygnębiony i położyłem się wcześniej spać, żeby uciec od tego wszystkiego, więc pewnie ocierając się o prześcieradło jeszcze je sobie "nastroszyłem". A suszarki nie używam, bo nie chcę niepotrzebnie przemęczać moich, i tak obłożonych urokiem złej fryzjerki, włosów. Jeszcze bym zaczął je gubić (bardziej niż teraz...)

PS. Tak, to zdjęcie "do lustra" w łazience. Tak, chyba nie chce mi się golić ostatnio. Tak, jak tak dalej pójdzie to zostanie ze mnie futrzak... chomik, hihi :)

...aaa, I., jeśli to czytasz, ZAPOMNIJ. Wybij sobie z głowy te głupie pomysły. Żadnych kapci, żadnego obdzierania z futra. Nie dam się :)

PS#2. Tak, to mina "zrezygnowana z lekkim westchnieniem" :)

Juhu, odrastają! :) Może to zimowe futro? :)

Southpark - Hoppke
[AVATAR]

Idąc za modą spreparowałem sobie Ultrarealistycznego Awatarka w stylu southparkowym. To ja, hihi. No, może oczy mam mniejsze, ale poza tym podobieństwo jest niewiarygodne wręcz (osoby które mnie widziały w tzw. "realu" albo napatrzyły się na zdjęcia pewnie przytakną. Co nie? ;)

Przypadkiem "odkryłem", że media files na Repo można swobodnie przeglądać... No, przynajmniej te nowsze. Bo wszystkie lądują w pomroce, a zawartość tego katalogu nie jest ukrywana... Zabawna sprawa, przynajmniej dla mnie - patrzę na jakąś starą ilustrację i przypominam sobie gdzie/kiedy była użyta... Np. ten ostry opad śniegu, albo ta tapetka z okresu gdy przechodziłem fazę niedoboru zieleni... Szkoda, że część fotek na ImageShack wrzuciłem i nie da się ich teraz tak łatwo odnaleźć. Kiedyś muszę to uporządkować.

BTW, skąd się wzięła nazwa "pomroka" dla katalogu na zdjęcia? Ano stąd, że katalog ten kiedyś służył do magazynowania starych wpisów (poprzednich miesięcy) w changeblogu. Tzn. zanim przeszedłem częściowo na CGI. A link prowadzący do archiwum nazywał się chyba "starsze wpisy rozpłynęły się w pomroce dziejów".

Obok samych plików .html lądowały tam też fotki. HTML potem stał się zbędny, bo był generowany dynamicznie, ale obrazki były nadal potrzebne i wolałem nie zmieniać ich URL-i. Więc nazwa katalogu pozostała, ale teraz lądują w nim tylko "pliki wspomagające" właśnie.

Ot, taki kawałek historii stojącej za bebechami Repo ;) Albo fragmenty URL-i, takie jak "info_freako", "the_right_decision", "yellow_brown", "too_much_to_learn"... te z kolei są tytułami piosenek formacj Jesus Jones. Za czasów "wczesnego Repo" cała nawigacja była oparta o muzyczne skojarzenia, ale potem się stoczyłem i zaczęło to wyglądać bardziej "normalnie" ;) (...)

Czytaj dalej...
Jesień mamy piękną, prawda?

Ciamk, ciamk. Odkryłem jakieś bliżej niezidentyfikowane wino w barku (butelka bez opisów), a że akurat miałem nastrój jesienno-melancholijny to i... mniam. Mocniejsze niż przywykłem i trochę mnie "rozmiękczyło". Jest mi ciepło i sennie i miękko i miło i... :)

Wina są cudowne. Prawie jak miłość.

[JESIEN 2005]

Śliczną mamy jesień, prawda? Całkiem ciepła i nawet niezbyt rozpadana. W Zielonej Górze jeszcze nie zaczęły się coroczne jesienne wichury, więc jest bardzo przytulnie. Gdybym miał wybrać dwie ulubione pory roku, to byłyby nimi jesień i zima właśnie. Wiosna jest drętwa i przypomina o tym jak okrutna była zima, a lato jest w ogóle do kitu bo gorąco, duszno i słońce próbuje mnie zabić. Czyli zostaje kolorowa, zwiewna jesień (uwielbiam gdy zrywa się wiatr i otaczają mnie wirujące liście) i wyciszająca zima. Wiosna i lato to tylko przerywniki pozwalające docenić powrót Dwóch Jedynych pór roku.

Zieeew. Idę wyleżeć sobie rausz na tapczaniku. Na uszy słuchawki, w słuchawkach Meredith Brooks (to wpływ L.)...

Mój Czytelniku/Czytelniczko... Wiesz, czuję się dobrze. Taki spokojny i zrelaksowany... dawno się tak nie czułem. Więc dzisiaj już nie napiszę ani słowa - skorzystam z okazji i podelektuję się tym stanem relaksacji :)

Z notatnika znalezionego w szafie ;)

Na początek garść... skanów. Wyszperanych w zakurzonym trochę notesie studyjno/notatkowym. Na początek "co Hoppke bazgrze gdy się nudzi" - proszę, JPEG. Jak można poznać po różnych kolorach długopisów/pisaków, kartka ta była bazgrana wielokrotnie. Na przestrzeni lat. Jestem maniakiem recyclingu papieru, nawet teraz jakieś śmieci na mniej lub bardziej prywatny użytek drukuję na odwrotnych stronach moich jeszcze starszych śmieci :)

W zeszycie znalazłem też stare wydruki, z czasów eksperymentów z pewnymi algorytmami które mogłyby zrewolucjonizować systemy pakietowe i śledzenie zależności ;) Nigdy jednak nie udało mi się sprecyzować idei na tyle, by dała się poprawnie ująć w komputerowe regułki. A że nie mam głowy do algorytmów... i szachów... ba, nawet w tysiąca nie umiem grać, za skomplikowane dla mnie... to i muszę wszystko rozrysowywać na papierze...

Z eksperymentalnego kodu nic nie zostało (nawet nie wiem co się z nim stało), zestawy danych testowych gdzieś wcięło, podobnie jak kod generujący "wizualizacje". Zostało parę kartek z wydrukami rezultatów. W tym parę nienaruszonych (większość opatrzona masą moich notatek i uwag do samego siebie, znakami zapytania i literkami które pewnie kiedyś coś dla mnie znaczyły, ale teraz...). No i oto one: numer jeden, numer dwa i numer trzy.

Kiedyś te plątaniny były dla mnie czytelne, teraz mają tylko wartość geekowo-estetyczną. Znaczy się, są znakomite na paskudną kiczowatą tapetę.

Poza tym: odmawiam dziś przyjmowania pokarmu, jestem chory, mam gorączkę i czuję się oooo-kropnie. Jeśli mam teraz jakieś życzenie, to nie obudzić się rano. Tak sobie zasnąć i... i żeby się skończyło.

Prawie rozjechał mnie dziś samochód. Na przejściu niedaleko Mrowiska (nie tym oznaczonym przy skrzyżowaniu na Zacisze, tylko tym bardziej w stronę Centrum, za centralą nasienną, przed nieczynnym wiaduktem kolejowym). Tyle że to nie był przypadek, zagapienie, nic z tych rzeczy. Sam wylazłem na jezdnię. Widziałem że jedzie, stałem spokojnie na wysepce, a w pewnym momencie po prostu wpakowałem mu się przed maskę. Wyhamował, tylko trochę maznął mi spodnie. Hmm. Dziwne, nie czułem niczego, absolutnie niczego. No, może oprócz ciekawości. Ale żadnego strachu, żalu...

I nie mogę się pozbyć chęci by to powtórzyć. Nie, to złe wyrażenie. Nawet nie próbuję się jej pozbyć. Hmm.

Hornet, tropiciel zbędnych RPM-ów
[j:0 c:1]/home/grzegorz/projekty/rpmq> rpm -qa|wc -l     
666

Hmm... "przypadek my ass", jak mawiają Francuzi :) To efekt sesji z H-r (wymawiać przez nieme "i" i z prawie słyszalnym "n", bo inaczej da.killa kręci nosem), nazwa kodowa "Hornet" (a to już w ogóle niezrozumiałe). To takie małe coś wspomagające usuwanie pakietów-których-nic-nie-używa (coś jak deborphan chyba).

Wygląda tak... i jest bardzo toporne... ale w gruncie rzeczy robi co należy. Tyle, że pewnie i tak nie doprowadzę tego do poziomu "konsumenckiego" - działająca prowizorka w rękach lenia nigdy nie wyjdzie poza stadium prowizorki :) (nie doczeka się też wydania)

PS. Zasłuchuję się ostatnio w Jesus Jones - muzyka ta pomagała mi zbierać siły jakieś, eee, siedem-osiem lat temu. Może i teraz coś da...

Zzzzimno... idę się jakoś rozgrzać.

Jeden z tych dni...

Dzisiejszy dzień był dla Hoppke jednym z tych dni. Było zimno, szaro, wilgotno i zimno. Hoppke miał zimne rączki, zimne nóżki, zimne uszka i zimny nosek. Jak mały Hoppke-zombie. Taki jeden koma osiem metra na siedemdziesiąt pięć kilo. No dobra, to nie taki mały. Ale i tak zimny!

[MNIAM!]

Na uciążliwą zimnicę najlepsza jest długa, ciepła kąpiel - ale Hoppke nie miał dziś na nią ochoty. Zamiast tego, wyczuwając każdym włóknem ciała nadchodzącą zimę, postawił na jedzenie. Pyszne jedzenie. Ostre. I gorrrrące :) Dlatego przygotował sobie przepyszną kolację z jakiegoś makaronu zalegającego od wczoraj w lodówce (recycling! ;), sosu meksykańskiego marki "Rolnik", czerwonej fasolki puszkowanej marki "Pudliszki" i dwóch pociętych w słupki parówek "Indykpol Classic Płońsk..." - no dobra, po prostu "Indykpol Klasycznych" :)

I pomogło! Nie ma to jak porządna kolacja... pewnie strasznie kaloryczna, ale o tym Hoppke pomyśli dopiero po zimowym obżarstwie, gdy zechce pokazać się w bikini na plaży...

Jedzenie rozgrzało go i nastroiło tak sympatycznie, że był w stanie usiąść i coś napisać na Repo. A napisał takie coś:

Odkryłem raj! W starym budynku DT Centrum... taki sklepik z butami... w 90% męskimi. Ze skóry, w większości zamszowej. No cuuuudo. Chodziłem, macałem, głaskałem, gdyby nie ekspedientka to pewnie bym wąchał i przytulał... cudowne buty. Wręcz piskały do mnie ze swoich półeczek "weź mnie! weź mnie!". I takie świetne modele letnie były, z dziureczkami arcyprzewiewnymi, wsuwane nie sznurowane... Albo takie sandałowate, do krótkich spodni (tyle że nogi bym musiał w solarium opalić najpierw)... Ale ja potrzebuję czegoś eleganckiego na jesienną aurę. Na chlapę, zgniłe liście i ładne prezentowanie się kobietom różnorakim napotykanym niezobowiązująco. Takie też tam mieli. No, ze cztery pary bym chętnie kupił od razu... ale na razie nie mam pieniędzy na ani jedną. Wychodząc ze sklepu czułem się tak, jakbym wychodził ze schroniska dla psów. Tyle bym chętnie wziął ze sobą do domu, ale nie mogę, no nie mogę i tyle :( A butom też było smutno, pociągały noskami i patrzyły na mnie tymi oczkami do nawlekania sznurowadeł... (...)

Czytaj dalej...
Dłubanina przy komputerze

[NOWY, WIĘKSZY WENTYL :] Kupiona na allegro redukcja 80mm-60mm już założona. I na procesorze siedzi sobie teraz cichy, termoregulowany fan 80mm. Oczywiście "duży może więcej", więc nagarnia odpowiednie metry sześcienne powietrza obracając się o wiele wolniej niż musiałaby to robić stara "sześćdziesiątka". Czyli szumu nie ma! :) A jakby założyć 120mm to dopiero by było... Jedyna wada obecnego wentylatora 80mm to to, że to automat i sam zmienia prędkość w zależności od wskazań swojej czujki termicznej. Ale, z powodu redukcji na której jest osadzony, znajduje się dosyć wysoko nad radiatorem i czujka może trochę zaniżać obroty. Ale z tego co widzę teraz działa dobrze. Poniżej 2k obrotów na minutę, a procesor odpowiednio chłodny. No i super.

No a 60mm, którego zdemontowałem z radiatora, postawiłem przed radiatorem chipsetu. Programowo obniżyłem mu zasilanie do połowy (płyta główna pozwala mi, z poziomu linuksa, sterować zasilaniem jednego gniazda wentylatorów), więc obroty też zjechały poniżej 2k i też jest niesłyszalny w tej chwili. No nie mam co z nim na razie zrobić, więc niech sobie dmucha na chipset.

I w chwili obecnej najgłośniejszym elementem jest wiatrak w zasilaczu. Jeśli go zatrzymam palcem, to słychać już tylko cichutki szum dysku (a i to tylko dlatego, że dysk jest wywleczony na front obudowy i w większej części pozbawiony osłony), chociaż prawdę mówiąc głośniej buczy mi elektryczność w monitorze niż ten dysk. Czyli jeśli wyciszę jeszcze kiedyś zasilacz, to będzie już całkiem super. Sam zasilacz i tak jest już dużo cichszy po ostatniej wymianie wentylatora i wywaleniu 99% żeberek jakie zasłaniały łopatki wiatraka, ale i tu jest miejsce na ulepszenia. Ale nie dopóki siedzi w tym swoim małym blaszanym gorseciku. Musiałbym go rozebrać i albo spowolnić wiatrak, albo (opcja preferowana) dać mu jakiś zacny studwudziestomilimetrowy nadmuch. Ale to raczej odpada dopóki ręce mam związane wymiarami obecnej obudowy. (...)

Czytaj dalej...
Jak wahadło bujam się, od euforii w de-pres-ję

No i znowu trochę czasu przeciekło przez palce. I chyba czuję kolejną nadchodzącą depresję. I mam już serdecznie dosyć użerania się z ludźmi o należne mi pieniądze. I bardzo chciałbym teraz zjeść pączka i się do kogoś przytulić, ale nie mam żadnego pączką pod ręką i wszystkie cukiernie już pozamykane... a przytulić też nie ma się do kogo i nikogo też nie widzę na horyzoncie.

No i buty nowe na jesień by mi się przydały jakieś... czuję, że znowu dwa tygodnie będę łaził po obuwniczych zanim coś sobie znajdę. Tylko dlatego, że mam normalnie zbudowaną stopę. I nie wbiję jej w większość tych nowoczesnych "bucików", bo tzw. "tęgość" nie ta. Gdybym miał płaskostopie, to może, może... ale nie mam. Więc będę łaził, przebierał, przymierzał i narzekał.

A wczoraj po raz pierwszy od daaaawna wypiłem sobie trochę wina. Gdzieś z kubek. Słodkiego, wiśniowego... takiego w którym "czuje się pestkę". Mmmm :) Jest ponoć tylko kilka takich prawdziwych przyjemności w życiu - a należą do nich palenie dobrego cygara, picie dobrego wina i inne takie tam. Więc to z winem mogę potwierdzić - szalenie przyjemne potrafi być. Na cygarach się nie znam, nie palę - ale może kiedyś wypróbuję. Chociaż nigdy nie widziałem niczego fajnego we wciąganiu ciepłego dymu do ust. I nie rozumiem w ogóle palaczy - co oni takiego widzą w tym nałogu? Fuj!

A, ciekawy sen miałem wczoraj. Jeden z gatunku tych nadmiernie rozbudowanych. Niestety natłok zajęć zrobił swoje i większość mi wyparowała z głowy, a szkoda. Akcja snu toczyła się w Muzeum Piratów. Muzeum było zbudowane na bazie okręgu, wielki kolisty korytarz z którego rozchodziły się odnogi do poszczególnych pokoi wystawowych. Wszystko wykończone drewnem pociemniałym ze starości, na ścianach porozwieszane koła sternicze, te szklane okienka w mosiężnych okuciach (bulaje, tak to się nazywa?), kawałki lin itp. I pachniało drewnianym strychem w środku lata. Czyli w skrócie: było ciepło, miękko i baaardzo interesująco. I co najlepsze - żadnych innych zwiedzających, żadnych oprowadzających... byłem tylko ja i muzeum. I tak coś czułem, że jestem tu pierwszą osobą od długiego, długiego czasu. (...)

Czytaj dalej...
Last.fm, urokliwy Żagań i pogrzeb w rodzinie

No i znowu biorę antybiotyki. Tym razem coś nowego, Unidox Solutab, 200mg na dobę. Ale o tym za chwilę.

Miałem problemy z klientem radia last.fm. Dokładniej: przygotowana przez nich binarka pokazywała mi kwadraciki zamiast tekstu. Więc była bezużyteczna - klikanie w GUI usianym geometrią zamiast liter jest mało praktyczne. Po małym flejmowaniu sobie z Cthulhu (zwykle flejmujemy o Ubuntu - on tego używa, a ja lubię krytykować wszystko dookoła, więc... :) doszedłem do wniosku, że to przez statyczne biblioteki załączone w kliencie - zapewne niezgodność wersji między komponentami, podejrzewałem okolice fontconfig/Xft. Więc relinkowanie/rekompilacja powinny załatwić sprawę. Na szczęście ludzie z last.fm udostępniają kod (chyba na licencji BSD), więc można sobie zbudować...

No i niedawno sobie zbudowałem samodzielnie tego ich klienta. Była to jednocześnie pierwsza sensowna, samodzielna aplikacja qt4 jaką u siebie skompilowałem. No i pomogło - mam czytelne litery, klient działa. I na dodatek mam pod linuksem trochę nowszą wersję niż to, co skompilowało lastfm (ich binarki pod Linuksa to 1.0.1 chyba, a kod to 1.0.3 - więc tylko kompilując samemu ma się najnowszą wersję).

[LAST.FM PLAYER] Pierwsze wrażenie: o, całkiem fajne. Działa. Proste UI. Po uruchomieniu można sobie przeciągać linki poszczególnych stacji dostępnych na stronach last.fm, można też sprzężyć klienta z firefoksem, by klikanie w linki lastfm:// uruchamiało klienta... można też z poziomu klienta/www wyszukiwać sobie stacje według "podobieństwa" - np. mam ochotę na muzykę w stylu Orbitala, więc wklepuję "Orbital" i last.fm proponuje mi odpowiedni strumień. Można też łączyć się ze strumieniami opisującymi całe gatunki - electronic, ska, takie tam. Całe UI ładnie animowane... Podczas odtwarzania pokazywana jest okładka, wykonawca, album, tytuł - po kliknięciu w wybranej przeglądarce ładowana jest stosowna strona last.fm (pokazująca odpowiednie informacje). Można przeskakiwać odtwarzane aktualnie kawałki, oznaczać jako "lubiane" lub "nielubiane"... Brzmi bardzo ładnie, prawda? (...)

Czytaj dalej...
Ał. Kostka. Boli. Ał.

Zieeeew. Idę spać. Jutro będę miał zajęty dzień...

Lewa stopa sprawia mi kłopoty. Tzn. trochę boli gdy się na niej opieram. Staw skokowy czy jako to tam się nazywało... kiedyś miałem którąś nogę zagipsowaną, właśnie przez popularne "skręcenie kostki" (dość paskudne zresztą), może to ta sama się odzywa?

No a K. mnie wyciągnęła na spacer wieczorem, więc pewnie nie pomogło to kostce. Chociaż... prawdę mówiąc teraz już chyba nie boli. Może to dlatego, że siedzę na krześle.

W Linux+ może pójdzie tekst o panoramach - jeśli naczelny przyklepie. I pewnie go skrócą - jestem przyzwyczajony do standardów sieciowych, gdzie nikt mi nie limituje długości wypowiedzi. A tu niestety, nie mogę powiedzieć wszystkiego. Muszę wybierać rzeczy najważniejsze i pomijać te mniej ważne. Ech. Chciałbym na płytkach L+ zamieścić też trochę przykładowych fotek, panoram, plików projektu hugina - to lepsze medium niż sieć, bo nie trzeba się tak cackać z wielkością plików, więc chętnie bym skorzystał. Różne wersje próbne panoram które są jakoś powiązane z tym artykułem (który, mam nadzieję, ukaże się kiedyś w druku) zebrały mi się też na imageshack - o, osiem przykładów. Oczywiście nie wiem czy dasz radę je obejrzeć - imageshack ostatnio strasznie kulawo chodzi.

Aaaa ja lecę spać. Chciałem dzisiaj coś napisać o cieple ludzkiego ciała i subtelnych przyjemnościach jakich dostarcza mi leniwe tulenie się do kobiet, ale nie mam już... zieeeew... siły. SPAAAAĆ :)

No i znowu przemokłem

Wypala mi się właśnie ostatnie kadzidełko "The Moon", "Opium" też mi tylko jedna sztuka została... i świeczek nie mam prawie... a to oznacza, że muszę jakoś na dniach wybrać się na zakupy do świeczkarni i uzupełnić zapasy - bardzo lubię przebierać w tych olejkach eterycznych, kadzidełkach, świeczkach, świecznikach i podstawkach :)

W nocy była niezła burza. Na tyle solidna, że w pewnym momencie się obudziłem i zamknąłem okno. Pamiętam bardzo ładne grzmoty i ulewę.

Dzisiaj, już za dnia, była powtórka z rozrywki. Tylko tym razem byłem oczywiście na zewnątrz i zostałem przez ulewę zaskoczony. Akurat przechodziłem przez park Tysiąclecia gdy się rozpadało. Próbowałem przeczekać pod takim wielkim, rozłożystym drzewem, ale nic z tego - zaczęło przeciekać. Więc zacząłem się przebijać jakoś w kierunku budynków - doleciałem do oddziału BZWBK... wparowałem do środka i przygodne panie od razu nazwały mnie "miss mokrego podkoszulka" (na szczęście nikt nie robił zdjęć :). Cały mokry... Postałem tam z dziesięć minut, odlepiając sobie koszulkę od cycków (praktycznie niewykonalne) i wytrzepując wodę z włosów, zabezpieczyłem też zawartość torby która nieco przemokła. A gdy trochę zelżało rzuciłem się na zewnątrz. Ale już w okolicach Blues Express znowu się rozpadało i musiałem kolejny raz odczekać, tym razem pod parasolami na zewnątrz lokalu. Chyba trochę wtedy przemarzłem. Widziałem też bardzo sympatycznie wyglądającą dziewczynę, która ubrana w czarną bluzę-kangurkę, bez specjalnych zabezpieczeń szła sobie dosyć niespiesznym krokiem przez największą ulewę. Lubię takich ludzi, gdyby nie to że przemakającą torbę miałem wypchaną po brzegi elektroniką, to pewnie sam bym tak właśnie szedł przez deszcz. Uśmiechnąłem się do niej, ona odwzajemniła uśmiech.

Na Kupieckiej popatrzyłem sobie jeszcze na deszczową atrakcję - ulewa była tak nagła i intensywna, że w kanalizacji burzowej wypierane przez wodę powietrze osiągało chyba niezłe ciśnienie (fotka).

A potem wszystkie ciuchy poszły do wymiany, buty się suszą... Byle tylko jakieś przeziębienie mnie nie wzięło teraz. Chyba profilaktycznie wezmę ciepłą kąpiel. Tak, to dobry pomysł. Idę do wanny.

PS. Używam teraz Sawfisha. Może przy nim pozostanę? Jest całkiem wygodny. Po przejściu z icewm muszę odzwyczaić się od korzystania z taskbara (nie jest to trudne, jakoś sobie radzę używając sawfishowego menu z listą okien), a za tray służy mi plugin z fbpanela (działa o wiele lepiej niż icewmtray). Na razie sprawdza się bardzo dobrze.

Zagadka fotograficzna i kobieca hipokryzja ;)

[UFF!] Padnięty jestem :) Wymęczony, ale i zadowolony. Pogoda mi się podoba, chociaż to lato. Próbuję uratować przed śmiercią taki jeden kawałek swojej osobowości, więc ganiam na forsujące "spacery" gdy tylko mogę, chętnie w towarzystwie. I to chyba działa - zaczynam znowu czuć przyjemność z posługiwania się zmysłami (jakkolwiek głupio by to nie brzmiało), gdy jestem wśród innych ludzi nie myślę od razu "ile jeszcze muszę z nimi wytrzymać?", a towarzystwo samiczek nie jest już tak strasznie irytujące.

Aha, na powyższym obrazku (w wersji powiększonej) jeden detal jest Nie Tak Jak Powinien Być. I nie chodzi mi o malowniczo wyeksponowaną żyłę szyjnie zlokalizowaną :) No, patrz uważnie... co jest źle? Tik-tak tik-tak tik-tak...

Nie wiesz? Oooo, przykro mi, czas minął. Chodziło o flaszkę! Pusta jest! A nie powinna. Możesz pomóc mi załatać ten fatalny niedostatek w moim życiu, wiadomo, przez FPR. To tylko moja sugestia, ale pamiętaj - za każdym razem gdy olewasz FPR Bóg zabija małego kotka! Serio!

A nie potrzebuję dużo do szczęścia, Karmi Poema w markecie obok mnie zeszło w cenie poniżej 2zł, więc... poza tym datki na wino też są zawsze mile widziane - aaaaaa, właśnie, ktoś poleci jakieś dobre, "umiarkowanie ekspensywne" wino? Półsłodkie perhaps? Tzn. ja tam wypiję dowolnego kwasiora i najwyżej powiem "cóż za interesujące walory smakowe" (to taka inteligencka wersja "wytrawne aż wykręca mordę na drugą stronę, ale grunt że sponiewierało"), tyle że lubię mieć w barku coś czym i kobietę można upoi^W poczęstować. A z doświadczenia wiem, że serwowanie im jakiejś zielonej herbaty czy "interesującego" wina nie ma sensu - nie docenią ;)

Coś jeszcze chciałem napisać... hmm. Włączyłem The Cranberries (trochę przez da.killę) i teraz słucham albumu za albumem. I śpiewam chyba czasem. I nie mogę się skupić bo śpiewam. Yyy, o czym to ja mówiłem... hmm.

PS. Parę dni temu od kobiety usłyszałem, że jestem m a ł y. I nie, nie było to w sytuacji intymnej i nie chodziło o penisa. Mały? Ja mam tak koło 1,8m, wydawało mi się zawsze że to taki, no, średnionormalny wzrost... Ech, te baby. Wymagania, phi. Koszykarza sobie znajdź! Czy ja kiedykolwiek przy którejś narzekałem "ale biust to byś mogła mieć większy" czy "eee, wiesz, może nie noś takich krótkich sukienek - już ja mam prostsze nogi..."? No więc? Narzekałem? NIE! A dlaczego? Ob wrfgrz, xhejn vpu znć snfmlfgbjfxn, gnxgbjal ;) Doooobra, idę sobie nalać wina produkcji Chateau de Mio Pappa (tak, wiem, moje umiejętności władania językami o których nie mam pojęcia porażają ;), rocznik bliżej niesprecyzowany. Się ulululam kubaskiem do snu :) Lulululu... mmm... :)

Enlightenment, anyone?

[MECH] 80% ludzi którzy widzą zrzuty mojego pulpitu narzeka, że kolory są be i w ogóle jest taki deprymujący. Dziwadła :P

Ale zacząłem kombinować z innymi kolorami, kształtami itp. wprowadzając więcej pstrokacizny. Nie powiem, widzi mi się nawet. Zacząłem od odświeżającej tapety mokrego... mokrego... hmm, powiedzmy że to mech. Tak, to to zielone.

Clearlooks przerzuciłem na standardowy, brązowawy zestaw kolorów. Dekoracje okien itp. spróbuję jakoś podkolorować może coś w stylu Elberga, tylko dorzucę jeszcze błękit i czerwień... a skoro jesteśmy przy oknach, to oglądałem niedawno DR17 (Czyli Enlightenment 0.17 z CVS). Jestem pod wrażeniem tego jak wydajnie obsługuje te wszystkie animacyjki, refleksy itp. Imponujące. Ludzie z teamu E wiedzą jak robić szybką grafikę, w końcu używany wszędzie (bezkonkurencyjny) Imlib/Imlib2 to ich dziecko. A z DR17 kroi się coś naprawdę dobrego. Prawdopodobnie się przesiądę gdy tylko wyjdzie release :) Głupio, że powstaje kolejne środowisko oparte na własnych toolkitach, ale ich jakość... chyba usprawiedliwi to wszystko. Na razie nie jest zbyt wiele dokończone - są podstawy, biblioteki (z niestabilnym API), jest pager (działający), system biurek, dekoracje okien z przyciskami, parę modułów (apletów pulpitu) - np. termometr pokazujący temperaturę CPU, coś do cpufreq, zegar, moduł rysowania cieni okien na pulpicie... jest też menu i parę luźnych aplikacji. Gdyby nie to, że engage (coś w rodzaju fikuśnego taskbara z trayem) nie działa mi pod Enlightenment (działa za to pod icewm, ironia losu :) to pewnie już bym używał DR17.

Ten wpis skomponowany został przy butelce "karmi poema". Polecam. I wcale nie dostaję żadnych pieniędzy za reklamowanie, to naprawdę smaczny stuff :)

Gorzkiego rozczarowania!
[DZIWNE LODY]

Nóż mi dzisiaj w ręku pękł. Porcjowałem zamarznięte na kość lody i w pewnym momencie po prostu trzasnął... widać za mocno naciskałem. Szczęście że nie nadziałem dłoni na resztki ostrza, bo przy sile jaką wkładałem pewnie bym sobie gładko (i głęboko) rozpruł łapkę. I bym nie mógł pisać. I by pewnie musieli mi dłoń zszywać na pogotowiu.

A swoją drogą to dziwne te lody. Na pudełki napis "Gorzkiego rozczarowania" - hmm, oczekiwałbym "Smacznego!" czy czegoś w tym stylu, ale widać producent chciał zaryzykować i sprzedaje lody o smaku "gorzkiego rozczarowania". Odważny, nie powiem. Ciekawe jaki dziwak potem takie lody kupi? A... już wiem jaki... ;)

Ha, antyspam na Repo działa skutecznie. Tak skutecznie, że zżera czasem wiadomości. Więc jeśli napisałaś/napisałeś coś do mnie mailem i odpowiedź nie przyszła po paru dniach/tygodniu, to możliwe że spamfilter ją wywalił. Parę prostych zaleceń - nie wysyłaj maili w html-u, nie proponuj mi powiększania penisa ani feromonów i nie nadawaj mailowi tematów typu "Hi!" czy "Hello!" ;)

Oooo, da.killa upolował sarenkę :( A mi się nie udało. Bu.

[PANO]

Za to przygotowałem pierwszą w życiu "zamkniętą" panoramę, leśną. Pełne 360°... byłem ciekaw czy dam radę, bo przy takim przeplocie elementów bliskich i dalekich bez statywu stała oś obrotu aparatu jest szczególnie ważna. No ale jakoś się udało. Widać ławeczkę - tak, są tam takie porozstawiane miejscami. I nawet kosze na śmieci są gdzieniegdzie. I szlaki powytyczane. Taki wielki park. Ale wystarczy pół godziny marszu i już można wleźć w głęboki, niecywilizowany las. Fotkę hostuję na ImageShack, bo duża jest i chcę zdjąć trochę obciążenia z Repo (oraz dać Czytelnikom lepszy download ;). Chociaż i tak by zmieścić ją na ImageShack musiałem zredukować bardzo mocno jakość i przeskalować w dół (ImageShack hostuje tylko pliki do 1MB).

Spacer leśny

Toner się "rozszedł" i na oko nie narzekam.

Rodzina (łącznie ze szwagrem) wmawia mi, że schudłem. Akurat. Wcale nie czuję się ani trochę schudnięty.

Wiesz co to namiętność? To takie specyficzne uczucie które pojawia się, ogniskuje myśli na jednym punkcie i jednocześnie mąci w głowie? Ja kiedyś to znałem. Kiedyś. A parę dni temu poczułem to znowu. No, nie do końca. W sumie to w ogóle nie poczułem, skończyło się na preludium. Szum, zawirowanie, krew uderzająca do głowy, odrobinka euforii, rzeczywistość układająca się na swoim rusztowaniu miękko jak satynowy żagiel... Byłem zaskoczony, bo jeśli idzie o odczuwanie czegokolwiek... to... ciężko to nazwać. W ciągu ostatnich lat emocjonalnie coraz bardziej się wyziębiałem, do punktu w którym już tak naprawdę mało co potrafi mnie poruszyć. A tu takie uczucia... zupełnie jak spotkać dawnego przyjaciela, o którym się już prawie zapomniało.

Awaria energetyki. Przez kilka godzin prądu nie miałem, więc wykorzystałem okazję (gdy nie ma prądu to nie mogę pracować! :) i wyrwałem się do lasu przy Wzgórzach. Najadłem się słońca i gorącego powietrza, pachniało wiewiórkami i żywicą, a ptaki darły dzioby. Udało mi się poleżeć w trawie pełnej dmuchawców, zirytować jedną wiewiórkę namolnym gapieniem się (zaczęła na mnie fukać), spotkać oko w oko z sarenką (trzy metry ode mnie stała! szkoda, że nie miałem przygotowanego aparatu), nasypać piachu do butów, znaleźć kawałek lasu który było wyraźnie czuć wielkim, futrzatym zwierzęciem (a że naczytałem się Lovecrafta to i zacząłem się rozglądać wypatrując jakiegoś potwora ;), znaleźć inny kawałek usiany podejrzanie sinymi szyszkami, posiedzieć na ławeczce, pomedytować sobie pod jakimś drzewem... ogólnie mówiąc świetnie się bawiłem. Ja to mam małe potrzeby chyba, wystarczy mi parę godzin sam na sam, z dala od ludzi i blisko drzew.

No i trochę sobie rzeczy napstrykałem, na razie leżą i czekają na przetworzenie. Na razie pokażę tylko fragment trawy w której się turlałem i dwa ujęcia interesująco wielkiego robala (bardzo szybko się skurczybyk przemieszczał): [MLECZE] [ROBAL#1] [ROBAL#2]

FPR Neutrogena, gtk+ i BÔA
[KREM]

Punkt pierwszy porządku obrad: FPR. Z funduszy FPR miałem zakupić krem do rąk, Neutrogeny najlepiej. Ech...

I żeby nie było podejrzeń że fundusze przepiłem, przejadłem, wydałem na Playboya etc. niniejszym się rozliczam.

Krem ten okazał się siedzieć w niemieckojęzycznym opakowaniu z plastiku o interesującej fakturze (ani gładki, ani szorstki), zakrętka jest nieco chropowata co ułatwia odkręcanie i wyróżnia ją in plus wśród łazienkowych akcesoriów.

Po odkręceniu ukazuje się niewielki otworek z którego da radę wyniuchać bukiet starych farb plakatowych przełamanych kapsułką antybiotyku. Czyli mówiąc po chłopsku pachnie jak mokry plakat w szpitalu. Osobiście zapach oceniam jako "interesujący" i jak najbardziej możliwy do zaakceptowania, zwłaszcza że znika w kontakcie ze skórą.

Krem ma kolor i konsystencję przypominającą jako żywo neomycynę w żelu - z tubki wyciska się taki mętny, białawy robaczek :) Wsmarowywanie przebiega bez kłopotów, krem szybko się wchłania a pozostałość nie nosi znamion typowych dla, jakże znienawidzonych, low-endowych kremów "tłustych". Dłonie wysmarowane Neutrogeną nie powodują dyskomfortu przy korzystaniu z klawiatury, stosowanie kremu nie upośledza też aktywności socjalnej (podawanie rąk, głaskanie kobiecych twarzy etc.).

Niestety, z braku czasu nie mogłem przeprowadzić solidnych benchmarków, więc element leczniczy pozostaje nieudokumentowany. No. To tyle :) (...)

Czytaj dalej...
Panoramy

A dzisiaj będzie Blog Konkretny(TM). Temat odcinka: pa-no-ra-my.

[LUNA]

Byłem dzisiaj u kuzyna - ma kota! A w zasadzie kocicę, Luna się zwie. Śliiiiczny nieduży kotek, rozmiauczony i w ogóle... No i mnie zaakceptowała, a ponoć nie wszystkich lubi.

Ale ja nie o tym miałem... Będąc tam wyszedłem sobie na balkon, a że jest to dziesiąte piętro, praktycznie peryferia miasta i widoki szersze niż ja mogę zobaczyć przez okno... to i cyknąłem sobie trochę różniastych fotek. A po powrocie do domu przyszło mi do głowy, że w sumie to te zdjęcia się tak na siebie nakładają i dałoby się je trochę posklejać w panoramę...

Widziałem też sporo komercyjnego softu do lepienia panoram pod Windows... Niestety, soft koszmarnie wymagający jeśli chodzi o stronę techniczną fotek. Np. bardzo często wymaga używania specjalnego statywu do panoram.

Pod linuksem, nieco ku memu zaskoczeniu, znalazłem jakiś czas temu satysfakcjonujące rozwiązanie... żadnego cudowania z Wine, emulowaniem etc. Natywne rozwiązania. Na dodatek z solidnym "powerem". Więc dzisiaj postanowiłem odświeżyć bazę oprogramowania...

Niestety, potrzebne mi programy nie są najpopularniejsze. Nie są też utrzymywane w idealny sposób. A to oznacza, że skompilowanie ich i zmuszenie do działania oznacza sporo zachodu. Oszczędzę opisów moich kłopotów, zainteresowani pewnie i tak mogą sobie wpisać "urpmi" czy "apt-get" i dostać gotowe pakieciki...

Podstawą jest zestaw panorama-tools. To narzędzia CLI, często podzielone na biblioteki i same programy narzędziowe. One mają jakiś myk w licencji, zdaje się że biblioteka jest open source ale programy już nie i dostępne tylko jako binarki... czy jakoś tak. Nie pamiętam dokładnie, bo panorama-tools mam w systemie już od jakiegoś czasu. (...)

Czytaj dalej...
Stooo laaat...

[BRATKI] Drugi maja. Moje urodziny. Bodajże o 7:15 czerwony i pomarszczony przyszedłem na świat. A potem jakoś się tak potoczyło...

Z okazji urodzin przyjmuję wszelkie życzenia pomyślności, niedwuznaczne propozycje od pięknych nieznajomych (ew. pięknych znajomych, wliczając te które się wymigują "to nie do mnie, ja nie jestem piękna") oraz oczywiście datki na FPR, no bo wiadomo - mam urodziny, zabierz mnie na lody! NO JUŻ! Niech mam coś z życia, do cholery!

A w następnym odcinku recenzja kremu Neutrogena, zasponsorowanego (wymuszonego nawet) przez FPR. Krem ten przypomina mi dzieciństwo... ale o tym następnym razem.

Opera. License to browse.

[OPERA] No... ten, no. Załapałem te 250 kliknięć bannerkowych. Dziękuję bardzo wszystkim którzy pomogli, czytelnikom Repo, nadaktywnym spamerom ;) z linux@chat.chrome.pl, znajomym z komunikatorów i w ogóle wszystkim. W niecałe 12h udało się uzbierać wszystkie te wymagane kliknięcia. Jupi ;)

Teraz czekam na licencję która ma nadejść lada-kurna-moment na maila... Opera nie była przygotowana na taką akcję i jej serwery cosik kuleją... więc pewnie sobie jeszcze poczekam... A bannerek sobie jeszcze powisi, może ktoś się skusi...

BTW, doszedłem jako tako do ładu z RSS w Operze. "Się da", u mnie działał kulawo bo go uciskały jakieś stare preferencje z czasów Opery 7. Trochę powycinałem z plików *.ini i RSS zaczął działać w miarę znośnie.

No i znowu mam internet...

[GOLIZNA] Uuuu, przydałoby mi się trochę słońca. I opalania. Może bym coś zrobił z moimi bladymi nóziami... A, moment. Zapomniałem. Przecież ja się nie opalam. Ja się na słońcu praktycznie od razu spalam. No taką mam skórę, trudno. Owszem, można mnie próbować ciągać po słońcu, ale potem będę klął przez tydzień że mnie wszystko swędzi, że nie mogę spać, że mam poparzenia i w ogóle. A nogi i tak nie złapią koloru, jak wszystko od pępka w dół... Może gdybym je wydepilował... i wystawił same tylko nogi na światło... Eeee, to już pewnie lepiej na solarium się przejść, ale... NIEEE, TAM SAME ZBOCZEŃCE SIEDZOM. I tylko czyhają... i mają małe kamerki w tych kabinach pomontowane... i to potem do internetu idzie i wszyscy mogą sobie moje nogi obejrzeć... hmm, moooment... to może zmieńmy temat ;)...

Trochę powalczyłem z gcc4. Oraz nowymi binutils-2.16.90.0.1. Udało mi się skompilować praktycznie wszystko czego się tknąłem. Kernel, X-y, glibc, mplayera... aczkolwiek patchowanie było wymagane. Więc się da. Ale wycofuję się do starego, dobrego gcc-3.4.3. I z gcc4 dam sobie spokój przynajmniej do wersji 4.1. Widzę że wsparcie jest na razie dosyć kiepskie, więc sobie odpuszczę (chociaż potrzebne patche są banalnie proste do wyszukania). Tak że odkręcam aktualizacje wykonane niedawno. Nie ma tego zbyt wiele, zaraz zrestartuję ze "starym" kernelem, glibc i X-ami. O, pakiety gotowe, mogę restartować. Zaraz wracam.

OK, wróciłem. Przy okazji downgrade-u gcc spróbuję dodać do 3.4.3 trochę patchy. Przede wszystkim visibility... (...)

Czytaj dalej...
Zimna, kremowa rozkosz

[LODY!] Chrzanię dbanie o linię. I tak nie mam dla kogo się odchudzać. Więc dzisiaj lody waniliowe z ajerkoniakiem. A wieczorem sobie jeszcze pizzę strzelę, a co! Co prawda milej jest jeść lody z kimś, chlip.

Mmm... pycha...

RSS na Repo, wiosna na działce i Flash

[roślinka] Byłem na działce, fajnie się zaczyna robić. Tulipany jeszcze nie kwitną, ale to już niedługo. Więc wyżywałem się na bratkach i innych takich. Hmm, od jakiegoś czasu używam na pulpicie tylko tych tapet które samemu złożyłem. Tak jest i z tym tutaj... ponieważ to moje "dzieło", to i się napatrzyłem i trudno mi powiedzieć, czy to ładne czy nie... więc mile widziane opinie z zewnątrz :) Podobnie zresztą z tą tutaj tapetą. Może to zbyt banalne?

Swoją drogą to mogę tu pokazać jeden z tych powodów w których fajnie jest mieć w aparacie trochę więcej megapikseli niż się ostatecznie wymaga. Dzięki temu mogę z oryginalnego zdjęcia wykadrować sobie tylko interesujący mnie fragment (oznaczony ramką)...

A, ostatnia nowina - RSS ruszyło. To całe przechodzenie na CGI itp. miało na celu uporządkowanie bajzlu jaki mi z czasem narósł w Repo, a gdy się coś ułoży z głową to i potem łatwiej jest to obrabiać itp. Więc po przekształceniu danych w ChangeBlogu na osobne wpisy przetwarzane w locie bardzo łatwo było napisać generator RSS (72 wiersze kodu w pythonie, licząc razem z pustymi wierszami, szablonem XML w jaki feed jest oprawiany itp.). Więc teraz dostępne są dwa feedy, jeden okrojony (lekki) zawierający tylko nagłówki wpisów (normalnie byłyby to tytuły, ale ja nie tytułuję wpisów więc pokazuję zamiast tego pierwszych parę słów - to tak samo dobre) i jeden full-wypas (ciężki jak cholera) zawierający całą treść wpisów z ostatnich 40 dni. Ten drugi może być dobry dla samodzielnych czytników RSS, jeśli ktoś nie lubi korzystać z przeglądarki WWW. Na samym dole strony doszły odpowiednie linki jeśli ktoś by potrzebował (razem z linkami do walidatorów css/xhtml, jak szaleć to szaleć ;) (...)

Czytaj dalej...
Trzynastkowy miks

[LAS] Ciamk, ciamk. Rzodkiewki, pomidory, sałata, papryka... moje ulubione jedzenie. Preferuję taką dietę, ale nie mogę na niej jechać przez cały rok... poza sezonem ciężko kupić sensowne pomidory (owszem, w każdym markecie bez problemu dostanie się jakieś pomidoropodobne, twarde jak kamień i pozbawione soku i aromatu kulki, ale ja ich nie lubię) czy rzodkiewki. Ogórki też są fajne.

A, dzisiaj trzynasty! Nic pechowego się mi nie przydarzyło, wręcz przeciwnie - dzień upłynął bardzo miło. Jakiś czas temu nawaliły mi ostatecznie głośniczki komputerowe (kupione daaawno temu) więc wymieniłem je na używane 4.1 i osłuchuję się w śpiewie Alanis Morissette. Używam ich i tak tylko w trybie stereo, ale dwie dodatkowe satelitki za plecami znakomicie polepszają wrażenia (jestem w końcu przyzwyczajony do słuchawek, więc lubię dźwięk dookólny). No a osobny subwoofer (szkoda że w plastiku, ale nie charczy i nie psuje, więc obleci) poszerza dół pasma. Tak że sobie osłuchuję audio, jeszcze grzebię trochę w ustawieniach miksera (chyba już mam moje idealne ustawienia) i w ogóle się cieszę całkiem fajnym jak na głośniki dźwiękiem.

Ostatnio pojawiło się sporo nowego oprogramowania - glibc-2.3.5, gimp-2.2.6, gtk+-2.6.6 i parę innych... Napisałem sobie kilka prostych skryptów porównujących moje domowe oprogramowanie z tym dostępnym w Archu i uzupełniłem zaległości. Wyrzuciłem z systemu pppd i wvdial, pozbyłem się też ostatecznie pakietu rpm. Tym samym nie mam już ani jednego pakietu który by nie był instalowany za pomocą HBS. Ostatnim, najstarszym pakietem z ery pre-hbs był wvdial, z datą instalacji 20020825. (...)

Czytaj dalej...
Terminal Junkie! :)

[TERMINAL JUNKIE] Ciepły poranek, szereg "publicznych" komputerów, rażące słońce. Grupka ludzi którzy bez internetu żyć nie mogą. Jedna profesjonalistka na horyzoncie. Jeden Hoppke pałętający się nieopodal bez celu, ale za to z aparatem w torbie. Jedno zdjęcie, jeden wpis w ChangeBlogu ;)

A swoją drogą to zabawne obserwować ludzi przy komputerach. Nawet nie mówię już o takich sytuacjach jak ta... Gdy nie wiedzą że są obserwowani i pochłonie ich ekran...

A teraz hurtem: zrzuciłem na Repo trochę nowych i uaktualnionych pakietów HBS... wróciłem do IceWM, bo xfwm4 potrafił robić różne dziwne rzeczy (np. przechwytywać całkiem klawiaturę, tak że nic nie docierało już do aplikacji - tylko skróty WM-a działały)... naciąłem się na libexif-0.6.12 (nie współpracuje z gimpem - nie daje rady wczytać JPEG-a z danymi EXIF. Błąd znany i zgłaszany, patcha nie znalazłem, więc wróciłem do 0.6.10).
Wywaliłem wreszcie xmms z systemu, zastępując go Quod Libet. To sympatyczny playerek pisany w pygtk, na razie we wczesnej wersji 0.10.1, ale używalny. Zaskakująco używalny. Dokowanie do traya, pokazywanie okładek albumow, OSD, fajny nawigator (taki jak lubię), magazynowanie playlist itp. A, no i ma jeszcze zdaje się niezły edytor tagów, którego jednak bliżej nie oglądałem - przyrosłem do EasyTag już. No ale przede wszystkim to Python, więc jeśli mnie przyciśnie to sobie sam coś zmienię/dodam. Po wyrzuceniu xmms-a mogłem też wywalić gtk1 oraz glib1. Wreszcie! No, jeszcze mtr trzymał mnie przy gtk1, ale jego nowe wersje pozwalają już użyć gtk2, więc problem sam się rozwiązał. A, jeśli kogoś interesuje - oto mój screenshot z Quod Libet. (...)

Czytaj dalej...
Moja nowa mysz

[logitech] No i mam nową mychę. Tę którą chciałem, czyli BT-58. Dobrze pasuje do dłoni, jest nieco krótsza niż moja poprzednia i ma smuklejszy tyłeczek, co akurat się przydało bo mam męskie dłonie, ale nie jakieś przesadnie wielkie... Sama mysz świeci jak latarnia morska i to jedyne co mogę jej zarzucić. Reszta jest OK. Opór i "tykanie" rolki są dobrane tak jak lubię, sama rolka jest też znacznie wyciszona w porównaniu ze starszymi optycznymi Logitecha. Klik pozostałych przycisków jest też w normie, wyczuwalny i słyszalny, ale bez przesady. Lewy i prawy przycisk chodzą "lżej" niż w mediatechu, co byłoby bardzo w porządku gdyby nie opór wciskanej rolki. Otóż samą rolkę wciska się trudniej. To pewnie ma zabezpieczać przed kliknięciem rolką przy przewijaniu, ale akurat dla mnie opór na rolce by mógł być zrównany z pozostałymi przyciskami. Aha, kabel jest odpowiednio długi. Nie mierzyłem, ale jest nawet trochę dłuższy od kabla starej myszy, więc mycha się szybko zaaklimatyzowała na swoim miejscu obok monitora a w przyszłości być może przesunie się na dogodniejszą nawet pozycję (bo planuję dorobienie sobie dodatkowej bocznej półeczki pod mysz, jakoś sprytnie podwieszonej obok wysuwanej półeczki na klawiaturę (półeczka jest niestety wąska i oprócz klawiatury wiele mi się tam nie zmieści, więc mysz musiałaby dostać "przybudówkę").
No i obowiązkowe fotki gryzonia: od frontu, z boku i z wierzchu (ta ostatnia fotka robiona z polarem dla wytłumienia refleksów światła - czarny szatan :)

[wiosna] Mamy wiosnę. Definitywnie. Byłem niedawno na działce, ojcu trochę pomóc... nawbijałem sobie w łapy kilkadziesiąt drzazg z kolców po krzakach agrestu, prawie-że przeziębiłem sobie gardło i cudem uniknąłem skręcenia kostki, ale udało mi się też dokonać pewnej obserwacji: wiosna już nie tyle się pojawiła, co zdjęła buty i rzuciła na kanapę a teraz mamrocze "nie wstanę, tak będę leżeć". Czyli że się nie ruszy dopóki lato nie przyjdzie i nie nakopie jej w tyłek. Bo na zimę nie ma już co chyba liczyć, nie wróci tak szybko...

Korzystając z pogody szukałem śladów nieśmiało kiełkującej flory (trawy nie liczę) no i trochę znalazłem :) Stąd parę fotek w wiosennej minigalerii Moskwicza. Gdybym wziął ze sobą statywik i nastawił się na zdjęcia makro, to mógłbym mieć parę ładnych tapetek. No trudno, odkuję się przy konwaliach. I tulipanach. To już niedługo :)

...jakiś porządny statyw by mi się przydał...

Teoria seksualności, krytyka Lain, Wielkanoc i Husk

Wiosna się rozpoczęła, śniegi puściły, mogę ganiać bez czapki i szalika... a Repo zarosło kurzem. To nawet nie jest brak czasu, bo tę godzinkę zawsze bym dał wyskrobać - to raczej jakaś taka, hmm, "niemoc twórcza". Nie chce mi się robić niczego do czego mnie się nie zagna solidnym skórzanym pasem. Śpię więcej niż zwykle. Energia mi się kończy koło czwartej po południu i do północy najnormalniej w świecie sobie wegetuję. I tak dzień za dniem... A od wiosennego słońca łeb mi pęka, zwampirzyłem się już chyba do reszty.

Aha, miewam nawet tzw. "sny erotyczne", chociaż akurat tej kategorii praktycznie nigdy nie miewałem. Przez jakiś czas po przebudzeniu z takich snów czuję się jeszcze bardzo "nastrojowo", hyhy, a na kobiety patrzę wyjątkowo łaskawie. Na tyle, że w "porannym amoku" spodobały mi się ze dwie z kasjerek z pobliskiego marketu (tak, każda kobieta która się wtedy na mnie nadzieje ma prze-rą-ba-ne, bo w stanie rozerotyzowanym wszystkie kobiety nagle wydają mi się atrakcyjniejsze).

Na szczęście znam takie stany z czasów nastolatkowania i jestem uodporniony - mam nawet taką prywatną teorię dotyczącą radzenia sobie z instynktami seksualnymi, zgodnie z którą mężczyźni są o wiele bardziej opanowani niż kobiety, jeśli idzie o seks. Wynikałoby to z hormonalnych szałów jakie przechodzi się dorastając. Ponoć u chłopaków wewnętrzna presja jest o wiele silniejsza niż u dziewczyn, więc albo popada się w obsesyjny onanizm, albo zaczyna zaliczać wszystkie "chętne" laski, albo wypracowuje się solidne mechanizmy samokontroli. Najczęściej dorastający chłopak próbuje jakoś zrównoważyć sobie te trzy sposoby, ale uważam, że ponieważ w tak ciężkim stanie przychodziło nam dorastać, to i potem łatwiej jest nam nad sobą zapanować i generalnie na pokusy ciała możemy być odporniejsi niż kobiety z którymi się potem stykamy. I odczuwam za każdym razem satysfakcję gdy widzę jak kobieta pod wpływem pożądania kobieta przestaje myśleć/zachowywać się racjonalnie. A mówi się, że "faceci myślą fiutem"... Akurat. W moim świecie to babki są opętane seksem... ale może przenoszę subiektywne wnioski na ogół populacji, nie każdy musi spotykać tak namiętne (czy to odpowiednie słowo?) kobiety jak ja, choć sądzę że to całkiem reprezentatywna część żeńskiej populacji jest. Możliwe też, że nie mogę służyć jako model dla męskiej części ludzkości, ale wydaje mi się, że aż tak bardzo nie odstaję od reszty naszych? (...)

Czytaj dalej...
Aktualizacja HBS i mój kontakt z Anime

Dzisiaj szybko, bo nie mam wiele czasu. Aktualizacja Hierophanta - usunięty banalny acz paskudny błąd w nowym skrypcie /etc/hbs/deps - przez gapiostwo użyłem tam iteracji nie po tym słowniku co trzeba (kopiowałem kod z innego fragmentu skryptu i nie zmieniłem nazwy pewnej zmiennej) i w rezultacie połowa kodu generującego PROVIDES była nieaktywna. Były generowane "proste" PROVIDES, bez "wersjonowanych symboli", tzn. wykrywało np. libc.so.6, ale nie wykrywało już libc.so.6(GLIBC_2.1.3). Kod generujący REQUIRES był za to pełnosprawny, więc to się dosyć szybko zaczynało rozsuwać. Wyłaziło na wierzch np. przy paczkowaniu glibc, gcc czy firefoksa. Poprawiłem. Poprawiłem też inny błąd, pojawiał się on w hbsremove gdy usuwało się równocześnie wszystkie pakiety które miały między sobą konflikt plików, a nazwa jednego z nich była (niepoprawnie) kończona "/" (np. "hbsremove pakiet1 pakiet2/ pakiet3"). W takim wypadku pliki będące w konflikcie (powtarzające się w pakietach) nie były w ogóle usuwane z dysku. Wiem, że to dosyć egzotyczna sytuacja, ale jednak zachodziła, w tym parę razy u mnie. Wbudowałem stripowanie ostatniego "/" z nazwy pakietu, powinno wystarczyć. Prawdopodobnie wykluczyło to też kilka mniejszych, podobnych błędów. Nowy Hiero oczywiście w Rupieciarni.

[ZAPALNIK] Przyłapałem mojego tatkę na majstrowaniu czegoś, co z grubsza wyglądało na jakąś terrorystyczną zabawkę i kojarzyło się mi niejasno ze słowami takimi jak "trotyl", "ładunek" i "detonacja". Części które umiałem rozróżnić to: jakiś element LED, małe okrągłe cosik (mikrofonik?), cholernie wrażliwy pręcik drgający w metalowym oczku (coś jak czujnik ruchu czy wibracji), od spodu wmontowane parę jakichś tranzystorków i jeden scalak, z boku jeszcze jakiś ekranik którego roli nie rozumiem. Mina? No nic, zostawmy mojemu Radykalnemu Ojczulkowi jego zabawki (które na dodatek wyprodukował w paru egzemplarzach, pewnie żeby proces technologiczny ulepszyć). Oczywiście ja wiem co to jest, ale oczywiście nie powiem :P Zgaduj! (...)

Czytaj dalej...
Piętnuję kierowców i ReiserFS4

[MASKOTEK] Orbital - Lush. Fajny. Jak zresztą cały Orbital. Ale ja nie o tym miałem... Uch, znowu zapomniałem co miałem napisać. Dobra, to zacznę niechronologicznie. Parę dni temu prawie rozjechał mnie samochód. Była ślizgawka, szedłem sobie grzecznie uliczkami osiedlowymi gdzieś przy Budziszyńskiej chyba, miałem przechodzić przez jezdnię, ale widzę że coś jedzie... a że to było przy samym zakręcie i widziałem samochód od frontu, to nie mogłem oszacować jego prędkości i wolałem nie ryzykować wpychania się pod koła. No więc widzę jak sobie tak dosyć szybko jedzie nieduże czerwone autko... dojeżdża do mojej pozycji... i nie wyrabia zakrętu. Tzn. zignorowało zakręt i pojechało sobie dalej. A w zasadzie to poślizgało się, bo kierowca co prawda skręcił kołami, ale samochodzik to zignorował. No i bez redukowania prędkości doślizgał się do mnie (na jakieś pół metra ode mnie), wskoczył prawym przednim kołem na chodnik, lewym przednim już nie dał rady, zaklinowało się przy krawężniku i go obróciło. Tylne prawe jeszcze wskoczyło na chodnik, ale tylne lewe już nie. Obracając się tak przyrąbał nim w krawężnik, że dziwne że go sobie nie urwał. W środku był jakiś młody chłopak i dziewucha, on wyglądał na mocno przestraszonego a ona na zszokowaną kompletnie. Korzystając z okazji że autko się nie rusza poszedłem dalej swoją drogą. Swoją drogą co za palant pruje tak po osiedlowych uliczkach? W zimie, gdy droga śliska a ludzie nogi łamią na chodnikach? Wioząc swoją siostrę/dziewczynę/żonę na dodatek? To trzeba mieć naprawdę w głowie narąbane. Piętnuję nieodpowiedzialnych młodych kierowców bez grosza wyobraźni czy umiejętności prowadzenia auta. Więcej nawet, jestem za odstrzałem. Państwo powinno każdemu pieszemu obywatelowi wydać obrzyna i przydział kilkunastu naboi na miesiąc. Żeby móc się bronić przed matołkami za kierownicami. Ile razy taki świr mnie już o-mało-co-a-by-potrącił na przejściu... Gdybym miał Ustawowego Obrzyna to mógłbym go szybko wyciągać zza pazuchy i strzelać do kierowcy przez tylną szybę jego oddalającego się auta... A prywatny majątek kierowcy by można skonfiskować i przeznaczyć na budowę porządnych dróg... Np. w zeszłym tygodni odstrzeliłbym takiego palanta który na al. Wojska Polskiego wsiadł na ogon "erce" na sygnale. Ot, spryciarz. Wszyscy zjeżdżają na bok żeby auto przepuścić, a on się przepycha i gdy tylko karetka go minęła wsiada jej na ogon. Jemu również życzę rozgrzanego pręta w... (...)

Czytaj dalej...
Nowe zakupy, nowe obserwacje

[CITY WEBCAM] Tym razem zdjęcie jest pożyczone :) To webcam zamontowany za szybą któregoś z pokoików w Zielonej Górze. Powinien udostępniać nowe zdjęcie co dwie sekundy, więc w chwili gdy czytasz te słowa Zielona Góra pewnie wygląda właśnie tak jak to zdjęcie. Tylko że jest mniej rozmyta (mogliby na tym webcamie ostrość lepiej ustawić albo co...)

Następny punkt dzisiaj - moja klawiatura. Sprawuje się bardzo dobrze. Przyzwyczaiłem się już do ułożenia klawiszy, do niskiego entera, także wyżej położony Home/End nie sprawiają mi problemów. Zacząłem używać tego wypustka na "F" do rozpoznawania położenia klawiszy (wcześniej macałem raczej za krawędzią tyldy, teraz się okazało - złapałem swoje palce na głaskaniu plastiku obudowy w tamtych rejonach :) Doceniam wykończenie klawiszy - jest naprawdę porządne, a na dodatek nie-gładkie. Tzn. to nie jest błyszczący, gładki jak lustro lany plastik. Ma nieco chropowatą fakturę. Jakoś przyjemniej się go muska opuszkami, no i nie widać na nim odcisków palców i "nie brudzi się" tak jak gładkie klawisze. Klawiszy multimedialnych nie wykorzystuję - po pierwsze jeszcze ich nie obindowałem (jedynie play/pause podpiąłem pod xmms), po drugie nie jestem do nich nawykły jeszcze.

Dzisiaj wreszcie sprawdziłem czy stary, zdezelowany mikrofon jeszcze działa... działa, ale szumi okropnie. Może da się jednak użyć do nagrania kiedyś jakiejś burzy... albo deszczu. Uwielbiam muzykę deszczu. A dzisiaj sobie na próbę nagrywałem moje stukanie w klawiaturę. Używałem audacity do nagrania i usunięcia szumu (niestety deformuje to nieco dźwięk). Potem podbiłem głośność (ale nie przez normalizację, więc znowu zakłóciłem balans dźwięku - ale bez tego nie było słychać w ogóle części naciśnięć klawiszy). A potem zakodowałem do Ogg Vorbis, ze średnią bitrate == 32kbps. W rezultacie zachowało to może 70% oryginalnego dźwięku klawiszy (z tych 30% jakieś 25 zeżarł fatalny mikrofon). Do nagrania próbek głosu nie mogę tego jednak użyć, to by nie miało już sensu. A dla ciekawskich to ta próbka z mojej klawiatury (440KB, 85 sekund). Aha, nagranie zostało wykonane w tempie 1:1 - mówię to, bo już mi Enleth zwracał uwagę na nieco "dziwne" brzmienie momentami. Faktycznie, gdy pisałem to jakoś nie zwróciłem na to uwagi. (...)

Czytaj dalej...
Nowa klawiatura, nowa taryfa sieciowa, nowy HBS

Doobra. Znowu się nie wyrabiam z czasem, niestety. Może jutro nadgonię... taki mam zamiar przynajmniej. OK, więc o czym by tu... a, wiem. Hierophant. Nieduży update. Zobaczmy co też się zmieniło... a, część regexpów rozpoznająca źródła itp. jest teraz case-insensitive, to powinno zwiększyć skuteczność automatycznych procedur w niektórych okolicznościach. Void dodał ściąganie patchy z internetu (tzn. teraz można chyba również patche podawać jako URL-e w [files]) i poprawił jakiś błąd z zapętlaniem się HBS-a na symlinkach przy budowaniu pakietu źródłowego. Cthulhu dodał generowanie skryptów postinstalacyjnych dla gnomowych plików *.schemas, a Hoppke po bugreporcie Cthulhu załatał problem ze ścieżkami dłuższymi niż 100 znaków. Ten release nie jest jakimś przełomem, ale to dobrze - to znak, że hbs działa w sumie całkiem poprawnie. Największym kłopotem był ten drobny feler w tarfile.py - ominięcie go wymagału paru minimalnych zmian w kodzie, o wiele mniej inwazyjnych niż początkowo myślałem. Zajęło mi to tyle czasu, bo chciałem mieć pewność że dobrze wszystko zdiagnozowałem i że obrałem właściwą ścieżkę by to załatać. Kiedy Void spythonizuje kompresowanie manuali i stripowanie binarek/generowanie zależności, to kod ulegnie dużo drastyczniejszej rearanżacji. Albo i nie :) No dobra, nowa wersja Hierophanta w Rupieciarni.

Problemy z siecią zażegnane. Przesiadłem się na droższy abonament który zdaje się mieć lepiej dostrojone regułki dzielenia ruchu. Sieć działa o wiele lepiej (60-90KB/s nie jest przeszkodą, przy dobrym partnerze na drugim końcu połączenia i niedużym ruchu w lanie wykręcam i 150KB/s), na dodatek admin poprawił mi regułki firewalla na mniej restryktywne. Ha, znowu mogę słuchać smoothjazz.com :) Ale będę musiał płacić o 10 zł więcej miesięcznie. Trudno, przeżyję to jakoś. Na dodatek admin planuje kupić porządniejsze radio, więc możliwe, że jakość usługi pójdzie jeszcze bardziej w górę. (...)

Czytaj dalej...
Walka z programami (i nowy Hierophant)

Nowsza wersja Hierophanta do pobrania z Rupieciarni. Tym razem tylko jedna zmiana, w sekcji [info]. Pozwala ona na używanie słowa kluczowego "AUTO" zamiast numeru wersji. W takim przypadku hbs spróbuje samodzielnie wyłuskać sobie wersję z nazwy pliku ze źródłami znalezionego w FILES/. Oczywiście stara składnia typu wersja-release jest nadal obsługiwana. Ale podawanie AUTO może być często wygodniejsze - kiedy np. wyjdzie nowe gqview wystarczy że skasuję stare źródła, wrzucę nowe do FILES/ i tyle. Nie będę już musiał aktualizować numerku wersji w gqview.plan... Aha, obok AUTO można też użyć AUTO-release, np. AUTO-3 - spowoduje to wymuszenie release=3 w tworzonym pakiecie (inaczej hbs domyślnie doklei do wyszukanej samodzielnie wersji przyrostek "-1"). Część nowych pakietów już używa opcji AUTO. Mi się podoba :) Aaa, oczywiście nie ma ona 100% skuteczności. Jak zwykle wyłuskiwanie wersji jest trudne do zalgorytmizowania. Ale AUTO powinno sobie poradzić z jakimiś 90% przypadków.

Głupie GCC. Po skompilowaniu x.org z flagami "-Os -march=athlon-xp" zauważyłem, że glxgears segfaultuje. Inne aplikacje OpenGL jak trackballs czy q2 działały bez zarzutu, ale glxgears nie... Widzę, że -Os gryzie się z -march=athlon-xp. Problem ustępuje gdy zamiast -Os użyję -O2, albo zamiast athlon-xp podstawię i686... Podobny problem zauważyłem przy mplayerze. Teraz rozumiem dlaczego czasem spotykałem zaciekłych przeciwników -Os, wszystko zależy od architektury... Na i686 nie odnotowałem praktycznie żadnych problemów, na athlon-xp już dwa maleństwa namierzyłem... Hmm. (...)

Czytaj dalej...
Mój nowy komputerek :)

No dobra, to teraz dokończę opisywanie mojego nowego nabytku...

Kupowałem w Magiku - mają fajne ceny jak na zielonogórski rynek (to nie Wrocław czy Poznań, u nas komputery zawsze były trochę droższe - po każdy większy zakup znajomi tłukli się np. do Wrocławia, bo względnie blisko jest). Wybrałem sobie płytę asus a7n8x-x, semprona 2200+ box oraz 512MB ramu "Elixir". Potem wydrukowałem sobie ten zestawik i w piątek podreptałem szukać sklepu - ul. Przy Gazowni 28 IIRC. Ha, względnie łatwo znalazłem bo mniej więcej pamiętałem gdzie to jest, bo kiedyś po długim wieczorze w pobliskim Kawonie... ale to teraz nieistotne ;) No w każdym razie dotarłem, przedstawiłem sprzedawcom wydruk, fajno, mają wszystko na składzie, z tym że odradzili mi model box - więc ostatecznie trochę skorygowałem tam zamówienie i wziąłem osobny cooler.

...towar miał być do odbioru na drugi dzień (w sobotę)... ale nie chciałem weekendu marnować, więc powiedziałem że wpadnę w poniedziałek. Co też zrobiłem. Oczywiście idąc tam w poniedziałek zastanawiałem się czy nie usłyszę "Wie pan, okazało się że nie mamy, powinni w czwartek dowieźć..." czy czegoś podobnego, ale nie - wchodzę i widzę w tle za sprzedawcą pudełko z tym asusem, na nim moja kartka z zamówieniem itp. Super. Poprosiłem go jeszcze żeby mi włożył procesor w płytę i założył chłodzenie... ponoć łatwo ukruszyć to maleństwo przy zakładaniu radiatora, a że ja nigdy tego nie robiłem to i miałbym większe szanse. Co też zrobił. Po założeniu procesora z wieżyczką chłodniczą na wierzchu płyta nie chciała się zmieścić zbytnio w pudełku, ale ostatecznie jakoś wziąłem wszystko pod pachę i wróciłem do domu. A tu zacząłem operację "Upgrade". (...)

Czytaj dalej...
Antybiotyk, nowości w ROX-Filerze i CGI na Repo

[ANTYBIOTYK] Została mi już tylko jedna tabletka tego antybiotyku do wzięcia. A w sumie to nie tabletka lecz piguła. Kuracja lekowa się kończy... a ja nadal nie jestem jakoś specjalnie zdrowy. Niepokoi mnie to trochę. Nie pamiętam by kiedykolwiek coś się do mnie przyczepiło na tak długo. Owszem, antybiotyk i leki swoje zrobiły, czuję się o wiele lepiej, ale to jeszcze nie to o co chodziło. Może świąteczna atmosfera mi pomoże... Najbardziej męczący jest ogólny dyskomfort, cały czas coś mnie uciska w podbrzuszu, w gardle też... katar jest nieznośny. Zmysł węchu mi oszalał, wczoraj wszystko pachniało rybą. Piłem wodę kranową o smaku ryby, jadłem musztardę rybną, popijałem herbatką z ryby, ba, poznałem nawet smak rybnego jabłka. Innymi słowy mało co jadłem, bo wszystko obrzydliwie smakowało. Ale to dobrze, bo jakiś tydzień temu wszystko dookoła pachniało mi wiśniami, więc wyżarłem chyba wszystko co tylko było w domu :) Dzień względnego przegłodzenia mi nie zaszkodzi.

Jestem pod wrażeniem mechanizmu generującego miniaturki w ROX-Filerze. Jakiś czas temu w CVS wprowadzono poprawkę przyspieszającą generowanie miniaturek. Teraz to błyskawica. Zdjęcia zgrane prosto z aparatu są "miniaturkowane" niesamowicie szybko (i to na moim Celeronie 0,4GHz). Na współczesnych komputerach pewnie trudno by było czasem odróżnić tworzenie miniaturki od wczytywania jakiejś wcześniej przygotowanej.

Życzenia świąteczne: no... no co ja mam Ci powiedzieć? Miłych prezentów życzę. I zdrowia. I niech żadna szklanka mleka nie smakuje Ci rybą. Miej też w nadchodzącym roku więcej szczęścia w miłości niż ja miałem w tym. Niech każdej nocy księżyc jasno rozświetla Ci drogę. A życzenia i marzenia niech Ci się spełniają. No :) (...)

Czytaj dalej...
Mam linuksowe spinki do mankietów ;)

[ŚWIECA] Lubisz świece? Ja bardzo. Gdy siedzę w nocy przy komputerze to nie ma jak porządny kawał wosku z knotem. Mhm. Stanowczo. Lubię to ich miękkie, ciepłe światło. Lubię też ruchliwe cienie na ścianach. Przy świetle świec noc nie wygląda tak nocowato. Poza tym są pewnie romantyczne, o ile Hoppke stukający o północy w klawisze, w zalanym mrokiem pokoju, gdzie świeca jest obok monitora jedynym źródłem światła nie gryzie się z Twoim pojęciem romantyzmu. Ech, świece rządzą rulezem. Możesz zawsze wrzucić mi parę złotych do FPR na cel "świeczkarnia" - to takie malutkie, magiczne miejsce w Zielonej Górze gdzie Hoppke idzie i wsiąka na minimum pół godziny. Chodzi sobie między regałami i ogląda (oraz obwąchuje) świece, świeczki, olejki, kadzidełka, stojaczki, świeczniki i pudełeczka. A potem kupuje kilka z nich i idzie do domu. Tak to wygląda...

Pingwinki. W ramach współpracy z Linux+ dostałem 3 pingwinki do przypięcia gdzieś na ubraniu. Pingwinki mają długie szpilki sterczące z tyłu, zatykane specjalnymi zatyczkami/kapturkami, żeby nie odpadły. Przypomina to trochę samomocujące naparstki w kształcie kapelusików, ze sprytnym mechanizmem zaciskowym. Swoją drogą bardzo solidnie to wykonane, żaden badziew... Dwa mogą służyć za ekscentryczne spinki do mankietów, trzeci nada się na kolczyk. Tylko musiałbym sobie ucho przebić. Tak udekorowany mógłbym jechać na każdy linuksowy konwent... hmm, nigdy na żadnym nie byłem. Może czas się gdzieś wybrać, pooglądać innych linuksiarzy, upić się tanim piwem i... eee, no właśnie dlatego chyba nie jeżdżę na konwenty. Choć mogłoby być fajnie... bym sobie usiadł incognito gdzieś w kącie i... (...)

Czytaj dalej...
FPR Tymbark, płeć mojego mózgu i narzekania na providera

[TYMBARK] Punkt pierwszy dzisiaj - FPR :) Jak widać padło na Tymbark. Otrzymałem przez FPR m.in. zlecenie wypróbowania specyfiku o nazwie "Tymbark Jabłkowo-Miętowy". Co i zrobiłem (zdjęcie dokumentujące część zakupionych "materiałów konsumpcyjnych").

Akurat dręczy mnie jakaś grypa-nie grypa, przeziębienie, diabli wiedzą co, więc nie mogę pić niczego prosto z lodówki. Jeśli chcę sobie czegoś łyknąć to muszę wyjąć parę godzin wcześniej żeby doszło do temperatury pokojowej. Mleko po prostu podgrzewam na kuchence... kłopotliwe strasznie. Ale trudno.

Wrażenia smakowe mam pozytywne - nie miałem pojęcia jak może smakować kombinacja mięty i jabłka, teraz już wiem. Pierwsze co udzerza w kubeczki smakowe to mięta, potem zaczynam czuć kwaskowatość soku jabłkowego, a sam smak jabłka, co ciekawe, odczuwam dopiero jako tzw. "aftertaste" - czyli mówiąc po chłopskiemu "posmak" :) W każdym razie bardzo orzeźwiające ze względu na sok jabłkowy (uwielbiam sok jabłkowy, mogę go hektolitrami pić), a mięta dodaje solidnego "kopa" zwiększając siłę z jaką wrażenia smakowe drążą sobie drogę do mózgu. Ogólnie - bardzo pozytywne. Można śmiało kupować. Aczkolwiek kapselek sprawiał mi problemy - nie wiedziałem jak to się otwiera... na delikatne sugestie zejścia z butelki nie reagował, a bałem się pociągnąć mocniej żeby a) nie oderwać "oczka" (nie wiedziałem jak mocno się ono trzyma kapsla), b) nie poderżnąć sobie ścięgien palca na "oczku" (jakoś tak miałem wrażenie, że ta drapieżna bestia tylko czyha by się mi werżnąć w palec) no i c) nie chciałem szarpnąć i porozlewać zawartości. Więc zaklinowałem sobie butelczynę między udami i jednym zdecydowanym ruchem zerwałem kapsel. Śmiesznie to pewnie wyglądało, Freud by wywnioskował że przejawiam autoagresję w stosunku do swojej "męskości" (ale to tylko tak na boku wtrąciłem i winę zwalam na przeziębienie oraz wieczorną gorączkę ;) (...)

Czytaj dalej...
Spadł śnieg, mój biały przyjaciel :)

[Śnieg!] Śnieg! Wstaję sobie rano i widzę, że coś pomarańczowo wszędzie. I od razu pomyślałem, że śnieg spadł. Podchodzę do okna - faktycznie, wszędzie śnieg. Odbijający pomarańczowe światło latarni za oknem, tak że miałem bardzo jasny, poranny pokoik. Podobno już wczoraj sypało w Suwałkach, dzisiaj przeniosło się na resztę kraju. Śnieg się całkiem nieźle trzyma, bo nawet teraz wieczorem ciągle leży na dachach i krzakach. Nie padał też deszcz jak u niektórych moich znajomych... więc nie ma jakiejś strasznej ciapy. Owszem, trochę śniegu się podtopiło za dnia, ale to nic wielkiego. Najwyżej jutro będzie szklanka na drogach.

Mój prywatny Fundusz Piwny

Hello. Sporo czasu minęło bez wpisów... tak wyszło.
W wyniku agitacji próbowałem Amaroka, to taki odtwarzacz muzyki (dla KDE). Bo wszyscy dookoła zachwalali mi jaki to on nie jest cudowny i w ogóle. No to wypróbowałem i... hmm. Może za pół roku. Bo na razie był u mnie tragicznie niestabilny, wręcz nie nadawał się do użytku. Owszem, funkcjonalny program, nie powiem - na podstawie tagów łączy posiadaną muzykę w grupy wg. wykonawców i albumów, potrafi tworzyć playlisty na podstawie zaawansowanych regułek wyszukiwania, dociąga samodzielnie z amazon.com obrazki okładek albumów, dekoder działa całkiem wydajnie... ale wszędzie są jakieś drobne niedoróbki. A to w niektórych kontekstach skróty klawiaturowe nie chcą działać, to znowu znienacka się zawiesza lub segfaultuje. Przez dwa dni używania wywalił mi się kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy. Gdybym używał KDE to może bym to jakoś przełknął, ale w moim systemie Kaplikacje akceptuję tylko gdy są naprawdę, naprawdę dobre. Np. K3B ma u mnie fory, bo to porządny i dopracowany program. Amarok potrzebuje jeszcze p