Mój gospodarz już wcześniej przejawiał pewne zainteresowanie moim komputerkiem. Dzisiaj się to nasiliło.
Zaczęło się niewinnie - jako że jego park pecetów jest obecnie w stanie pewnej rozsypki, to i pożyczył mi swoje głośniki - sam z nich nie będzie teraz korzystał. Jakieś Creative 5.1, podłączyłem do swojej karty 4.1. Bo głośników swoich nie zwiozłem do Poznania, nie chciało mi się; myślałem, że wystarczą mi słuchawki. Ale fakt, głośniki są przydatne, więc podłączyłem sobie.
Słuchałem akurat jakiegoś miękkiego żeńskiego wokalu, gdy zapytał, czy aby nie mam czegoś mocniejszego. No to zaserwowałem mu trochę Therapy. Po paru kawałkach uznał, że liczył na coś nieco słabszego.
No i jakoś zainteresował się tym, czego używałem do przeszukiwania kolekcji muzyki. A używałem Amaroka.
Najpierw stał mi trochę za plecami, pytając o zakładkę "Collection". Spodobało mu się grupowanie utworów według artystów, albumów według lat itp. Zakładki z tekstami piosenek i wikipedią też przypadły do gustu, jak zresztą całość programu. Parę razy wyrwało mu się "fajny ten linux!". Podsumowując - w najbliższym czasie będziemy musieli mu zainstalować gdzieś jakiegoś Linuksa. Szlaaag :(
Już wcześniej mi mówił, że chętnie by wypróbował ten system i czy nie mógłbym go trochę poduczyć, ale udawało mi się wykręcać. Niestety dzisiaj zobaczył tego cholernego Amaroka :( OpenSource krzewi się samoczynnie, przez osmozę :(
A jakby tego było mało - w kuchni stanie zapewne domowy serwer samby. Zgaduj-zgadula, kto ma go postawić? No właśnie.
No nic, pewnie muszę się pogodzić z losem. Będę skazany na życie w mieszkaniu gdzie każdy pokój ma wtyczkę RJ-45 i jakiegoś blaszaka do niej przyczepionego. A, poza tym kąpiemy się w falach wifi, bo oczywiście obok kabli jest tu też aktywny Access Point. Obok mojego łóżka.
Od dawna uciekałem przed tak skrajnym nasyceniem elektroniką. Ale widać przeznaczenie dorwie każdego. Trudno. Może uda mi się sprząc przyszły serwer kuchenny z (równie kuchenną) wieżą. I zrobić taki kuchenny jukebox, sterowalny z innych komputerów w mieszkaniu. Bo na razie, żeby posłuchać czegoś sympatycznego stojąc przy garach albo jedząc śniadanie, muszę wypalać AudioCD...
Ale uczyć kogoś linuksa? Stawiać serwer W KUCHNI? Buuu :( Na co mi przyszło... to takie... takie...
(ale po cichu już zastanawiam się, jakie usługi mogę sobie hostować w kuchni ;)