ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Kategoria: Techniczne
Z pamiętnika developera

Spędziłem pół dnia tropiąc przykrą usterkę w kodzie. Ścigając go przemierzyłem dżunglę logiki zaszytej w XSL-u, rozległe stepy triggerów Oracle, ba, musiałem nawet przekopać się przez megabajty kryptycznych logów i uruchomić kilka eksperymentalnych konstrukcji SQL, przy okazji podglądając transmisję HTTP między serwerem a Firefoksem.

By naprawić błąd musiałem usunąć jedno "and $deleted = 1" oraz jedno "or not($reinsurer-syndicate-id)"

Najgorsze błędy są zawsze powodowane przez malutkie detale. Wiem o tym, przyzwyczaiłem się dawno temu. Miło jest naprawić poważny błąd malutkim, ledwo widocznym cięciem, lecz mimo tego odczuwam dziś pewną... nieadekwatność. Ech.

Orange Livebox i drukarka

Naszym providerem internetowym jest Orange. Do sieci łączymy się przez "pomarańczowego" Liveboksa. Czyli tak, jak wielu użytkowników Neo :)

Nie wiem na ile nasz livebox jest zgodny z tymi oferowanymi przez TPSA... przypuszczam, że sprzętowo jest to praktycznie to samo - dwa gniazdka ethernetowe, wbudowane wifi, port USB (host), gniazdko do podpięcia aparatu telefonicznego (VoIP) i jakiś Bluetooth, którego jeszcze nie rozgryźliśmy - ale firmware jest już pewnie mocno zależny od providera.

Problem z pomarańczowym liveboksem polega na tym, że rozwój firmware'u stanął w miejscu miesiące temu, gdy firma która się tym zajmowała przestała istnieć. Jedną z ciekawych "zaimplementowanych połowicznie" funkcji jest liveprinter -- działa to tak, że do modemu podłącza się drukarkę USB, dzięki czemu mogą z niej skorzystać wszystkie komputery podłączone do liveboksa.

Od niedawna mamy taniego laserowego Lexmarka E120. Do tej pory podpięty był do mojego komputerka, skąd był udostępniany innym maszynom. Ma to jedną wadę -- aby drukarka działała mój komputer musi być włączony. Spróbowałem więc użyć w końcu funkcji liveprinter.

Mimo niedopracowania sama funkcjonalność liveprinter zdaje się działać -- można podłączyć urządzenie USB do modemu, modem je wykrywa i rozpoznaje. Jedyny problem to brak dokumentacji "co dalej".

W przypadku Linuksów wystarczy skonfigurować sobie drukarkę sieciową - IP to 192.168.1.1 (standardowe IP liveboksa), port to 9100. I to wszystko :)

W Windows jest to trochę bardziej zamotane - po pierwsze, należy zacząć dodawać drukarkę lokalną, ale zaznaczyć, że komputer nie ma przeprowadzać automatycznego wykrywania sprzętu. Należy następnie ręcznie wpisać "port" drukarki, czyli IP modemu (Windows pozwala jako "port" wpisać również sieciowe IP). Po chwili namysłu Windows oznajmi, że nie rozpoznaje urządzenia - wtedy należy wymusić typ "PRINTSERVER" (znajduje się na liście standardowych typów do wyboru). Potem pozostaje już tylko wybrać/zainstalować odpowiedni sterownik i... DZIAŁA :)

Tym sposobem dzięki liveboksowi uzyskałem coś zbliżonego do normalnej drukarki sieciowej.

Orange to fatalny provider, ale ich Livebox to czasem całkiem sympatyczny kawałek sprzętu. Czy tepsiane liveboksy też mają takie dodatkowe funkcje?

PS: Liveprinter miało docelowo zostać rozbudowane do udostępniania przez SMB wszystkiego, co się podepnie przez USB. Czyli np. użytkownik wkładałby do portu modemu pamięć USB albo podpinał dysk na USB, a Livebox udostępniałby urządzenie wszystkim komputerom w sieci jako udział samby. Szkoda, że rozwój softu modemu stanął w miejscu. Można samemu próbować go poprawić i podmienić (modem ma linuksa na pokładzie!) i niektórzy ludzie tak robią, ale Orange zagmatwał co tylko mógł by utrudnić robienie takich numerów. Ech, typowe...

Refleksja poranna

Potrzebuję trzeciego monitora do pracy. Dwa przestają mi wystarczać.

Idealny byłby chyba jakiś widescreen i dwie standardowe 17" po bokach. Tylko jaką kartę graficzną trzeba mieć żeby to uciągnąć?

Google Web

Lubię usługi Google. Lubię ich rewelacyjną przeglądarkę wyszukiwarkę. Prywatne konto mam na GMailu i korzystam z niego tylko poprzez przeglądarki WWW. Lubię Google Notebook, Google Bookmarks (ostatnio sprzężone z Notebook), Google Readera... Uwielbiam Google Maps i Google Earth. Z Calendara nie korzystam za bardzo, ale gdybym był typem człowieka prowadzącego terminarz, to też bym go bardzo lubił.

To uzależnienie, spójrzmy prawdzie w oczy. Im dłużej używam jakiejś usługi, tym trudniej mi potem z niej przejść na coś innego.

Dzisiaj zauważyłem, że Googlowe Picasa Web Albums przestało działać poprawnie pod Operą. Nigdy nie działało tak dobrze jak w FF, ale teraz nawet pojedyncze zdjęcia się nie wczytują (czyli podstawowa funkcjonalność nie działa). Ot, googlowy monopol i wspieranie browserów.

Coraz poważniej zastanawiam się nad zapłaceniem za konto na flickerze. Jakiś hosting zdjęć by mi się przydał, a flickerowy interfejs zawsze dużo bardziej mi się podobał -- ale musiałbym zapłacić za konto, bo darmowe jest zbyt ograniczone. Myślałem, że Picasa będzie niezłym wyborem (zwłaszcza, że tak dobrze integruje się z desktopową Picasą), a tu znowu typowe dla Googla problemy wyskakują.

Wrrr.

Paczka ze sklepu internetowego

Kurier dostarczył mi dziś sporą (lecz lekką) paczkę z paroma drobiazgami ze sklepu komputerowego.

Klawiatura Logitech Premium (coś jak Ultra-X Flat MK2) - przypadła Aniołkowi, ale może się o nią upomnę jeśli puści mi samokontrola - ta klawiórka jest taaaak seksi...

Jakiś czytnik kart CF/SD/XD/... (Trust 42in1, ugh) - no ale był bardzo tani, a że czasem żałowałem, że nie mam...

No i najbardziej wyczekiwany kawałek zestawu - Creative X-Fi Audio. Gdy kupowałem nowy komputer, to odpuściłem sobie kartę dźwiękową i korzystałem ze zintegrowanego układu. Ale ileż można? Więc zamówiłem najtańszy model z serii X-Fi.

Było warto :) Muzyka w końcu brzmi tak jak powinna, procesor w tych kartach wyposażono w bardzo sympatyczny "podrasowywacz", wyspecjalizowany ponoć w przetwarzaniu muzyki pochodzącej z empetrójek i innych podobnych formatów (nie trzeba go oczywiście używać). Mi granie tej karty się w każdym razie bardzo podoba - akcentuje wokale i niektóre z ostrzejszych instrumentów, podbija basy i rozszerza całą scenę (reszta cech nie zmieniła się chyba specjalnie od czasów Audigy 2). Więc następne na mojej liście zakupów będą jakieś porządniejsze słuchawki. Może jakieś Sennheisery z ciut szerszym zakresem częstotliwości?

Aha, karty X-Fi nie działają pod Linuksem... :(

Dzisiaj jadę po mojego D80

Właśnie dostałem sms-a potwierdzającego, że mogę odebrać swoje zamówienie na Canary Wharf, W14 5AB, za jedyne 669,88 funtów.

Oznacza to, że wieczorem powinienem trzymać w łapkach mojego własnego D80, na razie z kitowym obiektywem 18-70mm.

:)) coś czuję, że dzień w pracy będzie mi się dłużył dzisiaj...

Aha, zamówienie złożyłem niecałe 2h temu. Szybka obsługa, nie ma co.

Z przypadłości komputerowych

Zdarza mi się sporo pisywać przy użyciu klawikordu komputera. I idzie mi to całkiem nieźle - bezwzrokowo, w szybkim tempie i w ogóle. Zauważyłem jednak ciekawe literówki które zaczynam robić gdy jestem już naprawdę zmęczony. Oddźwięczniam litery. Zamiast "b" piszę "p", zamiast "g" piszę "k" itp. I np. zamiast "starego" wychodzi mi "stareko". A z "wychodzi" robi się "wychoci".

Fascynujące.

Nie jest to taka typowa literówka ani palcówka, bo trafiam w klawisze bezproblemowo. Coś się psuje za to w sposobie w jaki myślę o słowach (gdy piszę, to tak naprawdę mówię do siebie w myślach).

Przypuszczam, że pod koniec długiego i pracowitego dnia część mózgu zaczyna się odłączać i na powierzchnię wyłazi coś, co normalnie by było wytłumione. Coś, co każe mi pisać przy użyciu jak najmniejszej liczby dźwięcznych dźwięków.

Robię takie błędy bardzo konsekwentnie (i strasznie mnie to irytuje), ale nie jestem w stanie nad tym zapanować. Te pomyłki są znakiem, że pora już iść spać, bo bez odpoczynku będą się tylko nasilać.

Zastanawia mnie czy to coś częstszego? Nie mogę uwierzyć, że pod wpływem zmęczenia tylko ja zaczynam mieć takie specyficzne problemy z ortografią. No i musi być jakieś naukowe wytłumaczenie. Powód, dla którego zmęczony Hoppke woli mniej dźwięczne literki. Czyżbym gdzieś głęboko w środku myślał wyłącznie przy użyciu twardszych, suchych literek? Czy jestem kryptodźwięcznofobem?

Moja przyszła nowa zabawka

Od przyjazdu do UK jestem pozbawiony własnego aparatu, bo swojego znakomitego, acz nieco wysłużonego i nienajnowocześniejszego Olympusa zostawiłem siostrze w Polsce.

Mam więc powód (pretekst? ;) by kupić sobie coś nowego.

Dla ułatwienia zawęziłem sobie już na starcie wybór do Canonów i Nikonów, a po pewnym researchu do duetu Nikon D40X i Nikon D80.

Ech, udręka wyborów... to przez nią nie kupiłem sobie laptopa -- nie umiałem sprecyzować swoich potrzeb (a raczej precyzowałem je przez "ma być lekki, mały, szybki, z dużym ekranem, mocną kartą graficzną, i długo trzymać na akumulatorze").

Z aparatami na szczęście jest ciut inaczej, więc przedwczoraj udało mi się podjąć decyzję: kupię sobie Nikona D80 :)

Nie wiem jeszcze kiedy i gdzie, ale najważniejsza część - wybór modelu - już, mam nadzieję, za mną :)

Myśl!

Szykuje się nam (narodowi) jakiś nowy system PESEL2, czy coś w ten deseń. Są organizowane przetargi, wygrywają je firmy itp. Standard.

Jednym z wykonawców ma być ponoć firma Pro-Info. Super, ale czy mają kompetentnych pracowników? Bo jeśli ich strona pozwala zainkludować zewnętrzne treści (o, np. tak), to...

Książkowy przypadek bezmyślności i żałosnego braku jakiejkolwiek wiedzy czy doświadczenia... Ale to nie przeszkadza w podpięciu się pod lukratywny kontrakt finansowany przez podatników.

I co się dziwić, że z takimi (pod)wykonawcami żaden państwowy projekt informatyczny nie wychodzi tak jak powinien?

MajEsKuEl

Jest sobie serwer MySQL, jest sobie baza jego. Baza jest fizycznie złożona z pliku bazy i pliku indeksów.

Jeden z indeksów jest zbędny, więc go usuwam.

Usuwanie trwa podejrzanie długo i podejrzanie mocno mieli dyskiem.

Zaglądam więc do katalogu z bazami i co widzę? Ano widzę, że MySQL przy usuwaniu jednego z indeksów robi kopię pliku z indeksami oraz KOMPLETNĄ KOPIĘ BAZY.

Uch. Nie rozumiem tego.

A myślałem, że dużym przegięciem jest już to, że nazwy baz są case-insensitive w MySQL pod Windows i case-sensitive w MySQL pod unix-like. Każdego dnia się człowiek czegoś uczy...

Zfs

Od miesięcy mam na pulpicie jakiegoś PDF-a o zfs. Wczoraj go przeczytałem.

Jestem pod wrażeniem. Serio. Chciałbym to zobaczyć w akcji na moim komputerku.

Ktoś wie czy/kiedy to ma szansę wyjść na Linuksa? Pomijam portowanie pod Fuse, chodzi mi o zwykły moduł podpięty bezpośrednio pod linuksowe VFS.

Najpopularniejsze API dla bloga?

Mam zamiar uaktualnić sobie nieco aplikację Repo (przy okazji podszlifuję znajomość jednego czy dwóch frameworków), a przy okazji chciałbym zaimplementować jakieś standardowe API blogowe (nie wiem jeszcze jak działają, liczę na coś ze świata webservice, ale tego się dowiem).

No i tutaj mam pytanie techniczne. Pytanie do blogujących. Jakie API warto implementować? Co ma najszersze wsparcie? MovableType? Blogger? Coś innego?

...no i może od razu zmieniłbym look. Na jakiś jaśniejszy. Bardziej kolorowy. I pastelowy. Jak nowy Jogger ;)

And now for something completely different

Cierpię ostatnio na chroniczny brak czasu powodowany pracą, dodatkowymi zleceniami, lenistwem oraz zarywaniem wolnych godzinek przed Neverwinter Nights (Lilka sobie kupiła NWN razem z dwoma dodatkami, a ja jej podebrałem i pogrywam sobie. Fajnie jest mieć geek girlfriend :)

Ale ad rem. Jako że w mandrivie znowu się trochę rzeczy rozjechało (m.in. devpts przestał się poprawnie montować na niedystrybucyjnych kernelach, a skrypty startowe zaczęły pluć dziwnymi błędami - wiem wiem, jakbym nie wyłączył bootsplasha, to bym tego nie widział) a mnie znowu naszła ochota na przemeblowanie, to i posadziłem sobie Ubuntu.

Podchodziłem do tego systemu już wcześniej, ale ze względu na masę niedoróbek i braki pakietów postanowiłem jeszcze odczekać jedno-dwa wydania.

No i właśnie minęło to jedno-dwa wydania, a że akurat wyszło Ubuntu Feisty, to i skorzystałem.

I... jest OK. Od jakiegoś już czasu korzystam z Gnome (ale przeglądarką jest Opera, odtwarzaczem Amarok, przeglądarką procesów qps, a gdyby Brasero nie dawał rady, to mam zawsze K3b w odwodzie), więc Ubuntowa koncentracja na Gnome mi bardzo pasuje.

System jest ładny i estetyczny, bardzo profesjonalnie wykończony (mówiąc "profesjonalnie" mam na myśli taki profesjonalizm pokroju Apple). Kolorki są OK, o ile lubi się brąz, kolory ziemi i ostry pomarańcz. Ikonki bardzo ładne. Całość schludnie opakowana.

Instalator bardzo sprawny i szybki, minimum pytań, minimum ingerencji usera (to częściowo i wada). Aha, wykrył moją instalację Windowsa i zaproponował import windowsowych kont na Linuksa :) Pierwszy raz widziałem coś takiego, bardzo miły akcent. Nie skorzystałem, bo moje windowsowe konta są czyste i służą tylko do odpalania egzotycznego softu windows-only, ale wielu userów pewnie doceni możliwość zaimportowania sobie dokumentów czy tapety.

System jest z definicji single-user (bo każdy może zrobić "sudo su", a rasowe konto roota jest początkowo bezużyteczne), ale o dziwo bez autologowania. (...)

Czytaj dalej...
Fakty z życia

Dzisiaj przytoczę trzy fakty:

  1. Można stworzyć 100% sztuczny rendering, który będzie wyglądał jak żywy człowiek z gumowymi uszami (jak hobbit z gumowymi stopami w ekranizacji Władcy Pierścieni).
  2. Charlie Chaplin wziął kiedyś potajemnie udział w konkursie na swojego sobowtóra. Zajął siódme miejsce, nie dotarł do rundy finałowej.
  3. W życiu mężczyzny wszystko kręci się dookoła jedzenia, cycków i budowania cywilizacji.
O przyzwyczajeniach

Prawda, że przyzwyczajenia są drugą naturą?

Siedzę dziennie po kilkanaście godzin przed monitorem komputera/komputerów, jest to więc spora część mojej aktywności. I w pewnym momencie spostrzegasz, że dorobiłeś się już nawyków, małych przyzwyczajeń. Rzeczy, bez których nie możesz/nie chcesz pracować (a jak musisz, to cierpisz za miliony).

Moje nawyki/preferencje to:

A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zaczynają mi się dodatkowo podobać monitory widescreen. Aczkolwiek to może dlatego, że sam posiadam monitor 17" i bardzo podoba mi się Eclipse mający w poziomie więcej niż 1280 pikseli. Gdybym miał kupować sobie nowy monitor, to pewnie i zwykły 4:3 by mi się bardzo podobał, o ile by miał ze 20" :)

PS: Innym moim nawykiem jest Linux jako system operacyjny, ale oczywiście nie wszędzie mam ten komfort :(

A jakie Ty masz nawyki? Jakieś konkretne elementy wyglądu, marki, programy? A może napoje "do picia przed monitorem"?

Don't hurt the web

...use open standards.

Prawda, że fajna akcja?

Ja to Przetłumaczyć

Z racji bycia językoznawcą (przynajmniej z wykształcenia), dość bliski jest mi temat automatycznej translacji tekstów. Za pomocą komputerów. Wiadomo, babelfish i inne takie. Jak wszyscy wiemy, efekty są często rozkosznie nieporadne. Jak np. to automatyczne tłumoczenie :)

Jedno z najgroźniejszych stworzeń świata

Jednym z najgroźniejszych stworzeń świata jest regexp pospolity (lat. regexpus vulgaris). Błędnie zastosowany znacząco wpływa na przyrost naturalny populacji tzw. bugów.

Od rana próbowałem dojść, czemu z wynikowych dokumentów znikają mi pierwsze dwie linijki na stronie tytułowej. Powodem była nadmiarowa gwiazdka w regexpie. Do regexpów trzeba z szacunkiem...

HtmlUnit. Nice!

Zabieram się właśnie za pisanie automatycznych testów do Repo. Automatyczny test (albo test jednostkowy) to kawałek kodu który sprawdza, czy inny kawałek kodu działa poprawnie. Czyli próbuje go używać na różne sposoby i alarmuje jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego. W Javie używa się biblioteki JUnit wspomagającej pisanie testów, dla .NET jest chyba coś podobnego. Pewnie istnieje też jakiś PyUnit. Miłe jest też to, że Eclipse bardzo pomaga w tworzeniu i korzystaniu z testów.

Nie znam się na automatycznych testach. I dlatego chcę dorobić trochę testów do Repo.

Zamiast testować struktury danych, zachowanie bazy etc. postanowiłem zacząć od testowania tego, co widać w przeglądarce. To bardziej nietypowe - wszystkie testy jakie gdzieś widziałem operują na poziomie kodu, wywołują metody i sprawdzają wartości przez nie zwracane, etc. Repo również powinno mieć takie testy (np. tworzące nowy obiekt w bazie danych, sprawdzające czy ma poprawną zawartość, usuwanie go, sprawdzanie czy zniknął, tworzenie niepoprawnego obiektu, sprawdzanie czy zostało to wyłapane itp.), ale nimi zajmę się później.

Na razie interesuje mnie podejście bardziej "zewnętrzne", takie, które testuje Repo poprzez serwer http. Zacząłem więc szukać sobie gotowego toolkitu, i proszę - znalazłem HtmlUnit. Jejciu, jakie to fajniutkie :)

W odróżnieniu od innych "wspomagaczy" ten pozwala operować na dość wysokim poziomie (czyli bez babrania się w nagłówkach HTTP, choć można uzyskać dostęp i do tych danych). (...)

Czytaj dalej...
Permanentna Inwigilacja (Beta)

W wolnej chwili bawiłem się wczoraj moim małym czołgiem, tfu, chciałem powiedzieć moim małym www. Dodałem do niego filtr logujący ruch WWW. Najbardziej interesujące są oczywiście fragmenty z refererami, pozwalające mi m.in. zobaczyć czego szukają ludzie na googlach czy onecie zanim trafią w te tu skromne progi.

Logowanie jest fajniutkie. Kiedyś, nie tak dawno temu, Repo miało dział "statystyki", gdzie pokazywane były statystyki ruchu - liczba odwiedzin etc. Było to generowane webalizerem na podstawie logów Apache, ale... ale skoro moje małe www to teraz bardziej Normalna Aplikacja niż jakiś tam zbiór stron HTML, to i mogę dane potrzebne do statystyk zbierać samodzielnie. Co i robię. Od wczoraj w bazie danych logowane są potrzebne mi informacje. Za każdym razem gdy ktoś tu zagląda.

Dane zgromadzone w bazie można bardzo szybko przetwarzać, dużo szybciej i wygodniej niż by to mógł zrobić webalizer, no a z racji tego, że całość napiszę sobie samemu, to i mam okazję serwować na www dokładnie te informacje, które mnie interesują.

...w ramach ćwiczenia przepiszę może w Innej Wolnej Chwili też stary generator statystyk usenetowych (jeśli ktoś go jeszcze pamięta), tak by ładnie współpracował z moim małym czołgiem...

A na razie bawię się odpytując bazę danych z informacjami o odwiedzinach na Repo. Trochę osób wpada z Googla, trochę z Google Images. Jest trochę zapytań technicznych: "ksh shell", "fvwm", "dobre słuchawki douszne", "jak wspinać kable internetowe do gniazda" (pisownia oryginalna), trochę seksualnych ("mokro między udami", "kisiel ochota sex", "niegrzeczne laski na sex imprezach", "sex w rodzinie opowiadania erotyczne"), trochę dziwnych ("koło sternicze", "co porabiasz?") i trochę całkowicie niezrozumiałych ("zabić skurwiela", "usuwanie śladów po włamaniu na komputer"). Aha, i jest dużo zapytań o pory roku ("jesień", "zima", "zdjęcia jesieni") oraz aktualne wydarzenia ("święto zmarłych"). W przyszłości mam zamiar zrobić osobną stronę, która w czasie rzeczywistym będzie prezentowała teksty z wyszukiwarek, i skonfigurować ją tak by wyszukiwarki jej nie indeksowały i nie powiększały chaosu. A dlaczego? Bo mogę :) Bo zrobiłem sobie na Repo 2.0 na tyle rozszerzalną infrastrukturę, że mogę coś takiego odwalić bez większego problemu. W końcu filologeek lubi się bawić swoimi zabawkami...

Update

Nietrudno było zauważyć, że Repo ostatnio dość dziwnie działa. Wszystko (no, prawie) spowodowane jest przesiadką maszyny serwującej Repo z jednego systemu (Gentoo Linux) na drugi (OpenBSD).

Więc tak: prędkość spadła, bo admin drastycznie przyciął pasmo przypisane Repo (ale obiecał to odkręcić, więc powinno być przejściowe...)

Pliterki w komentarzach się skopały, bo na OpenBSD postawił MySQL, ale nie przeniósł dotychczasowej konfiguracji kodowań w 100%. A MySQL potrafi być bardzo kłopotliwy jeśli idzie o kodowania. Ale to już zabezpieczyłem po stronie aplikacji Repo.

Linki do stron domowych Czytelników się popsuły, bo równolegle dość mocno refaktoryzowałem kod Repo (kończąc książkowy wręcz model Web MVC).

Trochę drobnych detali się pozmieniało. Poprawiłem w paru miejscach zgodność z XHTML, w dziale z artykułami trochę przerobiłem menu nawigacyjne, przy wysyłaniu komentarzy dodałem odrobinę kodu JS który waliduje podstawowe rzeczy, w przyszłości może dodam jeszcze trochę bezużytecznych uprzyjemniaczy ;)

No i muszę się solidniej wziąć za blogowanie...

Googletoys

Właśnie bawię się nową zabawką, "My Sites" Google (mam nadzieję, że podałem właściwy link). Zarejestrowałem sobie tam Repo i uzyskałem dostęp m.in. do historii wyszukiwań jakie Google przechowuje, i jakie są kojarzone z Repo. Dane można pobrać w formie pliku CSV, do którego od ręki napisałem sobie mały parsero-agregator w pythonie. Jeśli dobrze rozumiem FAQ googla, to nie są to zapytania po których ludzie zdecydowali się kliknąć na link i wylądowali na Repo. Są to zapytania, które sprawiły, że gógiel umieścił Repo wśród wyników. Pozwoliłem sobie, jak zwykle, wybrać te najmniej związane z Repo:

zestaw do lepienia balwana
zdjęcia pocałunków namietnych
nie dała mi nic zapytać elki
buuuuuuu
zdjęcia bernardyna
sex fotki z urlopu
zdjęcia facetów
operacja podniebienia w zielonej gorze
to nie dla mnie
"the cardigans" bdsm
sex mamy
sex obrazki
syfilis
dlugi prywatne
tyłek
od tyłu

Google rządzi :) Frapuje mnie to "the cardigans bdsm". Zastanawiam się cały czas, czy chodzi o BDSM przy muzyce The Cardigans (którą to grupę zresztą bardzo lubię), czy może BDSM z użyciem tego konkretnego ciuszka? Obydwa te warianty by mi się chyba spodobały :)

Zwykły dzień

Kolejny zwykły dzień się kończy. Jest już po dziesiątej wieczorem, a ja siedzę w zaciemnionym mieszkanku przed ekranem komputera, zajadając pyszne jabłka (papierówki importowane do Poznania z Zielonej Góry) i zapijając jakimś Tyskim z puszki. No i próbuję coś zablogować. Siedząc w satynowych, podejrzanie kolorywych bokserkach i wiśniowym podkoszulku. Rozczochrany jak rosomak, bo u fryzjera już dawno nie byłem - jeszcze trochę i zacznę wyglądać jak te dziwaki z Dragon Balla. Ale taka ekscentryczna szopa na głowie pasuje idealnie do image młodego programisty, więc mi to nie przeszkadza. No i będzie jak znalazł jeśli zechcę kiedyś zostać tzw. Szalonym Naukowcem :)

Dzień zacząłem bardzo dobrze, budząc się w miękkiej, ciepłej pościeli po spokojnie prześnionej nocy (to już druga noc z rzędu podczas której mam bardzo przyjemne, relaksujące sny i budzę się naprawdę wypoczęty - nie wiem czy nie ma to związku z tym, że przestawiłem tapczan i śpię głową na wschód). Śniadanie sztampowe - muesli z mlekiem, połówka rogalika z dżemem. Sprawdzić pocztę, rss-y, obejrzeć dzienną porcję komiksów (oprócz UserFriendly, bo ten jest aktualizowany punktualnie o dziewiątej). I do pracy.

W pracy oglądam UserFriendly, czytam korporacyjną pocztę (włączając outlooka powtarzam sobie zawsze "byle nic do mnie, byle nic do mnie" - maile kierowane do mnie zwykle oznaczają jakieś nieprzyjemne rzeczy do wykonania ;), zaglądam do firmowego bugtrackera i biorę się do pracy. Ostatnio siedzę po uszy w kobyle - refactoring wyjątków. W projekcie jest masa wyjątków (setki klas), część z nich bardzo obciąża VM i ma różne dziwne efekty uboczne, bo dziedziczy po jednym dość paskudnym wyjątku. Zadanie polega więc na przerobieniu hierarchii wyjątków, dostosowaniu kodu, przeczyszczeniu klauzul throws pod kątem wyjątków dziedziczących po RuntimeException, sprawdzeniu czy pewien konkretny wyjątek nie jest używany w miejscach gdzie potrzebne by były rollbacki transakcji, a przy okazji generalnych poprawkach wszystkiego co tylko rzuci się nam w oczy. Nam. Bo dostałem pomocnika :) I wolną rękę w refactorowaniu kodu według mojego widzimisię. Więc wreszcie mogę zmieniać co tylko zapragnę. (...)

Czytaj dalej...
Sansa e130 512MB + SD 1GB

Motywowany paroma drobnymi przelewami jakie udało mi się niedawno wyrwać moim dłużnikom z gardziołek, wziąłem byłem i postanowiłem kupić sobie w końcu kartę SD do swojego odtwarzacza MP3 (o którym już pisałem).

W normalnych warunkach kupiłbym coś na Allegro, ale przy moim obecnym trybie życia przesyłki to straszna komplikacja. Dlatego rozejrzałem się po sklepach (sztuk dwie, bo nie znam innych w Poznaniu). Komputronik odpadł, bo akurat nie mieli niczego ciekawego na stanie. Zaszedłem więc do znak.pl, bo mieszczą się akurat przy mojej trasie dom-praca, no i parę dni temu kupowałem tam pendrajwa (dla siostry). A ja lubię sklepy które już znam :)

Tam również nie mieli zbyt ciekawej oferty dostępnej "na sklepie", ale wyszedłem z Kingstonem 1GB. Kingstony są względnie tanie i mają dożywotnią gwarancję, ale w swoim segmencie cenowym są powolne jak jasna cholera. Gdyby to miała być karta do aparatu, to pewnie bym jej nie kupił. Ale odtwarzacz MP3 nie potrzebuje dużej wydajności, więc ją wziąłem.

Zamontowałem w Sansie, podłączyłem do linuksa... i pierwszy problem - system widzi playerka, ale nie widzi karty (powinien widzieć je jako dwa osobne napędy). Sprawdziłem szybko czy WinXP zobaczy drugi napęd - zobaczył. Czyli sprzętowo jest OK, a problem tkwi w moim linuksie. Podejrzewałem, że to konfiguracja mojego kernela (mocno okrojona i dostosowana do sprzętu), więc wypaliłem szybko Ubuntu Live na CD-RW i sprawdziłem, czy sobie poradzi. Ubuntu dało radę (przy okazji przypisując playerkowi słitaśne ikonki pokazujące, że wpiąłem wymienne napędy USB o przeznaczeniu muzycznym - Ubu ma naprawdę dopracowane GUI, może dać mu szansę na dysku?). (...)

Czytaj dalej...
SanDisk Sansa E130 512MB

Po zakupieniu sobie tytułowego odtwarzacza MP3 mogę pokusić się o pierwszą recenzję. Playerka nabyłem w Agito.pl, bo ten sklep internetowy miał najlepszą cenę (199zł).

Obsługa klienta była bezproblemowa - musiałem się zarejestrować, wysłałem zamówienie, po przygotowaniu przez nich sprzętu do wysyłki poprosili o przelew. Przelałem, zaksięgowali, wysłali. Fakturę wystawili mi na adres zielonogórski, paczkę przesłali do Aniołka (niestety, w moim obecnym lokum nie jestem za bardzo w stanie odbierać poczty, a odbieranie paczek pod adresem firmy w której pracuję też nie jest takie do końca wygodne).

Sam playerek ma wbudowane 512MB pamięci i slot na kartę SD o pojemności maks. 2GB. Czyli można go rozbudować do 2,5GB, co jest już bardzo rozsądną wielkością. Gdy doda się do tego fakt, że karty SD można przecież wymieniać w trakcie korzystania z playera, to zabaweczka tylko zyskuje. Bo to przecież podstawowa bolączka takich odtwarzaczy - nigdy nie mają dość pamięci, by pomieścić wszystkie potrzebne dane. W przypadku tego wystarczy zorganizować sobie dostatecznie dużo kart pamięci ;)

Nie mam jeszcze żadnej karty SD, ale "zamiaruję" kupić sobie jakąś 1GB (pewnie na Allegro, bo tam naprawdę przyzwoitą kartę mogę znaleźć za ~80-90zł). Niestety, 512MB to nie jest zbyt dużo. Oczywiście jest to, patrząc technicznie, sporo miejsca, bo AŻ parę albumów się zmieści - ostatnim przenośnym odtwarzaczem muzyki jakiego używałem był kasetowy walkman Sony (i było to w czasach liceum). Więc zrobiłem przeskok z technologii kasetowej do pamięci flash, omijając erę discmanów, tak więc powinienem doceniać fakt, że zamiast jednej kasety mam przy sobie kilka albumów. No właśnie, powinienem doceniać. Ale coś nie doceniam. Więcej nawet, już teraz widzę, że nigdy nie będę tak do końca zadowolony, bo oczekuję od przenośnego playera, że będzie czymś w stylu małego Amaroka. Niestety, rozpuszczony jestem ;) (...)

Czytaj dalej...
Refleksja technologiczna.

Niewiarygodne jak ten nasz świat pędzi do przodu.

Gdy półtora roku temu kupowałem sobie aparat cyfrowy (przestarzały już wtedy o rok), dość szybko kupiłem też dodatkową kartę pamięci. 128MB. Czemu tak mało? Bo to karta SmartMedia, a one po prostu nie są produkowane w większych pojemnościach. Aparat ma też prawdopodobnie dodatkowy limit 128MB w swoim oprogramowaniu.

Zazdrościłem wtedy trochę posiadaczom zabawek na karty CF, bo po pierwsze mieli dostęp do kart o pojemnościach 256MB, 512MB, a nawet porażających (acz dość drogich) 1GB. No i za te prawie 100zł, które wydałem na kartę SM 128MB, mógłbym bez problemów kupić CF 256MB.

Mam dużo styczności z komputerami. Te wszystkie elektroniczne, oprogramowane zabawki jakoś mnie pociągają, być może za parę lat wykształcę nawet jakiś paskudny nawyk gadżeciarstwa. Dodatkowo próbuję właśnie powiązać swoją przyszłość z branżą IT, co również bardzo mi pasuje - lubię te wszystkie urządzonka, technologie, zmiany. Lubię tempo w jakim wszystko się rozwija, i lubię to z konsumencko/filologikowego punktu widzenia. Jako konsumenta cieszy mnie pojawianie się coraz to nowych komputerów, akcesoriów, gadżetów. A filologik lubi mieć nowe urządzonka w których może podłubać. Mobilne rzeczy (aparaty, odtwarzacze, nośniki danych, narzędzia komunikacyjne/PIM) mnie szczególnie pociągają, bo są miłą odskocznią od huczących pecetów. Nie jestem wizjonerem, ale myślę, że w nie tak znowu dalekiej przyszłości laptopy i pecety zostaną zastąpione urządzeniami bazującymi na technologiach mobile - żadnej mechaniki precyzyjnej, wirujących elementów, minimum aktywnego chłodzenia...

W końcu już teraz, gdybym miał kupić telewizor, to zapewne szukałbym jakiegoś LCD/plazmy (a może OLED?). Inna sprawa, że telewizora specjalnie nie potrzebuję, bo został w moim życiu wyparty przez internet. (...)

Czytaj dalej...
Picasa for Linux

No proszę! Doczekaliśmy się Picasy na Linuksie. Dla niewtajemniczonych: Picasa to taki program, tworzony przez Google.Celem tego programu jest zarządzanie kolekcją cyfrowych zdjęć - katalogowanie, drukowanie, wysyłanie przez e-mail, tworzenie galerii, przeszukiwanie zasobów... Coś w rodzaju cyfrowego albumu dla posiadaczy cyfrowych aparatów.

Do tej pory Picasa była dostępna tylko pod Windows. Nie było to jakimś wielkim problemem, bo istnieje przecież znakomity f-spot, ale miło jest gdy "wielcy gracze" (jak Google) dostrzegają systemy inne niż Windows. Zwłaszcza gdy idzie o Google, które niestety traktuje wszystko spoza ścisłego mainstreamu po macoszemu. Ot, Google Earth (windows only) czy Google Calendar (który nie działa zbyt dobrze w Operze). Dlatego sama Picasa sama w sobie mnie nie interesuje aż tak bardzo, jestem jednak zadowolony z faktu zauważania przez Google istnienia Linuksa. Jedna jaskółka wiosny, oczywiście, nie czyni. Ale i tę nagą jaskółkę przyjmę ;)

A dlaczego nagą? Ano, wystarczy się przyjrzeć Picasie pod linuksem. Po pierwsze - winelibs. Tak, Picasa linuksowa to z grubsza Picasa windowsowa, tyle że połączona z bibliotekami Wine (Corel swego czasu też próbował takiego eksperymentu i efekt był mizerny, dziwne że Google postanowiło tak samo zaryzykować. Oczywiście obecne Wine jest o wiele lepsze niż kiedyś, ale mimo wszystko...). Oczywiście nie ma niczego złego w korzystaniu z Wine, zwłaszcza gdy jest to praktycznie jedyna realna możliwość przeportowania programu, trzeba jednak znać konsekwencje takiego wyboru. (...)

Czytaj dalej...
Stare Repo mocno śpi...

Tak właśnie. Stare Repo poszło spać ustępując miejsca Nowemu Repo. Adresy wskazujące na stare Repo przekierowują teraz na główną stronę Repo2.0, a niektóre adresy (jak RSS czy poszczególne artykuły) prowadzą od razu w odpowiednie miejsca. Wszystko to serwowane jest z kodem HTTP "301", czyli "Moved Permanently". Dzięki temu Google powinno mnie nadal widzieć i dostosować się z czasem do nowej sytuacji.

Uznałem, że Repo2.0 jest już wystarczająco stabilne by sobie dać radę.

O sprawach prywatnych nie będę teraz pisał, żeby nie zapeszać (choć sporo, oj sporo się zaczyna u mnie teraz dziać). Ale mogę trochę o technicznych rzeczach, bo czemu by nie?

Po pierwsze, mam od jakiegoś już czasu monitorek LCD. Chyba o tym nie wspominałem, prawda? Całkowicie niegeekowo wszedłem do sklepu i po prostu przedstawiłem swoje wymagania sprzedawcy, prosząc o radę. Chwilę potem wychodziłem z Flatronem L1715S pod pachą. Bardzo fajna regulacja ostrości (wtyczka D-SUB), bardzo fajny wygląd, kolory, kontrast i jasność jak najbardziej wystarczają do siedzenia w trybie graficznym, "korzystania z internetu" i klepania kilobajtów tekstu. Wiem że to low-endowy monitor, ale naprawdę jestem z niego bardzo zadowolony. Gdybym się cofnął w czasie, to jeszcze raz bym go kupił.

Dzięki LCD odzyskałem dużo miejsca na biurku. Miejsce zostało błyskawicznie skolonizowane w imieniu Jego Wysokości Bałaganu I.

Inna rzecz: akumulatorki mi padły, te których używam w aparacie. 4 ogniwa AA. Przypuszczam, że ładowarka się zepsuła (od jakiegoś czasu coś w niej latało, ale nie mogłem rozkręcić obudowy bo nie mam odpowiedniego wkrętaka) i systematycznie je niszczyła przy ładowaniach. A swoje dno akumulatorki osiągnęły akurat podczas majowego weekendu, wytrzymując po ładowaniu tylko jeden dzień (gdy były fabrycznie nowe, to wytrzymywały ~30 dni ostrego fotografowania), więc zaraz po powrocie do cywilizacji kupiłem nową ładowarkę i nowy komplet akumulatorków. W formie zestawiku GP PowerBank Traveler. Oby służył mi dobrze. Ciekawostka techniczna: ładowanie 4 akumulatorków w dwóch sesjach (dwa razy po dwa akumulatorki) wychodzi krócej, niż ładowanie równolegle wszystkich czterech ogniw. Ot,taka specyfika tej ładowareczki. (...)

Czytaj dalej...
Chaos w głowie...

Prace na froncie Repo2.0 trwają. Nie idzie zbyt szybko, bo więcej czasu chyba spędzam na projektowaniu i zastanawianiu się jaka architektura będzie najkorzystniejsza i najbardziej "przyszłościowa" niż na właściwym kodowaniu. Ale chyba zrobiłem w końcu dodawanie komentarzy, łącznie z prostym antyspamem. Piszę "chyba", bo wydaje mi się, że wszystko działa należycie - ale wiadomo jak to jest, na pewno zaczną wyłazić jakieś przeoczenia, sytuacje których nie przewidziałem itp. Trochę czasu mi zabrało miotanie się w światku servletów i JSP, ale koniec końców chyba wszystko działa tak jak bym chciał. Nie ma co oczekiwać cudów bez sięgania po JS (którego nie mam zamiaru dotykać), ale powinno być OK. Grunt żeby przeładowanie strony nie powodowało wrzucania drugi raz tego samego komentarza - ale to chyba udało mi się zrobić. Mam nadzieję, że będzie się sprawdzało w praktyce :)

Co teraz... no cóż, mam ładnych parę rzeczy do wyboru ;) Artykuły powinny mieć zdolność do "przypinania" ich, ale nie tak jak to jest robione np. na joggerze. Przypięte by wędrowały (jako same tytuły) do specjalnej kolumny po prawej stronie ekranu. Taka kolumna z "zakładkami", o. Wtedy mógłbym wywalić cały dział "Czytelnicy", zamiast niego zrobić jeden wpis na blogu i przenieść do niego komentarze, a następnie przypiąć ten wpis żeby był łatwo dostępny. To akurat by była dłubanina praktycznie czysto xhtml-owa, bo z punktu widzenia silnika to drobna modyfikacja generatora layoutu i dowalenie kolejnej kolumny w bazie komentarzy. Więc pewnie odłożę to na później.

RSS bym mógł już teraz zrobić, a przynajmniej szkielet przygotować. Javowych bibliotek generujących i parsujących RSS-y jest od groma, kwestia wybrania sobie jakiejś. Może RSSLibJ? Wygląda na generator, a nie parserogenerator, więc API i dokumentacja powinny być bardziej zwarte. (...)

Czytaj dalej...
Ruch przy Repo 2.0

Progress update.

Dalej dłubię przy Repo 2.0 ;) Dzisiaj skończyłem dział z Artykułami. Wczoraj koszmarnie dużo czasu mi zeszło na wyciąganie ze statycznych stron HTML danych z lekkim markupem, takich które bym mógł potem wepchnąć do bazy danych. Sprawę dodatkowo skomplikował fakt, że większa (objętościowo) część tekstów była pisana w jakiejś antycznej konwencji, używała też całkiem innego szablonu CSS niż obecne Repo. Tak że sporo czasu zajęło mi dociąganie tekstów do obecnego standardu Repo. Masa vimowania, pisania regexpów i makr ad-hoc. No ale zrobiłem. Teraz będę mógł wywalić w końcu ten zalegający, stary arkusz styli i mieć na całym Repo jednolity look. Artykuły siedzą sobie grzecznie w bazie, spisy treści i nawigacja generuje się automagicznie, ogólnie jestem zadowolony.

Ale to wszystko bebechy, rzeczy które tkwią pod maską i cieszą pewnie tylko mnie :) Więc zrobię inaczej, "pokażę" to co zrobiłem do tej pory. Dzisiaj zainstalowałem sobie z ciekawości pewne rozszerzenie do FF, do chwytania screenshotów całych stron. No i pokazę rezultaty jego działania (na przykładzie nowego silnika Repo, a co! :)

Na pierwszy ogień - strona główna. Trochę zmieniłem politykę pokazywania wpisów - zawsze widać 5 ostatnich, z tym że teraz, tak jak i w innych systemach blogowych, nie będzie zbyt dużo tekstu na głównej (przycisk "Czytaj dalej...").

Drugi zrzut - widok pojedynczego wpisu, z komentarzami. Na razie niczego tu nie ulepszyłem, ot, udowodniłem sobie, że baza danych działa.

Dawny Moskwicz zostanie przechrzczony na Galerię. Jak widać spis "galeryjek" wygląda trochę inaczej. Nie zmieniły się za to specjalnie ani widok miniaturek, ani pojedynczych fotek. (...)

Czytaj dalej...
Moje preferencje biurkowe

Nie mogę używać Ubuntulooks, bo coś się krzaczy w niektórych widgetach gtk+, głównie w gqview i firefoksie (przy czym w FF tylko jeśli pasek adresu mam przeciągnięty obok menu. Nie, na tym screenie akurat nie widać Ubuntulooks, za to widać samą rearanżację UI. Niemożliwą do uzyskania w Operze, niestety.

W gtk+ spróbowałem czegoś - wziąłem nowy temat "Human" z ubuntu i zmieniając parę wierszy przestawiłem go na stary, dobry clearlooks. Wyszło całkiem ciekawie, prawda? Teraz potrzebuję tylko jakiegoś ładnego zestawu ikonek. Ikonki "mimetype'ów" z Tango są chyba najfajniejsze. Za to ikonki folderów zostawiłbym chętnie z human yasis, bardziej mi się podobają niż te szare lub niebieskie z Tango. Są chyba bardziej zaokrąglone i jakoś tak milej się na nie patrzy. I kosz z hyasis mi się bardziej widzi... ale w innych tematach widziałem też parę innych, ładnych ikonek... więc pewnie wyjdzie miks. Podobają mi się takie tematy jak d3a, glass icons, edge czy etiquette, ale są niekompletne - a w ikonkach nie ma nic gorszego niż braki, gdy w widoku folderu nagle parę plików ma ikonki z całkiem innej parafii... Jedyne wyjście to chyba łączenie podobnych zestawów ikon ze sobą. A najbardziej dopracowane zdaje się być tango właśnie, więc najprościej będzie mi chyba w Tango parę małych podmianek zrobić.

BTW, jest jedna rzecz którą bardzo sobie cenię w Gnome - skalowanie ikonek na pulpicie. Tzn. to, że mogę samemu rozciągać wybrane ikonki. A ikonki różnych rozmiarów to jest to. Przypomina mi trochę czasy Amigi i Workbencha. Nie, serio - jedna z największych bzdur na pulpicie to wymuszanie ikonek jednego rozmiaru. A przecież lubimy sobie eksponować rzeczy ważniejsze, czy częściej używane. Położenie to jedna sprawa, kolory i emblematy druga, ale ROZMIAR to krytycznie ważna rzecz. O, ten przykład. Po pierwsze - większy kosz. Lubię duże kosze. W ten sposób przeciągając na kosz jakieś ikony łatwiej mi uwierzyć, że się zmieszczą (ok, nie przeciągam nigdy tylko naciskam Del, ale i tak lubię duże kosze. Niektórzy lubią duże cycki, ja lubię duże kosze. Taki mój mroczny sekret. (...)

Czytaj dalej...
Wodzony na pokuszenie

"Dobry wieczór. Nazywam się Grzegorz i jestem nałogowym dłubaczem."

Kusi mnie. Kusi mnie żeby wypróbować DEBIANA. Oj, jak mnie kuuusi... Próbowałem usiąść i poczekać aż mi przejdzie, ale nie przeszło. Co robić?!

Kusiło mnie też trochę by spróbować ubuntu, ale koniec końców chyba bym wolał Debiana... sam już nie wiem. Jestem dzisiaj bardzo niezdecydowanym liskiem...

Z innej beczki - opróżniłem dzisiaj kosz na biurku. Ponad 15GB śmieci w nim tkwiło. BTW, podoba mi się to jak Nautilus ponazywał elementy w koszu (chodzi mi o nazwy duplikatów, np. "Adobe" :)

Przymiarki do Repo 2.0

Dane części "blogowej" Repo już od jakiegoś czasu siedzą sobie w moim domowym mysql-u, wyjmowanie ich też już działa. Zastanawiam się tylko co zrobić z artykułami. No i layout, nawigacja... ale to potem.

Hasta la vista, XP

Windows mi się obraził. Chyba chodzi mu o to, że więcej uwagi poświęcam Mandrivie niż jemu... Przy uruchamianiu zacina się na ładowaniu Mup.sys (zaraz na samym początku sekwencji ładującej). Pięknie, pięknie. Nie negocjuję z terrorystami, wręcz przeciwnie - skoro Windows strzelił mi focha, to ja mu teraz odstrzelę partycję z profilami userów (będzie 70GB kolejnego ext3 dla mandrivy). Gdzie to ja miałem mojego cfdiska... :)

Powrót do Linuksa

Aj, nazbierało mi się trochę... więc może obiecany wpis techniczny?

Jestem znowu na starych śmieciach. Liiii-nux. Nie wiem, chyba nie jestem typem windowsowca. Mógłbym opisywać dokładniej - że nie podoba mi się kiepska interaktywność XP, że jeden proces intensywniej korzystający z I/O dyskowego potrafi skutecznie zamrozić cały system, że diagnostyka błędów jest bardzo utrudniona, że doinstalowanie jednej głupiej aplikacji może system rozwalić tak, że tylko odzysk obrazu partycji pomoże. Do tego dziwnie działający podsystem VM...

No i jestem jednak przyzwyczajony do tej mieszanki GUI/CLI, jakiej używam pod Linuksem. Gdy mogę coś wyklikać - to wyklikuję. Gdy szybciej zrobię coś jakąś pętelką w shellu - to shelluję. Windows jest sprofilowany na GUI, co odkryciem żadnym nie jest, ale ja przez tyle czasu nie miałem styczności z Win, że zapomniałem co to oznacza w praktyce.

Poza tym... może jestem dziwny, ale np. od Photoshopa wolę Gimpa. Do jabbera używałem Psi, choć mogłem przecież sięgnąć po coś windows-only. No i kiedy siedziałem na Windows, to nie pojawiałem się na GG - bo nie ma Kadu dla Windows. A oryginalnych klientów GG używać nie mam zamiaru. Tak że jestem zlinuksowiony do szpiku, choć za paroma aplikacjami windowsowymi będę tęsknił. The Bat!, Total Commander, Advanced Disk Catalog... z drugiej strony pod Linuksem mam normalnie działający program do filmów (MPlayer! Jego windowsowy build jakoś mi się wywalał :)

Aby mieć miejsce na sensowną instalację XP (z osobnymi partycjami na C:\Windows, C:\Program Files, profile użytkowników i dane) musiałem ostro ograniczyć swoją Mandrivę. Powywalałem większość zbędnych pakietów (*-devel) i wcisnąłem /home, dotychczas władające partycją 120GB, na malutką (10GB) partycję z samym systemem. Ot, forma przetrwalnikowa.

Więc teraz musiałem to odkręcać, trochę czasu zabrało. Potem update zaniedbanej mandrivy - w Cookerze pakiety szybko płyną, a ja przez dłuższy czas nie aktualizowałem, więc pół nocy system ściągał i instalował sobie uaktualnienia. (...)

Czytaj dalej...
DoPP RFC ;)

Powinienem napisać DoPP RFC.

DoPP to, oczywiście, "DVD over Poczta Polska" :) Będę wysyłał moim sieciowym kontaktom kolejną porcję seriali TV (Stargate, tak konkretniej), wypalonych elegancko na płytkach DVD. Wypalić będę musiał używając Windows + Nero, gdyż growisofs niestety nie lubi mojej nowej nagrywarki DVD. A przynajmniej nagrywarki w połączeniu z moim zapasikiem DVD+R Philipsa. Mieli, mieli, mieli (gdzieś tak w okolicach kalibracji lasera, czyli na samym początku procesu nagrywania), po czym kończy pracę z jakimś kryptycznym błędem. Płytki na szczęście nie psuje przy tym. Nero tak samo dziwnie mieli, ale ostatecznie zaczyna nagrywać i nagrywa bardzo ładnie. Skany nagranych nośników wykazują, że stan płytek jest OK. Moja prywatna hipoteza: firmware nagrywarki nie rozpoznaje nośnika i próbuje samoczynnie dobrać parametry, ale mu się to nie udaje tak do końca (wnioskuję po nietypowo długiej i podejrzanej serii rozpędzeń i wyhamowań płyty, występującej niezależnie od narzędzia). growisofs w tym momencie się poddaje, ale Nero nie.

Odpowiem przy okazji na pytanie o moją "miłość do blogusia" :) Tak, Repo jest zaniedbywane strrrasznie, ale złożyło się na to sporo czynników pożerających mój czas i moją energię. Gdy pisze się kilkadziesiąt KB maili/tłumaczeń dziennie, pracuje przed komputerem cały boży dzień etc., to... no, wiadomo :)

Ale w miarę możliwości będę nadal poświęcał temu miejscu swój czas i chęci. Przez dłuższy czas może to być niezauważalne, bo przymierzam się do wymiany całego silnika i technologii, na których oparte jest Repo. Tak że moja praca będzie się raczej za kulisami odbywać, skutki za to powinny być potem mile odczuwalne dla Czytelników :)

OK, a teraz tak na szybko: tak, nadal jestem zakochany (bardzo szczęśliwie, ze wzajemnością etc. - Czytelnicy mogą trzymać "za nas" kciuki), nadal używam tego nieszczęsnego WinXP na domowym biurku (a Mandriva leży na partycji obok, spróbuję opisać moje wrażenia jakoś na dniach), nadal jestem sobą (tym samym niepozornym chłopakiem co kiedyś, autorem wszystkich poprzednich wpisów na Repo etc.).

A tymczasem - na razie! :) Postaram się w najbliższych dniach zamieścić tu przynajmniej dwa wpisy. Jeden prywatny, drugi techniczny.

No i serwis oddał mi nagrywarkę...
[avatar]

Odebrałem z serwisu nagrywarkę DVD. Dla przypomnienia, oddałem ją tam 21 grudnia, krótko po Zlocie u harnira, gdy zauważyłem że nie chce odczytać wypalonej na Zlocie płytki DVD (a u harnira i Cachotterie czytała się bardzo ładnie). Potem zauważyłem, że nie chce odczytywać i innych nośników które jeszcze tydzień wcześniej normalnie czytała. A że akurat miałem ~1 miesiąc gwarancji, to oddałem do serwisu.

Ostatecznie wymienili mi ją na nową - nieco inny model, mam nadzieję, że się będzie dobrze sprawował. Płytkę ze Zlotu oraz inne, z którymi stara nagrywarka sobie nie radziła, ten egzemplarz odczytuje bezproblemowo.

Wracając z serwisu zaszedłem do mojego nowego Ulubionego Sklepu Z Herbatami. Wziąłem 60g wiśni w rumie (tak naprawdę to nie herbata, tylko suszone owocki, więc w efekcie wychodzi coś co powinno się nazywać kompotem... ale smakuje pysznie), a potem skonsultowałem z panią sprzedawczynią moją chęć "wypicia czegoś cytrusowego", i skończyłem z dodatkowymi 40g cytryny z ananasem, na bazie czarnej herbaty (proponowała też zieloną, ale jakoś nie mam teraz ochoty na zielone).

Więc siedzę sobie i piszę te słowa popijając barrrrdzo aromatyczny, cytrynowy napój. Jak znalazł na ten chłód i zmęczenie.

A, zakończyłem już mój malutki friendtest, po tym jak podjęto 50 prób jego rozwiązania. Wyniki omówię przy najbliższej okazji - może jutro...

Po druzgoczącej krytyce mojego nowego avatarka, powróciłem do starego. Dlaczego się ugiąłem? Bo ten avatar nie jest dla mnie tak naprawdę, patrzą na niego moi rozmówcy/czytelnicy/znajomi/przyjaciele... Skoro stary się widział bardziej niż lisek (NIE ROZUMIEM, DZIWNI JESTEŚCIE), to i wróciłem do starego. Ani jedna osoba nie powiedziała, że lisek jest fajny... jestem zaskoczony... ani jedna...

Trudno, od teraz będziecie się znowu męczyć z moją gębą :P

Zazdrość szczęścia?
:)

Jakiś czas temu dane mi było jechać pociągiem. Lubię pociągi, ten miarowy stukot i krajobrazy przesuwające się za oknem... ale nie to jest główną osią tego wpisu.

Bardziej zwróciła moją uwagę pewna parka, z którą dane mi było przejechać spory kawałek w jednym przedziale. Nie zainteresowały mnie ich ubrania, wygląd, sposób mówienia, za to zachowanie było ciekawe. Bardzo szybko zasnęli. To co się rzucało w oczy, to jakaś taka, hmm, bliskość w ich zachowaniach. Tzn. mi się rzuciło w oczy - "głodnemu chleb na myśli" i zawsze byłem szczególnie wyczulony na te rzeczy za którymi sam tęskniłem...

Więc zwróciłem uwagę na dłonie. Zastanawiałem się jakie to musi być uczucie mieć kogoś tak blisko siebie... nawet we śnie nie tracili tego kontaktu ze sobą. No i umieli zasnąć razem. A mnie naprawdę ruszają takie "drobne" rzeczy, bo ja sam bardzo potrzebuję bliskości wyrażanej w ten sposób. Często nie namiętnych pocałunków czy wyrafinowanych pieszczot, tylko takiego zwykłego czucia, że kogoś mam. Poczuć jak ktoś opiera głowę na moim ramieniu, jak czyjeś palce ruszają się w mojej dłoni... zasnąć przy kimś - o, to dla mnie bardzo, bardzo ważne. Chyba jedna z najintymniejszych sytuacji (dla mnie) to właśnie zasypianie. I jeśli umiałbym przy kimś spokojnie zamknąć oczy i po prostu zasnąć, a potem obudzić się i zobaczyć tego kogoś obok siebie, i tylko się uśmiechnąć, to... to to by było już coś naprawdę, naprawdę cudownego. Bo za każdym gestem stoją u mnie emocje i uczucia. I nawet takie proste ujęcie czyjejś dłoni w trakcie podróży jest dla mnie sposobem na przekazanie wielkiego ładunku uczuć. I dlatego automatycznie złapałem sobie ten obraz na strasznie rozmazanym zdjęciu (pociąg podskakiwał, a ja nie mogłem błyskać lampą). (...)

Czytaj dalej...
Friendtest, Linux i mój tyłek ;)

Nie mam chwilowo czasu i... no, Repo znika mi pod grubą warstwą kurzu. Ankieta świąteczna odłożona na później, bo naprawdę nie dam rady... zastanawiam się, czy nie zrobić z niej ankiety wiosennej ;)

Aby jakoś uratować twarz (no bo w końcu OBIECAŁEM) przygotowałem test "co o mnie wiesz". Dziesięć pytań, absolutnie poważnych (niech nikogo pozory nie zmylą ;). Hostowane na friendtest.com, bo własnego CGI do obsługi testu nie mam teraz czasu pisać. Niestety, szablon który tam oferują mnie straaasznie ograniczył - no trudno. A oto i sam test - jak dobrze mnie znasz?. Powodzenia! :))

PS: Test jest banaaaalny. Oczekuję masy wyników po 100% ;)

OK, a teraz troszkę technicznych rzeczy nadgonię. Używam Gnome! Tak tak, GNOME. O, proszę, screen. Jakoś tak mi lepiej wśród aplikacji GTK+... tylko tego amaroka jeszcze czymś zastąpić :( Jestem tak zdesperowany, że gdybym miał więcej czasu, to bym pewnie sam napisał sobie jakieś ładne, amarokopodobne gui do mpd albo xmms2.

Wczoraj zostałem nazwany geekiem, bo przyznałem się do posiadania soundtracku z Wipeouta. Soundtracku na kasecie :) Kaseta z soundtrackiem z gry... maniak komputerowy, jak nic. Kobietom doradza się trzymać dystans, bo pewnie na okrągło przynudzam o komputerach ;) BTW, jak widać polubiłem flickera. Bardzo przyjemny serwis. Z innych modnych serwisów typu "social" przyzwyczajam się też do del.icio.us - wiem, geeki używają tego od dawna, ale ja nie jestem rasowym geekiem... w każdym razie mam już własne konto do przechowywania zakładek. (...)

Czytaj dalej...
No i mamy 2006
Minirecenzja z MiniZLOTu

Zlot. MucoZlot. MiniZLOT. O tym chcę powiedzieć parę słów.

Czytelnicy przychodzą tu różni, więc postaram się przedstawić sprawę uciekając od typowej w takich sytuacjach hermetycznej szczelności.

Zacznę od IM. Czym jest IM chyba każdy wie? Instant Messaging? Gadu Gadu, ICQ, Jabber, Spik, Miranda, Gaim, Psi i inne takie? Przynajmniej część tych terminów powinna być zrozumiała, prawda?

Ja korzystam z kilku sieci IM, głównie GG i Jabbera. I przez sporą część dnia korzystam (no, może "korzystam" to za dużo powiedziane - po prostu jestem zalogowany i od czasu do czasu czytuję) z pokoju "linux" na serwerze "chat.chrome.pl". To taka konferencja, chat, kanał, pokój do rozmów dla ludzi korzystających z jabbera. Obiegowo nazywa się to często MUC-em (Multi-User Chat).

Od ładnych paru miesięcy przesiaduję więc na linux@chat.chrome.pl. Jak to w takich środowiskach bywa, padały propozycje "spotkania się kiedyś w realu". I, jak to w takich środowiskach bywa, nic z tego nie wychodziło. Do czasu...

Grupka sieciowych znajomych postanowiła się zjechać. Planowaliśmy wynajęcie sobie ośrodka pod Poznaniem, niestety nic z tego nie wyszło. Okazało się, że część ludzi nie może w danym terminie, część nie ma pieniędzy, a część po początkowych "tak, jasne, chcemy jechać!" wykruszyła się prędzej czy później. Ostatecznie zostało nam tylko bardzo kameralne grono ludzi na tyle zainteresowanych sobą, by się zebrać i pojechać.

Z powodu niskiego pogłowia mucowiczów odpadł pomysł wynajmowania czegokolwiek. Na szczęście harnir zgodził się nas wszystkich hostować! Super! (...)

Czytaj dalej...
Repo dostało lepsze łącza :)

Komunikat systemowy: Repo dostało dziś 2x szersze łącza (kanały in&out). Przypadki my ass? :)

Oczywiście nie oznacza to WCALE końca restrykcji, wręcz przeciwnie. A pozyskaną dziś nieoczekiwaną przepustowość mam zamiar przeznaczyć na hostowanie tu moich rozbieranych fotek oraz ściąganie pirackiej muzyki na Repo (przez P2P, oczywiście).

Howgh.

;)

...ssh znowu działa SZYYYYBKOOOO :)

Odchudzam RSS. Niestety.

Komunikat systemowy: Repo musi zacisnąć pasa - hostujące je maszyny nie są "stworzone" do takich zadań i wysycenie pasma zaczyna być problemem. Skróciłem więc długość głównej strony tak, by pokazywała wpisy tylko z ostatnich 14 dni. Zlikwidowałem też "pełny" kanał RSS, zwłaszcza że trafiały się osoby, które potrafiły ustawić czas odświeżania na 5 minut (a rekordzista odświeżał nawet co 1 minutę - z pewnością był to jakiś błąd w konfiguracji jego readera). Więc w chwili obecnej obydwa RSS-y mają jednakową treść - skróconą. Może to poprawi choć trochę dostępność Repo... muszę się też przyjrzeć ruchowi generowanemu przez boty, je też mógłbym ograniczyć (zostawiając np. tylko google)... w najgorszym wypadku będę się musiał rozglądać za nowym miejscem w sieci... a nie wiem, czy nie jestem już za stary na przeprowadzki ;)

Odrobina pikanterii

Przemeblowanie pokoiku mogę uznać za ZAKOŃCZONE :)

I wrócę jeszcze do tego, ale najpierw, nim zapomnę, nieco inny temat.

Nie jest tajemnicą, że lubię odrobinę pikanterii. Kabaretki z kokardkami i takie tam ;) Ale dzisiaj porozmawiamy o kuchni.

Lubię ostre jedzenie. No lubię. Lubię musztardy. Chrzan. Krewetkowe zupy "instant". Papryki różnej maści.

Szukanie granicy wytrzymałości podniebienia ;) sprawia mi przyjemność.

A tak bardziej serio, to po prostu lubię ciut ostrzejsze jedzenie. Jednym z największych "skarbów" jakie obecnie posiadam, to resztka pewnej ultra-pikantnej, zasuszonej papryki przywiezionej mi przez siostrę z Chorwacji. Można ją dodawać praktycznie do wszystkiego i praktycznie każde danie uda się nią zrujnować.

Wczoraj coś mnie naszło i, z braku surowej papryki, do mojego "pustelniczego garnuszka" (zawierającego jakiś sos pomidorowy, kawałki parówki, masę czerwonej fasolki itp.) wrzuciłem jeden poszatkowany strączek. Jeden.

I to był błąd. Bo paprykę wrzuciłem od razu na grzejący się olej (papryczana mumia wypuszcza wtedy najwięcej soków, pod warunkiem że zagrzeje się razem z olejem, a nie wrzuci się jej na skwierczący już tłuszcz - bo wtedy zrobi się skwarek zachowujący "ostrość" w środku), podsmażałem na tym mięsko przez jakiś czas, potem nakryłem rondelek pokrywką (używam parówek drobiowych, bo nie jestem zbytnim fanem mięsa... parówki drobiowe, na dodatek tylko te od pewnej konkretnej firmy, to jeden z niewielu gatunków mięsa jakie toleruję). Większość parówek podduszona pod przykryciem znacznie zwiększa swoją objętość, co mi bardzo pasuje - podsmażam trochę, potem podduszam, i w rezultacie dostaję parówki smażone (których walory smakowe preferuję) o większej objętości (która syci oko ;). Problem w tym, że podduszanie działa jak katalizator na paprykowe wiórki - o czym ja oczywiście już doskonale wiedziałem, tyle że nie doceniłem Chorwackiej Bestyji, jak zwykłem zwać moje prywatne zapasy Überpapryki. Więc, nie przeczuwając nadchodzącej apokalipsy, pododawałem po kolei wszystkie składniki, wyłączyłem gaz, dorzuciłem fasolkę, poddusiłem jeszcze całość przez minutkę lub trzy i zasiadłem do Konsumpcji (mojej ulubionej części rytuału zwanego Kolacją) (...)

Czytaj dalej...
Gnome, Sabres of Paradise i Katie Melua
[GNOME#1]

Postanowiłem przyjrzeć się kawałkowi Gnome (jak widać na zrzucie ekranu). Od amaroka/k3b nie ucieknę, przynajmniej chwilowo (bo nie ma godnych zamienników w świecie gtk+/gnome), ale że gtk+ mi "ogólnie" bardziej leży... to i spróbowałem dzisiaj nautilusa z gnome-panelem i paroma dodatkami. Działa całkiem sprawnie, choć do intuicyjności i łatwości użycia można mieć całą masę zastrzeżeń. Chwalą się HIG, ale...

Prosty przykład - mam pliki .jpg. Mam ustawioną dla nich, jako domyślną aplikację, polecenie "gqview". Mam też w menu kontekstowym "open with..." i do wyboru np. gimpa - gdybym chciał edytować. OK, wygodne. Ale co się stanie, gdy zaznaczę np. 3 pliki .jpg? Ano, znika podmenu "open with...". I nie mogę przesłać paru zaznaczonych plików do Gimpa, mogę jedynie uruchomić domyślną aplikację. A i to jest niedopracowane, bo wyskakuje "Warning: this will open 3 windows". Gdyby gimpa podpiąć jako domyślny program, to też by próbowało otworzyć 3 gimpowe instancje?

[GNOME#2]

Z drugiej strony DA się tego używać, na swój sposób. Część rozwiązań jest trafiona, jak np. ręczne skalowanie wybranych ikonek na pulpicie, zgrabne zapamiętywanie ustawień widoku dla poszczególnych folderów... Rozszerzenia nautilusa też nie wyglądają najgorzej - doinstalowałem sobie jakieś "custom context menus" i może uda mi się tym załatać kilka z najgorszych usterek. Nie mogę jednak powiedzieć, by GNOME jakoś specjalnie ułatwiał mi posługiwanie się komputerem. Fakt, jest prosty w obsłudze, ale to żaden wyczyn gdy prostotę tę osiąga się przez wycinanie "features". Cep też jest prosty w obsłudze i wymaga prawie zerowego przeszkolenia, co nie znaczy jednak, że użytkownik cepa będzie pracował efektywniej niż operator jakiejś napędzanej silnikiem maszyny. A GNOME to w wielu miejscach taki cep. Z bardzo wygodną, profilowaną rączką, uchwytem antypoślizgowym... ale mimo wszystko cep. (...)

Czytaj dalej...
Czekając na prawdziwy śnieg

Hej! Dzisiaj polecę w ekspresowym tempie, bo jeszcze mam sporo do zrobienia...

Więc tak: w Zielonej Górze nadal nie ma śniegu. Leżą tylko jakieś smętne resztki miejscami na trawnikach i kawałkach dachów. Nic ciekawego. Jeśli ktoś ma możliwość zaopatrzenia mnie w duże ilości śnieżnego puchu, to proszę zrzucać go gdzieś w okolicach 65-096, Zielona Góra. Przewidziana nagroda to królestwo i pół księżniczki.

A! Ochrzanię moją Mandrivę. Przy instalacji skonfigurowała mi drukarkę. I to skonfigurowała ją tak, że wczoraj pewien user z mojego lanu (mam jego nazwę konta, IP, wiem też że wydruk poszedł z KDE) wydrukował sobie u mnie jakieś zdjęcie. Znaczy się, ktoś mi wepchnął wydruk na siłę. Oczywiście już to skorygowałem, ale jestem rozczarowany. Udostępnianie domyślnie drukarek to zły pomysł... Może ma to coś wspólnego z tym, że pozbyłem się msec? Może tym, że instalowałem system instalatorem/pakietami w wersji beta?

Jestem też zły na siebie - niby to śmieszna sprawa, siedziałem sobie przed komputerem gdy nagle drukarka zaczęła wypluwać cudzy wydruk, ale... muszę być czujniejszy. Zdecydowanie. Linux mnie rozleniwił.

A, w Moskwiczu mała galeria - moje zabawy z woskiem.

BUUUUUUU...UUU...uuu...u. Bu.

No zły dzień, no. Dalej nie ma śniegu, szaro i mglisto. Ale nie mglisto-przytulnie, tylko mglisto-ponuro.

Dzisiaj położyłem się spać o szóstej rano. Wstałem trochę później. I nawet tego nie odczuwam specjalnie - nawwet gdybym spał 10h to czułbym się tak samo - wypompowany.

To przez brak śniegu i krótki dzień. Serio, śniegu potrzebuję. Śnieg działa jak naturalna blenda, a ja muszę mieć światło. Bez niego usypiam, energii starcza mi na raptem kilka godzin w ciągu doby, reszta to wegetacja.

Od jakiegoś czasu używam trybu "dynamicznego" w amaroku. Działa trochę jak globalne "shuffle" - na playliście pojawiają się teoretycznie losowe utwory. Niby bierze to pod uwagę punktację utworów (moją historię odsłuchiwania), ale jakoś nie widzę żadnego algorytmu stojącego za tym.

W każdym razie skaczę po całej mojej kolekcji teraz. Rano wpadłem na Gwen Stefani i kawałek Harajuku Girls. Nie wiem ile razy go potem odsłuchałem :) 10? 15? :) W każdym razie zapadł w ucho, choć nie przepadam za taką muzyką.

Z mniej przyjemnych rzeczy - wszystko się sypie mi dziś! (tu wstaw obłędne okrzyki). Za co się nie wezmę, to albo nie działa, albo jest niedostępne, albo... no, wszystko dosłownie. Chciałem wydrukować ofertę handlową z WWW. Link do pierwszej części - 404. Druga - 404. Trzecia - 404. Czwarta - 403 (dla odmiany?).

W końcu znalazłem coś, co z grubsza przypominało katalog produktów (siatki sportowe, tak konkretniej). Próbowałem wydrukować, ale Firefox odmówił twierdząc, że moja drukarka nie obsłuży papieru A4. Opera zawisła na "Printing page 1". Próba przeklejenia do OO.o zakończyła się czymś w rodzaju zwisu okienka Writera gdy tylko dotknąłem Ctrl-V. Po jakimś czasie jednak dokument się pojawił i OO się odmroziło... Sama oferta to też istne cudo, np. numery telefonów wstawione jako pliki .jpg.

Po naciśnięciu "drukuj" znowu się uwiesiło na parę minut. Ten OO.o jakiś dziwny... (...)

Czytaj dalej...
Google World Domination. Beta ;)
[H-EYE]

Umieeeeraaaam...

No dobra, przesadzam. Tak naprawdę to tylko jakieś osłabienie organizmu. Chce mi się spać, jest mi zimno (mam na sobie sweter i polarową bluzę z kapturem), boli mnie brzuch, głowa huczy... pogłaszczesz?

Microsoft dominuje w światku biurowego oprogramowania. Fakt. Od lat jednak uważa się, że w którymś momencie może nadejść (i prawdopodobnie nadejdzie) przełom przesuwający ciężar z aplikacji lokalnych na aplikacje sieciowe. Innymi słowy dyktat Microsoftu zostanie złamany i to nie przez pojawienie się jakiegoś klasycznego pakietu biurowego (jak np. Open Office), ale przez spopularyzowanie się całkowicie nowej platformy - WWW.

Do tej pory większość ludzi traktowała to jak zwykłe sci-fi, ja sam też nie sądziłem by nastąpiło to tak szybko. Ale... chyba jesteśmy już bliżej niż dalej "cichej rewolucji biurkowej".

Np. taki gmail - od jakiegoś czasu to moja podstawowa platforma do zarządzania pocztą. Jest całkiem wygodny, jest "gdzieś tam" w sieci, więc mogę robić co tylko zapragnę ze swoim komputerem. Mogę się do niego dobrać i z domowego linuksa, i z kawiarenkowego Win2000, i... Wszędzie ten sam znajomy interfejs. I już jedna z moich aplikacji wypchnięta całkowicie w sieć.

To samo czeka też zapewne typowe pakiety "biurowe". Procesory tekstu, arkusze kalkulacyjne, terminarze... technologie pozwalające je napisać są już dostępne, więc to tylko kwestia czasu. Skoro mogłem przerzucić się na pisanie maili w webmailu, to dlaczego np. webspreadsheet nie miałby się przyjąć?

Na wygranej pozycji jest Google, oczywiście. Ma infrastrukturę, zbiera doświadczenie, jest popularny, rozumie przyszłość sieci dużo lepiej niż Microsoft (który, jak na "wizjonera branży IT" przystało ignorował Internet tak długo jak tylko się dało). Co by się stało gdyby Google kiedyś uruchomił obok gmaila jakieś goffice? Nie musiałoby być tak rozbudowane jak MS Office, w końcu ludzie i tak nie używają 80% funkcji Worda, Excela itp. A i tak miałoby realną szansę podbierać użytkowników "klasycznym" rozwiązaniom. Bo to całkiem nowa platforma... (...)

Czytaj dalej...
Naprawdę muszę naprawić drukarkę

Po raz kolejny ubabrałem się tonerem przy próbie wydrukowania czegoś. Wrrr. Cały ten, no, to cholerstwo co siedzi mi w drukarce... ten cartridge... jest zużyte. Wałek "trochę" wyrobiony, nie oddaje dostatecznie dobrze tonera przy obrocie i po parunastu stronach zaczyna smużyć, trzeba wyjąć i zręcznie ręcznie obrócić drania parę razy żeby wałek oczyścić... ale przy okazji udaje mi się czasem JAKOŚ posypać wszystko dookoła tym czarnym cukrem pudrem. Ostatnio były to moje najlepsze, wizytowe białe dżinsy (ale odratowałem je szybką interwencją odkurzacza! brawo ja :)... dzisiaj tak po prostu posypałem po panelach podłogowych, dłoniach i ogólnie otoczeniu. Wrrrrr.

Muszę kupić nową część... albo... w sumie to ten laser co to go Enleth kupił, ten z nazwą podobną do rakotwórczego konserwanta spożywczego... "E203"? czy jakoś tak... no więc ten laser jest tylko trochę droższy od nowej kasetki z wałkiem i tonerem do mojego HP LJ 5L. A drukuje szybciej, ma o niebo lepszy podajnik papieru, jest na USB... i też rozumie PCL, więc... więc może po prostu drukarkę wymienić? Siostra sobie taki sam model niedawno kupiła i nie narzeka... niby Lexmark, ale może lasery im lepsze wychodzą niż plujki?

Ale gdzie, za co, nie stać mnie na to :/ Kurtkę i buty bym spokojnie mógł w zamian kupić... OTOH...

PS. Po czym człowiek poznaje, że się właśnie w kimś zakochuje? Tak czysto hipotetycznie ;), zakładając że po tylu latach i mnie by to dotknęło...

Bo czasem myślę, że mogłem już zapomnieć jak to jest... tyle czasu minęło...

Kiedyś (prawie pięć lat temu) brałem udział w bardzo fajnej debacie. Był tam m.in. poruszany temat zakochania - jednym z symptomów, jak twierdził mój znajomy (niejaki Marcin K.) miało być "i nagle rozumiesz o czym mówią te wszystkie piosenki o miłości, widzisz w nich sens". To moja parafraza, ale powiedział coś bardzo zbliżonego. Ładne, prawda? (...)

Czytaj dalej...
Z notatnika znalezionego w szafie ;)

Na początek garść... skanów. Wyszperanych w zakurzonym trochę notesie studyjno/notatkowym. Na początek "co Hoppke bazgrze gdy się nudzi" - proszę, JPEG. Jak można poznać po różnych kolorach długopisów/pisaków, kartka ta była bazgrana wielokrotnie. Na przestrzeni lat. Jestem maniakiem recyclingu papieru, nawet teraz jakieś śmieci na mniej lub bardziej prywatny użytek drukuję na odwrotnych stronach moich jeszcze starszych śmieci :)

W zeszycie znalazłem też stare wydruki, z czasów eksperymentów z pewnymi algorytmami które mogłyby zrewolucjonizować systemy pakietowe i śledzenie zależności ;) Nigdy jednak nie udało mi się sprecyzować idei na tyle, by dała się poprawnie ująć w komputerowe regułki. A że nie mam głowy do algorytmów... i szachów... ba, nawet w tysiąca nie umiem grać, za skomplikowane dla mnie... to i muszę wszystko rozrysowywać na papierze...

Z eksperymentalnego kodu nic nie zostało (nawet nie wiem co się z nim stało), zestawy danych testowych gdzieś wcięło, podobnie jak kod generujący "wizualizacje". Zostało parę kartek z wydrukami rezultatów. W tym parę nienaruszonych (większość opatrzona masą moich notatek i uwag do samego siebie, znakami zapytania i literkami które pewnie kiedyś coś dla mnie znaczyły, ale teraz...). No i oto one: numer jeden, numer dwa i numer trzy.

Kiedyś te plątaniny były dla mnie czytelne, teraz mają tylko wartość geekowo-estetyczną. Znaczy się, są znakomite na paskudną kiczowatą tapetę.

Poza tym: odmawiam dziś przyjmowania pokarmu, jestem chory, mam gorączkę i czuję się oooo-kropnie. Jeśli mam teraz jakieś życzenie, to nie obudzić się rano. Tak sobie zasnąć i... i żeby się skończyło.

Prawie rozjechał mnie dziś samochód. Na przejściu niedaleko Mrowiska (nie tym oznaczonym przy skrzyżowaniu na Zacisze, tylko tym bardziej w stronę Centrum, za centralą nasienną, przed nieczynnym wiaduktem kolejowym). Tyle że to nie był przypadek, zagapienie, nic z tych rzeczy. Sam wylazłem na jezdnię. Widziałem że jedzie, stałem spokojnie na wysepce, a w pewnym momencie po prostu wpakowałem mu się przed maskę. Wyhamował, tylko trochę maznął mi spodnie. Hmm. Dziwne, nie czułem niczego, absolutnie niczego. No, może oprócz ciekawości. Ale żadnego strachu, żalu...

I nie mogę się pozbyć chęci by to powtórzyć. Nie, to złe wyrażenie. Nawet nie próbuję się jej pozbyć. Hmm.

Hornet, tropiciel zbędnych RPM-ów
[j:0 c:1]/home/grzegorz/projekty/rpmq> rpm -qa|wc -l     
666

Hmm... "przypadek my ass", jak mawiają Francuzi :) To efekt sesji z H-r (wymawiać przez nieme "i" i z prawie słyszalnym "n", bo inaczej da.killa kręci nosem), nazwa kodowa "Hornet" (a to już w ogóle niezrozumiałe). To takie małe coś wspomagające usuwanie pakietów-których-nic-nie-używa (coś jak deborphan chyba).

Wygląda tak... i jest bardzo toporne... ale w gruncie rzeczy robi co należy. Tyle, że pewnie i tak nie doprowadzę tego do poziomu "konsumenckiego" - działająca prowizorka w rękach lenia nigdy nie wyjdzie poza stadium prowizorki :) (nie doczeka się też wydania)

PS. Zasłuchuję się ostatnio w Jesus Jones - muzyka ta pomagała mi zbierać siły jakieś, eee, siedem-osiem lat temu. Może i teraz coś da...

Zzzzimno... idę się jakoś rozgrzać.

Mam
[j:0 c:0]/home/grzegorz> rpm -q --changelog aspell-pl|head     
* pon paź 10 2005 Thierry Vignaud <tvignaud@mandriva.com> 0.51.0-3mdk
- update (using affix compression, thus resulting in smaller package)

* pią gru 03 2004 Thierry Vignaud <tvignaud@mandrakesoft.com> 0.51.0-2mdk
- rebuild for new aspell

* pon lip 19 2004 Pablo Saratxaga <pablo@mandrakesoft.com> 0.51.0-1mdk
- updated to 0.51.0

* wto sie 05 2003 Pablo Saratxaga <pablo@mandrakesoft.com> 0.50.2-2mdk

Sukces :) Mam "mój" kurnikowy słownik w mandrivie :) 5.8MB zamiast 60MB, wszyscy użytkownicy odczują tę zmianę.

Wyjaśniła się też sprawa z architekturą słowników - tak coś nieśmiało przypuszczałem, że może chodzić o endianess - i faktycznie dlatego... i586 jest nieciekawym wyborem, ale rpm chyba nie oferuje osobnego sposobu na zaznaczenie big/little-endian. Więc... A i586 to i tak jedyny wspierany w MDV rodzaj ix86, więc może faktycznie tak jest najlepiej.

Jak mi się nie chce niczego robić dziś :( Ale trudno, trzeba. Mandrivowa mapa klawiatury przystosowana już xmodmapem, zestaw znaczków poszerzony...

PS. Pachnę cynamonem. Cały. To przez kupione wczoraj kadzidełka cynamonowe (m.in.). Nie paliłem jeszcze, ale już leżąc sobie na biurku nasączyły wszystko dookoła zapachem cynamonu. Mmm, jak w sklepie orientalnym ;) Oprócz tego mam nowy zapas świeczek, w tym śliczne długie czerwono-brunatno-innokolorowe w wypatrzonych cudem idealnie pasujących podstawkach ("klocki" z barwionego na czerwono szkła). I jedną dużą "chińską" świecę na te samotne noce przed monitorem ;) I dużo innych drobiazgów których w ogóle nie potrzebuję, ale z którymi jest mi jakoś tak milej i lepiej i "gemütlich", jak mawiają Francuzi ;)

Przegrywając z supportem

Francuski maintainer Mandrivy (ten od aspell-pl) mnie chyba olał. W mailu nakreśliłem mu obrazowo zyski z redukcji wielkości pakietu z 60MB do niecałych 5MB, opisałem relacje między słownikiem jakiego używają a tym kurnikowym, wspomniałem też że słownik ten szybciej się ładuje i sprawniej działa, z racji bycia mniejszym objętościowo (ale obejmuje wcale nie mniejszy zasób słów - coś ponad 3 miliony). I że polscy userzy Mandrivy by docenili i w ogóle.

I zostałem zignorowany. Nie otrzymałem nawet odpowiedzi.

Przy czym wiem, że pan developer mojego maila przeczytał. Bo w post scriptum napisałem również o tym, że mają nieporządek w pakietach słowników - część jest określona jako "i586", a część (np. aspell-de) jako "noarch". Noarch jest słuszniejsze, bo faktycznie słownik to tylko lista słów, bez binarek, więc sugerowanie iż wymaga i586 jest dosyć, no, niefortunne. I właśnie dzięki temu wiem, że mój mail dotarł i został przeczytany. Bo na drugi dzień w repo MDV pojawiła się nowa wersja pakietu aspell-de, z nowym wpisem w changelogu:

* pon paź 03 2005 Thierry Vignaud <tvignaud@mandriva.com> 20030222.1-2mdk
- should not be a noarch packag

Tak, pan Thierry to ten który odpowiada za aspell-pl. Ten do którego pisałem. Normalnie nie dotyka on też aspell-de, to pierwszy raz gdy coś przy nim zrobił.

Podsumowując: polski słownik pan Thierry ma najwidoczniej gdzieś, jest też zdania że do słownika lepiej pasuje i586 niż noarch. Może napiszę mu, że man-pages też jest oznaczone jako noarch? Może niech coś z tym zrobi... ;)

Ot, i support. Zniechęcające prawdę mówiąc. Jako user czuję się tak, jakbym mówił do ściany. Mam nadzieję, że maintainer f-spota (Niemiec, IIRC) będzie bardziej kontaktowy (bo do niego też wysłałem drobnego maila w pewnej sprawie). Jeśli i on mnie oleje to zacznę myśleć, że Mandriva ma support gorszy niż PLD. W PLD developer przynajmniej odpowie. Powie, że go to nie obchodzi albo że masz samemu poprawić, ale odpowie. A tutaj? Ech, smutna sprawa. Aż chce się to zostawić i przejść na jakieś distro w którym wysyłanie bugreportów ma sens. (...)

Czytaj dalej...
Jeden z tych dni...

Dzisiejszy dzień był dla Hoppke jednym z tych dni. Było zimno, szaro, wilgotno i zimno. Hoppke miał zimne rączki, zimne nóżki, zimne uszka i zimny nosek. Jak mały Hoppke-zombie. Taki jeden koma osiem metra na siedemdziesiąt pięć kilo. No dobra, to nie taki mały. Ale i tak zimny!

[MNIAM!]

Na uciążliwą zimnicę najlepsza jest długa, ciepła kąpiel - ale Hoppke nie miał dziś na nią ochoty. Zamiast tego, wyczuwając każdym włóknem ciała nadchodzącą zimę, postawił na jedzenie. Pyszne jedzenie. Ostre. I gorrrrące :) Dlatego przygotował sobie przepyszną kolację z jakiegoś makaronu zalegającego od wczoraj w lodówce (recycling! ;), sosu meksykańskiego marki "Rolnik", czerwonej fasolki puszkowanej marki "Pudliszki" i dwóch pociętych w słupki parówek "Indykpol Classic Płońsk..." - no dobra, po prostu "Indykpol Klasycznych" :)

I pomogło! Nie ma to jak porządna kolacja... pewnie strasznie kaloryczna, ale o tym Hoppke pomyśli dopiero po zimowym obżarstwie, gdy zechce pokazać się w bikini na plaży...

Jedzenie rozgrzało go i nastroiło tak sympatycznie, że był w stanie usiąść i coś napisać na Repo. A napisał takie coś:

Odkryłem raj! W starym budynku DT Centrum... taki sklepik z butami... w 90% męskimi. Ze skóry, w większości zamszowej. No cuuuudo. Chodziłem, macałem, głaskałem, gdyby nie ekspedientka to pewnie bym wąchał i przytulał... cudowne buty. Wręcz piskały do mnie ze swoich półeczek "weź mnie! weź mnie!". I takie świetne modele letnie były, z dziureczkami arcyprzewiewnymi, wsuwane nie sznurowane... Albo takie sandałowate, do krótkich spodni (tyle że nogi bym musiał w solarium opalić najpierw)... Ale ja potrzebuję czegoś eleganckiego na jesienną aurę. Na chlapę, zgniłe liście i ładne prezentowanie się kobietom różnorakim napotykanym niezobowiązująco. Takie też tam mieli. No, ze cztery pary bym chętnie kupił od razu... ale na razie nie mam pieniędzy na ani jedną. Wychodząc ze sklepu czułem się tak, jakbym wychodził ze schroniska dla psów. Tyle bym chętnie wziął ze sobą do domu, ale nie mogę, no nie mogę i tyle :( A butom też było smutno, pociągały noskami i patrzyły na mnie tymi oczkami do nawlekania sznurowadeł... (...)

Czytaj dalej...
Dłubanina przy komputerze

[NOWY, WIĘKSZY WENTYL :] Kupiona na allegro redukcja 80mm-60mm już założona. I na procesorze siedzi sobie teraz cichy, termoregulowany fan 80mm. Oczywiście "duży może więcej", więc nagarnia odpowiednie metry sześcienne powietrza obracając się o wiele wolniej niż musiałaby to robić stara "sześćdziesiątka". Czyli szumu nie ma! :) A jakby założyć 120mm to dopiero by było... Jedyna wada obecnego wentylatora 80mm to to, że to automat i sam zmienia prędkość w zależności od wskazań swojej czujki termicznej. Ale, z powodu redukcji na której jest osadzony, znajduje się dosyć wysoko nad radiatorem i czujka może trochę zaniżać obroty. Ale z tego co widzę teraz działa dobrze. Poniżej 2k obrotów na minutę, a procesor odpowiednio chłodny. No i super.

No a 60mm, którego zdemontowałem z radiatora, postawiłem przed radiatorem chipsetu. Programowo obniżyłem mu zasilanie do połowy (płyta główna pozwala mi, z poziomu linuksa, sterować zasilaniem jednego gniazda wentylatorów), więc obroty też zjechały poniżej 2k i też jest niesłyszalny w tej chwili. No nie mam co z nim na razie zrobić, więc niech sobie dmucha na chipset.

I w chwili obecnej najgłośniejszym elementem jest wiatrak w zasilaczu. Jeśli go zatrzymam palcem, to słychać już tylko cichutki szum dysku (a i to tylko dlatego, że dysk jest wywleczony na front obudowy i w większej części pozbawiony osłony), chociaż prawdę mówiąc głośniej buczy mi elektryczność w monitorze niż ten dysk. Czyli jeśli wyciszę jeszcze kiedyś zasilacz, to będzie już całkiem super. Sam zasilacz i tak jest już dużo cichszy po ostatniej wymianie wentylatora i wywaleniu 99% żeberek jakie zasłaniały łopatki wiatraka, ale i tu jest miejsce na ulepszenia. Ale nie dopóki siedzi w tym swoim małym blaszanym gorseciku. Musiałbym go rozebrać i albo spowolnić wiatrak, albo (opcja preferowana) dać mu jakiś zacny studwudziestomilimetrowy nadmuch. Ale to raczej odpada dopóki ręce mam związane wymiarami obecnej obudowy. (...)

Czytaj dalej...
Jak wahadło bujam się, od euforii w de-pres-ję

No i znowu trochę czasu przeciekło przez palce. I chyba czuję kolejną nadchodzącą depresję. I mam już serdecznie dosyć użerania się z ludźmi o należne mi pieniądze. I bardzo chciałbym teraz zjeść pączka i się do kogoś przytulić, ale nie mam żadnego pączką pod ręką i wszystkie cukiernie już pozamykane... a przytulić też nie ma się do kogo i nikogo też nie widzę na horyzoncie.

No i buty nowe na jesień by mi się przydały jakieś... czuję, że znowu dwa tygodnie będę łaził po obuwniczych zanim coś sobie znajdę. Tylko dlatego, że mam normalnie zbudowaną stopę. I nie wbiję jej w większość tych nowoczesnych "bucików", bo tzw. "tęgość" nie ta. Gdybym miał płaskostopie, to może, może... ale nie mam. Więc będę łaził, przebierał, przymierzał i narzekał.

A wczoraj po raz pierwszy od daaaawna wypiłem sobie trochę wina. Gdzieś z kubek. Słodkiego, wiśniowego... takiego w którym "czuje się pestkę". Mmmm :) Jest ponoć tylko kilka takich prawdziwych przyjemności w życiu - a należą do nich palenie dobrego cygara, picie dobrego wina i inne takie tam. Więc to z winem mogę potwierdzić - szalenie przyjemne potrafi być. Na cygarach się nie znam, nie palę - ale może kiedyś wypróbuję. Chociaż nigdy nie widziałem niczego fajnego we wciąganiu ciepłego dymu do ust. I nie rozumiem w ogóle palaczy - co oni takiego widzą w tym nałogu? Fuj!

A, ciekawy sen miałem wczoraj. Jeden z gatunku tych nadmiernie rozbudowanych. Niestety natłok zajęć zrobił swoje i większość mi wyparowała z głowy, a szkoda. Akcja snu toczyła się w Muzeum Piratów. Muzeum było zbudowane na bazie okręgu, wielki kolisty korytarz z którego rozchodziły się odnogi do poszczególnych pokoi wystawowych. Wszystko wykończone drewnem pociemniałym ze starości, na ścianach porozwieszane koła sternicze, te szklane okienka w mosiężnych okuciach (bulaje, tak to się nazywa?), kawałki lin itp. I pachniało drewnianym strychem w środku lata. Czyli w skrócie: było ciepło, miękko i baaardzo interesująco. I co najlepsze - żadnych innych zwiedzających, żadnych oprowadzających... byłem tylko ja i muzeum. I tak coś czułem, że jestem tu pierwszą osobą od długiego, długiego czasu. (...)

Czytaj dalej...
Tak, mam mandrivę. No co?

Mieszkam przy Dąbrówki. Taka sobie ulica, króciutka. Niestety wchodzi w skład jednej z głównych arterii miasta. A żeby było jeszcze bardziej "niestety", to od jakiegoś czasu okupują ją ekipy remontowe. Coś z zatoczką autobusową robią i krawężniki przesuwają... No i dzieje się to samo co było przy budowie Carrefoura - korki. Wielkie, długie, paskudne korki. I dzisiaj musiałem swoje odczekać w takim leniwie pełzającym korku. Na szczęście siedziałem na fotelu pasażera, więc mogłem swobodnie zatopić się w myślach i nie zważać na drogową perystaltykę. Chociaż i tak czekanie mnie irytowało... bo wiedziałem już, że znowu będę jadł obiad o osiemnastej, psiakrew...

Ale czasem wystarczy malutka rzecz by człowiekowi humor o 180 stopni obrócić. W moim przypadku owa rzecz miała dwie kitki i siedziała na tylnym siedzeniu jakiejś Fabii stojącej przed nami. Mała dziewczynka, po której stanie w korku najwidoczniej spływało jak po kaczce... wesoło rozglądała się dookoła, "zaglądając" do wszystkich sąsiadujących samochodów. W którymś momencie popatrzyła i na mnie. Ułamek sekundy, kontakt wzrokowy nawiązany, mała się do mnie promiennie uśmiechnęła. I nie miałem wyboru, musiałem odwzajemnić. I w tym momencie cały zły humor gdzieś prysł.

Odwróciłem głowę w prawo, patrząc na jakąś opaloną babkę w aucie obok. Rozmawiała dosyć nerwowo przez komórkę. Zauważyła że się na nią patrzę, popatrzyła na mnie. Znowu kontakt wzrokowy, a ja jeszcze nie zdążyłem zetrzeć uśmiechu z twarzy... i wtedy ona też się uśmiechnęła. Mój Boże! To jest zaraźliwe! ;)

Czasem pozwalamy, by tak drobne sprawy jak np. korek nas zdenerwowały. Aż dziwne, że tak przyziemne rzeczy potrafią nas ściągać w negatywne emocje... a przecież prawie zawsze można się zdystansować, dać sobie margines psychicznego komfortu. Wiem, nie zawsze ma się przed sobą małą dziewczynkę z promiennym uśmiechem typu "no i po co się złościć?". A szkoda. (...)

Czytaj dalej...
Mam nowy dysk!

Miejsce na dysku zaczęło mi się kończyć. Głównie przez zdjęcia...

Od jakiegoś już czasu radziłem sobie zrzucając co popadnie na płyty DVD. Skuteczny sposób - ino niewygodny. Np. gdy siostra wpadła z wizytą i zechciała obejrzeć część zdjęć... skończyło się wertowaniem stosików płyt i żonglowaniem nośnikami.

Słuchanie muzyki równie uciążliwe. Mam sporo vorbisów rozstrzelonych po różnych DVD/CD. Jeśli chciałem sobie czegoś posłuchać, to musiałem albo katować w kółko ten niewielki zbiór jaki mieścił mi się na dysku, albo cały czas coś kasować i dogrywać nowe albumy z płyt.

Poza tym... mój komputer po ostatniej częściowej renowacji jest całkiem dobrą, biurkową maszynką. Procesor 1,8GHz, FSB 200MHz, 512MB pamięci "czterysetki"... zestaw pozwalający na bardzo płynną pracę. Ale dysk był wąskim gardłem.

No i koniec końców kupiłem sobie nowe cacko IDE :) Co prawda miałem zbierać na porządny LCD... ale chwilowo i tak miałbym problemy z uzbieraniem na satysfakcjonujący mnie ekran... więc nadszarpnąłem trochę "fundusz monitorowy" i kupiłem dysk. Ładny Caviar 250GB. Wariant IDE (moja płyta nie ma SATA). 7200rpm, 8MB cache... obecny standard, nic wyuzdanego.

/dev/hda:
 Timing cached reads:   1712 MB in  2.00 seconds = 854.00 MB/sec
 Timing buffered disk reads:  172 MB in  3.00 seconds =  57.32 MB/sec

Po wymianie nastąpił zauważalny skok szybkości "wszystkiego". Writer z OpenOffice.org uruchamia się np. w jakieś 6 sekund (za pierwszym razem, potem oczywiście dużo szybciej), co jest znaczącym przyspieszeniem. Poza tym nowy dysk jest cichszy! Hurra :)

Czeka mnie jeszcze trochę dłubaniny, po głowie łazi mi w ogóle pomysł zrobienia sobie samodzielnie obudowy komputera... z drewna pewnie, bo to najłatwiej się obrabia. Coś typu "desktop" - zwykłe leżące pudło. Szczelne, z wiatrakiem zasysającym z tyłu i kolejnym wydmuchującym z przodu, i z jakimiś filtrami żeby się kurz nie osadzał na radiatorach w środku. I z dużymi diodami power/disk (moja obecna obudowa ma malutkie diodki które mnie nie satysfakcjonują ;)

No i zastanawiam się też nad kupnem roweru. Coś do jazdy po mieście i wycieczek po okolicznych miasteczkach/wioskach, nic wyczynowego. Czy wśród Czytelników jest jakiś biker który by mógł coś doradzić, powiedzieć na co trzeba zwracać uwagę przy kupowaniu roweru itp?

Aha, zainstalowałem Mandrivę. Podoba mi się i chyba przy niej zostanę. Nie, to nie prima aprilis.

Last.fm, urokliwy Żagań i pogrzeb w rodzinie

No i znowu biorę antybiotyki. Tym razem coś nowego, Unidox Solutab, 200mg na dobę. Ale o tym za chwilę.

Miałem problemy z klientem radia last.fm. Dokładniej: przygotowana przez nich binarka pokazywała mi kwadraciki zamiast tekstu. Więc była bezużyteczna - klikanie w GUI usianym geometrią zamiast liter jest mało praktyczne. Po małym flejmowaniu sobie z Cthulhu (zwykle flejmujemy o Ubuntu - on tego używa, a ja lubię krytykować wszystko dookoła, więc... :) doszedłem do wniosku, że to przez statyczne biblioteki załączone w kliencie - zapewne niezgodność wersji między komponentami, podejrzewałem okolice fontconfig/Xft. Więc relinkowanie/rekompilacja powinny załatwić sprawę. Na szczęście ludzie z last.fm udostępniają kod (chyba na licencji BSD), więc można sobie zbudować...

No i niedawno sobie zbudowałem samodzielnie tego ich klienta. Była to jednocześnie pierwsza sensowna, samodzielna aplikacja qt4 jaką u siebie skompilowałem. No i pomogło - mam czytelne litery, klient działa. I na dodatek mam pod linuksem trochę nowszą wersję niż to, co skompilowało lastfm (ich binarki pod Linuksa to 1.0.1 chyba, a kod to 1.0.3 - więc tylko kompilując samemu ma się najnowszą wersję).

[LAST.FM PLAYER] Pierwsze wrażenie: o, całkiem fajne. Działa. Proste UI. Po uruchomieniu można sobie przeciągać linki poszczególnych stacji dostępnych na stronach last.fm, można też sprzężyć klienta z firefoksem, by klikanie w linki lastfm:// uruchamiało klienta... można też z poziomu klienta/www wyszukiwać sobie stacje według "podobieństwa" - np. mam ochotę na muzykę w stylu Orbitala, więc wklepuję "Orbital" i last.fm proponuje mi odpowiedni strumień. Można też łączyć się ze strumieniami opisującymi całe gatunki - electronic, ska, takie tam. Całe UI ładnie animowane... Podczas odtwarzania pokazywana jest okładka, wykonawca, album, tytuł - po kliknięciu w wybranej przeglądarce ładowana jest stosowna strona last.fm (pokazująca odpowiednie informacje). Można przeskakiwać odtwarzane aktualnie kawałki, oznaczać jako "lubiane" lub "nielubiane"... Brzmi bardzo ładnie, prawda? (...)

Czytaj dalej...
Let's blog!

A dzisiaj trochę typowego blogowania, czyli linki.

Na pierwszy ogień, Weebl & Bob. Bo, jak się wczoraj okazało, taki da.killa na przykład nigdy wcześniej o tym nie słyszał. No jak można nie znać tych animacyjek? Ech. Więc link do pierwszego odcinka. Polecam. Nie można się tylko zrażać pierwszymi animacjami, potem się robi coraz fajniejsze. Mogą być niezrozumiałe jeśli zacznie się oglądać jakieś wyrwane z kontekstu fragmenty, dlatego radzę oglądać po kolei, wszystkie. Fajny język, bardzo alternatywna muzyka w tle - jednym słowem, dobra rozrywka.

Komiks The Flipside. Milutki, rysowany w stylu który uwielbiam, bardzo dobry i warsztatowo, i pod względem dialogów/fabuły. Nie przegap "Book Zero!".

Drugi komiks który polecę dziś, TwoKinds. Mniej udany technicznie, ale za to kolorowy i bardziej na luzie. Czyta się bardzo miło, a humor miejscami jest naprawdę, naprawdę dobrze zaserwowany. No i fabuła trzyma w napięciu - tzn. śledzi się z niecierpliwością, a przecież o to właśnie chodzi.

Nie komiks, ale... a zresztą, sam zobaczysz. Szadoki pokazał mi lanrat, no i wydaje mi się, że warto polecać to dalej. Więc polecam!

Metapixel to zabawka którą wskazał mi również lanrat, tyle że jakiś czas temu. Znikoma przydatność praktyczna, ale można obejrzeć - efekty są całkiem ciekawe. Programowi serwuje się duży (jak największy) zbiór zdjęć, z których tworzy sobie bazę danych. Następnie używając tych zdjęć jako miniaturek jest w stanie skonstruować dowolne inne podane zdjęcie. Brzmi skomplikowanie? No ale tak to działa. (...)

Czytaj dalej...
No to jestem klientem sieci kablowej

NP: Yoko Kanno feat. Ilaria Graziano - Christmas In The Silent Forest

Nowy miesiąc, nowy provider. Dzisiaj wyjąłem kartę wifi z komputera (listing zawartości mojego komputera wykonany przez lshw nie wykazuje już karty d-link, za to ma uaktywniony forcedeth :), bowiem przeszedłem ja byłem na osiedlową sieć kablową i teraz jestem podłączony normalnie, do ethernetu. To jakiś dzielony DSL - transfery dużo mniejsze niż miałem "na radiu" (teraz 256/128kbps, w przyszłości ma skoczyć do 320 w downloadzie), ale powinno mi wystarczać i chodzić bezawaryjnie - a to dla mnie najważniejsze. Kabel podłączyli mi już na początku zeszłego miesiąca, testowałem przez ten okres za darmo. Bardzo ładnie, gładko pracowało. Czyli chyba będ